Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Drobiażdżek w życiorysie mistrza Jana?

niedziela, 30 października 2011 15:44

   Zapowiadałem tutaj miesiąc temu, że z dużą uwaga będę śledził karierę polityczną mistrza Jana. Dotrzymuje słowa, a sprawa dość interesująca. Otóż dziennikarze jednego z tygodników, ulokowani jedną noga w IPN, zdobyli rewelacyjne informacje z poza boiskowego życiorysu mojego bohatera. Otóż dziś poseł-elekt, mistrz Jan T. Był tzw. Konsultantem SB w komunistycznej Polsce. Nie wiem, co to za stanowisko „konsultant” i na czym jego rola polega. Mogę się jedynie domyślać, że to coś więcej aniżeli pospolity informator. Ponieważ sprawę nagłośniono, a mistrz Jan w tamtym okresie miał olbrzymią lukę w pamięci, zaprzecza więc kategorycznie by ktokolwiek, kiedykolwiek, cokolwiek z nim „konsultował”. Dojdzie zapewne do procesu lustracyjnego i  wówczas dowiem się i reszta zainteresowanych, gdzie w strukturach SB ulokowany był konsultant.

   Mistrz Jan tuż po ogłoszeniu, iż znalazł się wśród szczęśliwców Prawa i Sprawiedliwości, którzy zasiądą w przyszłym parlamencie, zgłosił do prokuratury doniesienie na swego dobrego znajomego z piłkarskiego boiska, trenera Franciszka Smudę. Swoich licznych sympatyków poinformował publicznie, że chciałby przewodniczyć w nowym sejmie komisji do spraw sportu, lubo spraw zagranicznych. W tych dziedzinach obeznany jest jak mało kto. Nie wzgardziłby także teką ministra sportu, a takie rozwiązanie dawałoby gwarancję, że Polski Związek Piłki Nożnej przestałby istnieć w ciągu najdalej 24 godzin! Zapowiedzi szumne, jak przystało na bramkarza, który kiedyś Anglię, na ich londyńskim Wembley zatrzymał! Wprawdzie ten prokuratorski incydent raczej cechę awanturniczą mi przypomina, ale z oceną poczekajmy do jego rozstrzygnięcia.

   Śledzę więc karierę polityczną mistrza Jana i zmartwiłem się.  Zakładając bowiem, ale tylko hipotetycznie i do tego z najwyższą ostrożnością, że lustracja IBN wypadnie dla mojego bohatera niekorzystnie, to tak pięknie wymarzona, cudownie zaplanowana działalność na niwie polityki pęknie jak bańka mydlana. I nie będzie mandatu posła, nie będzie przewodniczącego którejś z komisji sejmowych, a nawet ministra sportu. Nie będzie immunitetu i diety poselskiej, wspartej dodatkiem za przewodniczenie komisji. Ale nie! Precz senne koszmary. Sprawiedliwości i Prawu musi stać się zadość! Z czego i ja byłbym zadowolony, bo opisywanie meandrów kariery mistrza Jana, to sama przyjemność, a satysfakcja jeszcze większa! A wreszcie nie można wykluczyć, że „Newsweek” najzwyczajniej w świecie nakłamał Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (106) | dodaj komentarz

Panika w "Rzepie"

środa, 26 października 2011 16:02

   W „Rzepie” nerwówka. Dziś (środa) i jutro sięgnie apogeum. Nowy właściciel Presspubliki Grzegorz Hajdarowicz, nie uląkł się zmasowanej akcji epistolarnej i w zdecydowanych słowach zapowiedział  restrukturyzację i  „Rzeczpospolitej” i „Uważam rze”. Za kuriozalny uznał fakt sprawowania funkcji redaktora naczelnego w tych dwóch tytułach przez jednego człowieka. Słowo restrukturyzacja  w języku potocznym oznacza zmiany kadrowe. To właśnie w tej sprawie pisano listy, pouczając Hajdarowicza, jak ma postępować. Pisali publicyści z wymienionych tytułów, wysmażyło pasztet także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. I właściciel się wściekł głównie z tego powodu, że o treści listów dowiadywał się z internetu. Takie postępowanie potraktował jako swoisty szantaż. I ma rację. Którego właściciela szlag by  trafił, gdy jego własnością zawiadować chcą inni. Tuzy publicystyczne „Rz” i „U rze” kiepskie sobie wystawiły świadectwo. To jednak ich ból głowy.

   Kondycja finansowa tych dwóch wydawnictw nie jest dobra. Jutro (czwartek) na konferencji prasowej nowy właściciel przedstawi bilans zysków i strat po 8 miesiącach 2011 roku. Podobno nie jest dobrze, ale nie ma powodu do alarmu. Hajdarowicz zapytany o kierunek polityczny pism zapowiedział, iż wspierał będzie stanowisko menedżerów, właścicieli, generalnie ludzi biznesu. Co to oznacza? Ano tylko tyle, że „Rzeczpospolita” przestanie być tubą PiS-u, a „Uważam, rze” najprawdopodobniej zniknie z rynku. Tak podejrzewam. Nie sądzę bowiem, by nowy właściciel wspierał swoim kapitałem partię, która wyspecjalizowała się w permanentnym przegrywaniu wyborów, co nawet dostrzegli najbliżsi pretorianie (do wczoraj) wielkiego Małego Wodza. „Uważam, rze” kupiłem tylko raz. Pierwszy numer. I już po tytułach zorientowałem się, iż jest to klasyczna broszura przed wyborcza i jeśli dotrwa do przegranych wyborów, to tuż po nich zostanie zamknięta. Bo nie spełniła swego zadania.

   Zachowanie Grzegorza Hajdarowicza jest racjonalne. Te dwa tytuły niosły treści, jakby były organami partii Kaczyńskiego. Cóż to za pożytek z takiej twórczości dla nowego właściciela? To tak zwany pożytek ujemny. Czuję moim psim węchem kadrowe trzęsienie ziemi w Presspublice. Skupieni wokół naczelnego polityczni usługodawcy dziennikarstwa popełnili elementarny błąd. Chcieli listami ustawić sobie Hajdarowicza w narożniku, tymczasem  ustawili siebie poza nawiasem. Nie sądzę by właściciel, każdy właściciel, przyjął do pracy szantażystę. Nawet takiego, który pretenduje do tytułu publicysty. Oczywiście tymi przyziemnymi sprawami  nie będzie się zajmował pan Grzegorz. Miotła już jest. Czeka za drzwiami. Przyjdzie i pozamiata. Rach, ciach i po bólu. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (222) | dodaj komentarz

Gong na ostatnią rundę

sobota, 22 października 2011 16:41

   Europejczycy z PiS-u  naostrzyli szable i ruszyli do ostatecznej rozgrywki. Zaatakowali głosem T. Cymańskiego. Jego szarża przypomina  szturm na prezesa przeprowadzony na swoim blogu przez Migalskiego. Ten był w lepszej sytuacji od Cymańskiego  nie był członkiem PiS-u, zaatakował niejako z boku, zza węgła. Eurodeputowany do rozgrywki użył dziennikarza. Rozmawiał z nim, nie udzielając wywiadu. Nie autoryzując tekstu, nie wiedząc nawet, że jego rozmowa będzie opublikowana. To widać taka nowoczesna operacja polityczno-dziennikarska. Atak na wielkiego Małego Wodza był bezpardonowy. Cymański jest zbyt wyrobionym graczem politycznym, by stosować żywiołowy, niekontrolowany język przekazu. Nie. Tu każde słowo było starannie dobrane i celowo użyte. Musiało zaboleć  i sprowokować reakcję.

   Europejczycy zrozumieli to, o czym od dość dawna na tym blogu piszę: Jarosław Kaczyński  nie wygra już żadnych wyborów. Sześć przegranych pod rząd, to jedna totalna klęska. Zrozumieli, że pod tym przywództwem ich partia się nie podniesie. Uznali, iż zabrzmiał gong na ostatnią rundę. Dla kogo będzie ostatnia? To się okaże. Ci z europarlamentu uważają, iż nie można tracić czasu na jałowe przeciąganie patowej sytuacji. Za trzy lata wygasną im mandaty Eurodeputowanych. Trzy lata to ciepły dopływ ukochanej gotówki z europejskiej kasy, ale są to tylko trzy lata, a potem powrót do kraju. Gdzie? Do czego? Otworzą butiki? Nie, oni tkwią w polityce po dziurki w nosie i od niej się nie odetną. Na politykę są skazani. Reakcji prezesa na atak Cymańskiego nie było. Na europosła rzuciły się przyboczne pachołki  (określenie Cymańskiego). Ten jął się niezdarnie, infantylnie bronić, niby przepraszał, niby nic nie wiedział. To taki skrót myślowy…

   W szachach politycznych przewidywać trzeba kilka ruchów do przodu. Wysłannicy PiS-u do Europy doskonale znają swojego prezesa. Wiedzą jak wyprowadzić go z równowagi, wiedzą z drugiej strony, jaka będzie reakcja zaatakowanego. Prezes jest wytrawnym graczem politycznym. On najlepiej się czuje właśnie w takich potyczkach, jaką mu zaproponowano. Jego najbliżsi  pomocnicy nie mają tej klasy i tego doświadczenia, mogą jedynie spełniać rolę usługodawcy. Prezes musi sam stawić czoła oblegającym. I wcale nie stoi na straconej pozycji, gdyż świetnie potrafi grać w polityczne klocki. Ma ponadto w ręku statut tak skonstruowany, że na dobrą sprawę nikt, bez jego zgody, nie może go pozbawić zajmowanego w partii stanowiska. Nie przeciwnicy wewnątrz partyjni są jego największymi wrogami. Bynajmniej. Największych wrogów ma wśród wyborców, a tych jest najwięcej i stale ich przybywa. Rokowania na przyszłość są gorzej niż złe! Ale przez to zrobiło się ciekawiej. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (258) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 169  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465169

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl