Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Po zielonej trawie piłka goni...

niedziela, 28 października 2012 20:23

 

 

   Na szczęście pomyliłem się. Na to liczyłem(można sprawdzić w poprzednich wpisach). Nie Kręcina tylko Boniek. Tylko, czy aż! To się okaże. Nie za szybko, lecz w stosownym czasie. Pan Zbigniew Boniek jest dobrym wyborem na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pod wieloma względami, bynajmniej nie dlatego, że tego sobie życzył ten, co pokonał, głównie przy pomocy Domarskiego Anglię, a teraz jest posłem PiS-u, czyli legendarny bramkarz, którego rozwścieczeni Anglicy przezwali wówczas pajacem, lecz zaiste innymi. Były prezes PZPN Lato, podobnie jak ów bramkarz Tomaszewski, zasiadał w parlamentarnych ławach przy ulicy Wiejskiej. Obaj wykazali się być jednakowej wartości potencjałem intelektualnym. Przyjmując jednak, iż przed posłem Janem pojawiają jakieś tam jeszcze możliwości do wykazania , że jest kimś, to za byłym parlamentarzystą, świetnym ongiś piłkarzem Lato, drzwi politycznej sławy, nie mówiąc o parlamentarnej, zamknięte zostały. Na amen. Definitywnie.

   I szlachetnie postąpili delegaci podczas ostatnich wyborów, odstępując od krytyki odchodzącego prezesa. Za co ten wzruszony, dziękował im ze łzami w oczach. Bo takiej łagodności się nie spodziewał. Ja tez nie mam zamiaru  pastwić się nad pokonanym. Przegrał sam z sobą, a raczej ze swoją pazernością oraz indolencją, której, jak się  okazało, nie zaakceptowali nawet jego najbardziej zabetonowani zwolennicy. Ale ktoś ich musiał przekonać. Zrobił to Boniek, przy pomocy sprawnego w takich rozgrywkach ,piłkarskiego potentata z okręgu karpackiego, prezesa Grenia. Wcześniej pomógł Lacie, teraz Bońkowi, który startując w poprzednich wyborach na szefa polskiej piłki kopanej, zlekceważył siłę regionów i zaufał sile swego nazwiska. I przegrał. Teraz ruszył w Polskę i rozmawiał z ludźmi. Kiedyś niechętnymi. Teraz dogadał się . Przekonał ich do swoich racji. Zagłosowali na niego. Na Bońka. Wygrał.

   Ma kilka atutów. Zna kilka języków obcych. Właściwie potrafi dogadać się z każdym. Jest postacią rozpoznawalną w piłkarskim świecie. Nie musi brać pensji z PZPN, która mu się formalnie należy, bo jest facetem finansowo niezależnym. I,  co najważniejsze, jest przyjacielem prezydenta  europejskiej federacji piłkarskiej, Platiniego. Znanego piłkarskiego idola francuskiego piłkarstwa, z którym grał lata całe,  w tym samym, potężnym włoskim  klubie. To są walory, których Lato nie posiadał, choć na boisku spisywał równie dzielnie, jak Boniek. Na stanowisku szefa firmy liczą się jedank przede wszystkim umiejętności organizacyjne oraz skuteczność dyplomacji . Tutaj przewaga Bońka nad poprzednikiem jest zdecydowana. I to rokuje dobrze. Dobrze rokuje także to, iż dobrał do prowadzenia związku polskiej piłki kopanej nowych ludzi. Odstawił na bocznicę leśnych dziadków w postaci Piechniczków i jemu podobnych. To dobrze, że ogłosił, iż warto korzystać z doświadczenia starszych. Zgoda. Jednak nie tych, którzy wyłącznie koncentrowali się, na mnożeniu własnych korzyści materialnych. A jak się to wszystko potoczy w tym magicznym PZPN-ie  przekonamy się za kilka lat. Bo, po zielonej trawie piłka goni, albo my wygramy, albo oni… Panie Zbyszku, ma pan szansę. Proszę ją wykorzystać. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
5
337

komentarze (35) | dodaj komentarz

Polowanie na Muchę

czwartek, 25 października 2012 20:43

 

   Trwa od momentu, gdy otrzymała  tekę ministra(y) sportu. W naszej nadwiślanej Neandertalii każdy zna się na polityce, medycynie i, oczywiście, sporcie. Na sporcie najlepiej znają się chłopi, sorry , mężczyźni, bo to wiadomo, mocna płeć. Premier obsadził na tym stanowisku kobietę i… się zaczęło. Nieszczęście nominowanej, co w normalnej rzeczywistości powinno stanowić jej atut, polegało na tym, że jest kobietą, a na dodatek piękną. Kobieta i do tego piękna nie ma prawa znać się na sporcie! W życiu! Nie ma prawa! I ruszyli do ataku bezkompromisowi dziennikarze, by udowodnić milionom oglądaczy, że pani Joanna Mucha( bo to ona została obsadzona w tej roli) zupełnie nie zna się na sporcie, więc nie może wykonywać funkcji szefa resortu, zajmującego się właśnie sportem, a na dodatek jeszcze  turystyką. To może tylko robić wygimnastykowany mężczyzna o muskulaturze kulturysty, nawet z ptasim móżdżkiem. Klatę jednak musi mieć reprezentacyjną, a także potrafi celnie walnąć w łeb. Przeciwnika. A tu nagle postawili na  ten urząd delikatną kobietkę, na domiar złego piękną. Tego przełknąć się nie da! Za żadne pieniądze!

   I ruszyli do ataku. Na pierwszej linii frontu pojawili się prześmiewcy. Bo trzeba ją skompromitować. Przed jak najliczniejszą widownią. W roli pierwszego wystąpił redaktor radiowiec, udzielający się w komercyjnej stacji telewizyjnej. Oglądalność niezła, efekt murowany. Zadał więc pytanie na temat trzeciej ligi hokejowej, której w naszej Neandertalii nie ma, gdyż lodu i chętnych do ślizgania się po nim, z utrudnieniem, w postaci dzierżenia w dłoni wygiętego patyka w pogoni za uciekającym krążkiem, jest zbyt mało chętnych. Pani minister ( ministra), nie wiedziała. Nie spodziewała się takiego kwizu. Gdyby podejrzewała, że została zaproszona na egzamin swej ignorancji, pewnikiem zapytałaby radiowca, dziennikarza jaką wysokością oznaczony jest garmond i czy pisze się on przez d na końcu, czy przez t. Nie zrobiła tego przez zaskoczenie. Triumf  telewizyjnego egzaminatora? Dla myślącego i średnio  inteligentnego dwunożnego to dla niego tragikomiczna  porażka . Minister nie musi znać się na wszystkim. Ma do tego zatrudniony zespół odpowiedzialnych, wyselekcjonowanych urzędników, specjalistów, z usług których korzysta. Minister jest od polityki, od szczegółów są jego podwładni.

   Pojawił się natomiast kolejny smakowity kąsek w polowaniu na Muchę. Nie zamknięto dachu najważniejszego stadionu w Warszawie przed meczem o najważniejsze ponoć wartości narodowe , czyli w pojedynku z ,jak się wydawało wcześniej,  nie do pokonania  Anglią, w czasie, gdy padał deszcz. Rzęsisty. Ale i nasi spece od piłkarstwa,  i wyspiarze chcieli grać w deszczu! Bo woda im podobno nie przeszkadza! Gdy jednak deszcz lejący się z niebios zamienił piłkarskie boisko w basen dzielnicowy, zaczęła się awantura. Zgłupiał delegat FIFA , zdurnieli, momentami przytomni działacze PZPN, mordę w kubeł wzięli dzielni Angole, którzy na wszelki przypadek  zebrali się w sobie i pojechali wyspać się w suchutkim hotelu, by następnego dnia miast odnieść druzgocące zwycięstwo nad  tymi lebiegami z orzełkiem na koszulkach, szczęśliwym remis  uzyskawszy cichuteńko, ze spuszczonymi łbami pomknęli  na londyńskie poletko.  By tuż po wylądowaniu zebrać zasłużone  baty od wymagających rodzimych komentatorów. Tutaj  za nie zasłonięty dach winny  jest Tusk. To już norma. Ona za wszystko. Lecz, na  dodatek winna jest także pani Mucha. Bo piłka nożna to sport, a ona jest ministrem (ministrą) sportu i turystyki.  Itd.itp. Dwunożni to już nie jest śmieszne. To najzwyklejsza głupota. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
3
298

komentarze (87) | dodaj komentarz

Biskup,słup i Gołas

poniedziałek, 22 października 2012 22:37

 

 

   Pijany biskup walnął w słup. Nie własnym czerepem. O nie! Aż tak tępy to on nie jest. Przygrzmocił   asekuracyjnie dziobem Toyoty ( to taki japoński samochód), mając, jak ujawniono, w organizmie 2,6 promila alkoholu. Niewiele jak na chłopa mierzącego coś w okolicy 2 metrów wzrostu, ale na tyle dużo, iż tenże wielki chłop, miał kłopoty z samodzielnym opuszczeniem pojazdu, po wcześniejszym pocałowaniu wrednego słupa. Pomogli mu usłużni strażnicy miejscy. Znaleźli się jednak zbyt blisko wydalanego  z ust wielebności wydechu, gdyż  niemal  zahipnotyzowani, lubo odurzeni, wykręcili numer telefonu najbliższej komórki policyjnej. Eminencja zachowywał się nad wyraz przyzwoicie, pozwolił łaskawie podtrzymywać się pod pachy, by nie stracić kontaktu z podłożem, a jak przyjechała policja całkowicie się rozkleił, rozdając na wszelkie możliwe strony rozgrzeszenia i błogosławieństwa. Gratis. Trafił, niestety, na powątpiewających. Grzesznicy po raz wtóry sprawdzili zawartość alkoholu we krwi biskupa i po raz kolejny okazało się, że wielebność walnęła w słup, bo tak sobie życzył spożywający z nim wcześniej sam odźwierny niebios imć  patriarcha Piotr, o którym wiadomo, że za kołnierz, czytaj koloratkę, wylewać nie lubi. Oj, nie lubi!

   Monika Ochrzanik, występująca, dla niepoznaki, pod pseudonimem Olejnik, wygdakała  na całą Polskę(tę telewizyjną), że biskup raczy być uzależniony. Od czego? Póki co ustaliła , jak się można domyślać, że od alkoholu. Inne uzależnienia pozostawiono w domyśle. Czyli jak uzależniony, to mu wolno? O nie, pani Monika aż tak łaskawa nie była. Gnębiła więc księdza Sowę(tvp. Religia), który plątał się i szamotał w swoich zeznaniach, by ostatecznie kategorycznie stwierdzić, że biskup pomocniczy Jarocki mimo, iż lubi od czasu do czasu z patriarchą Piotrem stuknąć się solidnym kielichem(niejednym dodajmy), to jednak odważnym człowiekiem jest. Wydał mianowicie oświadczenie osobiste, że faktycznie jadąc autem marki Toyota  zupełnie niechcący staranował słup, który stał tam, gdzie stać nie powinien, ale on bierze na swoje biskupie bary całą odpowiedzialność za zaistniały incydent i oddaje się łaskawie do dyspozycji Ojca Świętego, nie domagając się śledztwa, czy feralny słup nie był przypadkiem perfidną pułapką. Kogo? Wiadomo! Premiera Tuska.

   I na koniec przesłuchania, ta perfidna Monika Ochrzanik ośmieliła się przypomnieć, jak to z kościelnej ambony, z poważną miną i marsem na czole, biskup Jarocki namawiał wiernych do życia w trzeźwości i przestrzegał młodych przed zgubnym stanem upojenia alkoholowego. Czynił to w majestacie powagi funkcji i posługi jaką pełni. Obsrał się, niestety, i cała kościelna obłuda wyszła na jaw. Skompromitował święte nauki  Kościoła. Co zrobi teraz papież? Bo on, jako Ojciec Święty musi podjąć ostateczną decyzję. Jak znam kościelne życie, a znam je z autopsji, zastosowany zostanie machiawelistyczny manewr. Wszyscy na ludzkim padole jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do błędu. Wszak apostołowie Jezusa też błądzili, lecz w jakże słusznej sprawie. Biskupie Jarecki upominam was ostro, nie czyńcie tego więcej, uznając jednak wasze zasługi dla Kościoła poprzestanę na tym. A jak zareaguje nasze, polskie prawo w tej przyziemnej, słupowej, pijackiej sytuacji? Może trochę tak, jak Gołas w znakomitej piosence Młynarskiego, w Polskę idziemy drodzy panowie, w Polskę idziemy… Czyli niby te święte krowy? A dlaczego nie? Hau! Hau!


Podziel się
oceń
4
299

komentarze (65) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 184  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465184

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl