Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lament nad rozlanym mlekiem

wtorek, 30 stycznia 2007 19:38
 

   Premier ogłosił, iż nadeszła pora, by dokładniej przyjrzeć się polskim gazetom w rękach zagranicznych wydawców. Co to oznacza? Dokładnie nie wiem. Podejrzewam, iż chodzi o analizę treści publikowanych tekstów. Przekładając to wszystko na język łopatologiczny: zagraniczni wydawcy niechętni są polskiemu rządowi. Krytykują na siłę, nie widzą pozytywnych dokonań. Z przyglądania się i dokonywania analiz wynikać może... No właśnie, co może wynikać? Urzędu Kontroli Prasy nie ma. Cenzura dawno zniesiona. Ta cenzura instytucjonalna, państwowa. Bo ta inna, nie jawna, występuje i to nie w jednej postaci. Ale to temat na osobne opowiadanie.

 Naszej nowej, demokratycznej władzy zabrakło w pewnym momencie wyobraźni. Zacietrzewienie do niszczenia wszystkiego, co funkcjonowało w poprzednim systemie, stało się obsesją. Obsesja miała w tym przypadku wymiar ślepej głupoty. W ramach likwidowania tzw. komunistycznych bastionów padła RSW Prasa-Książka-Ruch. To błąd, na który czekały zagraniczne koncerny wydawnicze. Gwoli prawdzie nie czekały biernie, obłudnie szpikując nuworyszy w rządzeniu koniecznością posiadania demokratycznej, niezależnej prasy. Jakież to sążniste teksty publikowano, dowodząc, że tylko niezależna prasa, niezależne dziennikarstwo ma rację bytu w naszym nowym ładzie społecznym. I mleko się rozlało. Rodzime redakcje, w szczątkowym wymiarze, kuśtykały na prasowym rynku, borykając się z kłopotami finansowymi, poligraficznymi, kadrowymi wreszcie.

   Polski rynek wydawniczy opanowały potężne, świetnie zorganizowane koncerny zagraniczne. Zwłaszcza niemieckie. Serwując początkowo Polakowi-szarakowi plotkarsko-towarzyską papkę oraz reprint niemieckich kolorówek. Dziś, zakorzeniwszy się głęboko, biorą się za dyktowanie rozwiązań ekonomicznych i politykę. Co nie było  trudne do przewidzenia. RSW Prasa była instytucją służącą poprzedniemu reżimowi. Prawda. Należało to zmienić. Ale nie rozwalać! Nie likwidować dobrze zorganizowanych struktur tylko je unowocześnić, zmodyfikować. Dziś pozostał jedynie lament nad rozlanym mlekiem i plucie sobie w brodę, głupią brodę.  Podzielam niepokój premiera. To nie błahostka. Wszak prasa to IV władza. Jest w przeważającym procencie na usługach innych. Bo gadanie o niezależnych  mediach i niezależnym dziennikarstwie należało dawno między bajki włożyć. To był jedynie semantyczny fortel, na który nabrano nową klasę decydentów. Wyć się chce...Hauuuuuuuuuuuuuuu
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dno dna, czyli seks a sprawa polska

niedziela, 28 stycznia 2007 17:40

   Prokuratura zbada dna szefa partii, co to sama się broni. Po cholerę. Dno jest jedno i nie trzeba go badać. Widać gołym okiem. Aż boli. Jak swego czasu wyznała łóżkowa testerka nawet na prześcieradle ma kłopoty. A ja profesjonalistce wierzę. Bo zna się na robocie. Od iluś tam dni nasza skołowana publika epatowana jest rozwiązaniem zagadki: jest oliwkowy ojcem dziecka testerki, czy też nie jest? Zwekslowano sprawę na bocznicę, bo przecież nie o ustalenie ojcostwa w tej całej smutnej, a momentami groteskowej seksaferze chodzi. Jako owczarek niemiecki (podpalany zresztą), na dodatek długowłosy, porządek i hierarchię wartości noszę we krwi. Przypomnę przeto zapominalskim, że chodziło o...

   O co chodziło? Ano o wyjaśnienie, czy za seks z prominentami rozdawana była praca na stanowiskach w partii, co to sama od początku się broni, choć ostatnio ma spore z tym kłopoty. Nie o żadne ojcostwa, a tym bardziej badania dna. Dno jest. Było i będzie. Może być tylko głębsze. Dla przypomnienia: seks za pracę – to, w myśl kulawego u nas, ale jednak prawa, przejaw korupcji. Karanej i tępionej. Jest do tego nawet powołana specjalna instytucja. A więc żadne śmichy, chichy. Pełna powaga. Groźne sankcje.

   I nie ważne, czy oliwkowy szef partii (wiecie jakiej) wykonał za granicą badania swego dna (na dobrą sprawę bez sensu, wystarczyło, by zwrócił się do mnie, byłoby taniej), czy też tego nie zrobił. Chodzi o coś zupełnie innego – o dość specyficzny rodzaj korupcji. I o tym, zacietrzewieni prokuratorzy łódzcy nie zapomnieli. Na nieszczęście dla oliwkowego (chyba odbarwił ostatnio karnację w związku z szykującymi się zmianami) i jego partyjnego, jurnego męskiego aeropagu. Na werdykt w tej, i nie tylko tej sprawie, nie przyjdzie nam długo czekać. Tuszę... Hau! Hau!
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (7) | dodaj komentarz

Bredzenie pacyfisty

sobota, 27 stycznia 2007 9:26
 

   Piątkowy dziennik pod tytułem dziennik na pierwszej stronie publikuje obszerną informację, gdzie i jaką broń nuklearną rozmieścili przed laty Sowieci w Polsce. Z założenia jest to tekst demaskatorski i historycznie odkrywczy. Z iluzorycznego założenia redakcji. Bo dla prawie każdego Polaka-szaraka jest to, mówiąc wprost, propagandowa dentologia. Na proste pytanie: dlaczego akurat teraz pojawia się ów tekst, na tak eksponowanym miejscu, odpowie uczeń gimnazjum. Średnio kojarzący – dodajmy. Amerykanie pukają od dawna do polskich bram, by je otworzono w celu rozmieszczenia systemu antyrakietowego. Należy pukającemu przetrzeć szlaki i wmulić do głowy Polaka-szaraka informację, że jak Sowieci kiedyś mogli, to Amerykanie teraz tym bardziej. Nie mówiąc tego dosłownie, ale...

   Ja wiem, iż trudno w to uwierzyć, ale jestem owczarkiem niemieckim z rzadkiej podgrupy pacyfistów. Warczałbym onegdaj na ruskich, warczę dziś na jankesów. Ja nie chcę żadnych systemów antyrakietowych, choćby najnowocześniejszych, w naszym kraju. Wcześniej moi przodkowie siedzieli cicho, gdyż bolszewicki reżim nie znosił sprzeciwu. A tak, na dobrą sprawę, nikt wówczas o zgodę nikogo nie pytał. Ale dziś jest wolność i demokracja. Ja wiem, że funkcjonujemy w NACIE (to leperszczyzna), zmuszam się do zrozumienia reguł tej współ egzystencji i wynikających z niej zobowiązań. Ale ich nie akceptuję.

  Nie chcę bomb i antybomb w moim kraju. Nie chcę wyrzutni rakietowych obok mojej budy. Ludziska na całym świecie, czy nie potraficie się dogadać? Nie potraficie żyć w spokoju i pokoju? My, żyjący w tym cudownie zlokalizowanym kraju mamy jeden, nie do rozwiązania, problem: zasranego geocentryzmu! I miast z tego czerpać zyski, cierpimy. Ujeżdżali nas Sowieci, pędzą w ich ślady Amerykanie. Ci ostatni przynajmniej z kasą. Jak się zgodzimy na instalację systemu dostaniemy szmal. A ja mam ten szmal, dokładnie tam, gdzie owe dolarowo-nuklearne tarcze.  W dupie! Pacyfistycznej dupie. Sorry! Hau!
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (13) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 145  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465145

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl