Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kto zna odpowiedź?

niedziela, 29 stycznia 2012 21:11

   Awantura o ACTA jeszcze nie rozstrzygnięta, choć partii rządzącej notowania poleciały w dół. Te notowania nie mają żadnego przełożenia w praktyce, ale jakiś tam element w rozgrywce politycznej stanowią. Bo temu rosną, tamtemu maleją i sejmowe kuluary mają pożywkę. Niestrawną wprawdzie, lecz zawsze czymś trzeba się posilić. Zamieszanie wokół sytuacji łapać złodzieja, czy udawać, że deszcz pada, spowodowało ujawnienie dość interesujących okoliczności. Okazało się otóż, że europosłowie Prawa i Sprawiedliwości, in corpore, głosowali za przyjęciem założeń ACTA. To było jednak w Strasburgu. Nad Wisłą aktyw partii prezesa Jarosława jest zdania zgoła przeciwnego. Wspiera protest młodych internautów, choć nie mam do końca pewności, czy młodzi tak naprawdę wiedzą w jakim proteście biorą udział. Akurat wolności słowa nikt im nie chce zakazywać, ale ściągać nielegalnie utwory, kompozycje, gry, programy oraz uprawiać hakerstwo, owszem, owszem. Warto, by młodzi protestujący zapoznali się z opinią na ich temat z 2008 roku, dziś wspierającego ich wspólny protest prezesa Jarosława. Warto sięgnąć do tak bliskiej historii. Historia uczy…
   Odpryskiem awantury o ACTA było szczere wyznanie Marka Migalskiego. Eurodeputowany z poręczenia Prawa i Sprawiedliwości( dziś już w PJN, jeszcze?) wyznał na swym blogu otwarcie i szczerze, że głosował za ACTA. Tak, jak większość jego partyjnych kolegów.. A głosowali tylko dlatego, że nie wiedzą, na co głosują. Nie dociekając dlaczego, bo to nie ma sensu. Dodał Marek Migalski z rozbrajającą szczerością, że dość często nie wie za czym głosuje. I to mnie zastanowiło. To w jakiej roli nasi europosłowie zasiadają w tym wspaniałym europarlamencie? Po to, by podnosić rękę, gdy sąsiad z ławy podnosi? Bo tak wypada, tak trzeba? No jeśli tak, to jest wspaniałe zajęcie. Nie dodam, że znakomicie płatne, bo to ani zasługa, ani przyczyna ich działań.  Stawki płac europarlamentarzystów  ustalali znacznie wcześniej europejscy politycy, którzy swoją działalność (albo jej brak) potrafią ocenić i wycenić zgodnie z normami europejskimi. Czyli na pułapie odpowiednim do własnych oczekiwań i wymagań.
   Fajne, otwarte i szczere wyznanie eurodeputowanego Marka prowadzi mnie do refleksji, być może błędnej, że nasi siedzą w tym europarlamencie wyłącznie dla kasy. Dla niepoznaki prowadzą jakieś szemrane rozgrywki i zagrywki, które mają zmylić przeciwnika i uspokoić szefa. Nie winię naszych, bo zostali wytypowani i wybrani. Nie oni ustalali stawki, diety i emerytury. To zrobili bardziej od nich zapobiegliwi i sprytniejsi koledzy z innych krajów zachodniej Europy. Ale z tego skorzystają. I na zdrowie! W kontekście tego, co wyznał europoseł Migalski jawi się jednak zasadnicze pytanie: po cholerę ten cały europarlament? Ja nie znam odpowiedzi. Za mało wiem. Liczę na to, że pomogą mi w rozwiązaniu tej zagadki moi mądrzejsi ode mnie Czytelnicy. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (10) | dodaj komentarz

Mleko się rozlało

czwartek, 26 stycznia 2012 10:20

   Jedna z Czytelniczek tego bloga poprosiła mnie o zaprezentowanie stanowiska wobec umowy ACTA. Najogólniej rzecz ujmując jestem za. Dlaczego? Dlatego otóż, iż jestem zagorzałym przeciwnikiem kradzieży i złodziei. Jednocześnie sprzeciwiam się werbalnie (nie posiadam innej możliwości) produkcji i handlowi towarami podrobionymi. Są przykłady konkretnych krajów, które z tego procederu uczyniły narodową cnotę oraz główne źródło zasilania budżetu krajowego. I znakomicie im się wiedzie. Podszywanie się pod inne firmy, korzystanie z renomowanych znaków towarowych, kopiowanie utworów, kompozycji jest ordynarną kradzieżą własności praw intelektualnych. Jestem przeciwnikiem piractwa, hakerstwa i podobnych brzydkich rzeczy. Generalnie zgadzam się z założeniami umowy ACTA. Wiadomo jednak, że diabeł tkwi w szczegółach. A ja ich nie znam.
   Prof. Ewa Łętowska, którą darzę dużym szacunkiem i nie mniejszą estymą, ostro skomentowała ostatnie posunięcia rządu. Skwitowała krótko: rządzą nami partacze! Negatywne emocje u pani profesor wywołały ostatnio wprowadzane uregulowania prawne. Zgadzam się z tą opinią. Nie tak dawno pisałem na tym blogu, że przy wprowadzaniu ustawy refundacyjnej ministrowi Arłukowiczowi nazbyt się śpieszyło. Zabrakło czasu na wyczerpujące, jak najszersze konsultacje społeczne. Identycznie z umową ACTA postąpili dwaj inni ministrowie – Boni i Zdrojewski. Tymczasem podstawą dobrego, efektywnego rządzenia jest ciągły dialog z obywatelami. Nie można jednego wyróżniać a drugiego lekceważyć .zwłaszcza przy wprowadzaniu nowych uregulowań prawnych. Nie ma prawa idealnego, które by zadowoliło wszystkich. Prawo zazwyczaj chroni interesu silniejszego. To nie jest polski patent, tak jest na całym świecie.
   Aby jednak zminimalizować niezadowolenie tego słabszego potrzeba kompromisu. Ów kompromis osiąga się w trakcie uczciwych, długotrwałych, cierpliwych negocjacji i wyjaśnień. Ludziom trzeba dokładnie, do bólu powiedzieć o co chodzi, jakie będą skutki wprowadzonych uregulowań. Kto na nich zyska, a kto straci. Kompromis polega na uzgodnieniu ostatecznych warunków. I zwykle silniejszy godzi się na  ustępstwa wobec słabszego, choć tak naprawdę ten niby słabszy jest w swej masie porażająco mocny. Młodzi internauci w proteście przeciw zapisom ACTA wyszli na ulicę. Czy wcześniej przeczytali zapisy ustawy? Myślę, że wątpię. Nie ma w nich zamachu na wolność słowa. Ale to należało młodym ludziom wcześniej spokojnie, cierpliwie i dosadnie wytłumaczyć. Nie tylko rozmawiać z twórcami, bo to inny pułap rozmowy. Żadna to pociecha, że premier zbeształ dwóch ministrów odpowiedzialnych za wprowadzenie nowych uregulowań, do czego przyznał się publicznie pan Boni. Mleko się rozlało. A wystarczyło rozmawiać, wyjaśniać, tłumaczyć. Bez cienia arogancji i poczucia siły. Skuteczna siła leży po przeciwnej stronie. I nawet partacze powinni o tym wiedzieć, we własnym, dobrze pojętym, interesie. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
4

komentarze (32) | dodaj komentarz

Lądowo-morskie obyczaje

poniedziałek, 23 stycznia 2012 12:15

   Kapitan czmychnął ze statku jako jeden z pierwszych i stał się pionierem nowego morskiego obyczaju. Dotychczas obowiązywała zasada, ze kapitan opuszcza tonący okręt jako ostatni. Ale to przeżytek, nie praktyczny na dodatek, uznał kapitan Schettino. Podczas awarii Concordii on wcale nie uciekał. Po prostu spadł z przechylonego kolosa, którego wcześniej osadził na skałach, wprost do kołyszącej się na falach szalupy. I z owej szalupy koordynował akcją ratownicza, oświadczył zdumionemu światu. To też kolejne novum w morskich obyczajach. Wiadomo – podpierając się prostacką filozofią – zawsze musi być pierwszy raz. A świat się zmienia. Ten przypadek wydaje się zmierzać w niewłaściwym kierunku. Nie wydaje mi się aby wyczyn włoskiego kapitana znalazł następców, choć w tak dynamicznie zmieniającym się świecie niczego wykluczyć nie można.
   Uznany przez jednych za spowodowanie katastrofy, w której utonęło ponad 30 osób, dla drugich jest człowiekiem z nieposzlakowanym charakterem, wręcz bohaterem. Taki jest Schettino dla współmieszkańców miejscowości, w której żyje. Wspaniały, odpowiedzialny, odważny, mężny. Niewinny! To dość oryginalny i nietypowy dla innych przykład solidarności małej włoskiej społeczności. Sąsiedzi kapitana jakby nie przyjmowali do wiadomości informacji, iż ich współziomek jest, co najmniej współwinny, śmierci ponad 30 pasażerów statku osadzonego na skalnej płyciźnie. Jeżeli takie są fakty, to tym gorzej dla faktów. Nie mam zamiaru odbierać im prawa do obrony swego nienagannego sąsiada. Wszak mieszkają w niewielkiej mieścinie, gdzie wszyscy znają się jak przysłowiowe łyse konie i wiedzą o sobie wszystko. Wskazuję jedynie na rozmiary solidarnościowej więzi w małej włoskiej społeczności.
   Sam Schettino, w myśl starej maksymy, że najlepszą obroną jest atak, wystąpił ostatnio z poważnym oskarżeniem. Ujawnił otóż, że jeszcze przed wypłynięciem w rejs, otrzymał od armatora Concordii polecenie podpłynięcia jak najbliżej feralnej wysepki, w celu oddania hołdu. Dla mnie, po zapoznaniu się opowieścią ze spadnięciem ze statku wprost do, szczególnym zbiegiem okoliczności, stojącej na morzu szalupy, wiarygodność kapitana została dość znacznie nadszarpnięta. Nie wiem, jakimi dowodami dysponuje on na potwierdzenie wypowiedzianych słów. Jeśli otrzymał polecenie na piśmie, to ma w ręku poważny atut. Nikt jednak nie kazał mu osadzać Concordii na przybrzeżnych skałach i koordynować akcją ratunkową z szalupy… Zapowiada się ciekawy proces sądowy. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (18) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 154  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465154

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl