Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Iglesias do wzięcia!

piątek, 28 listopada 2008 18:55

   Mam bardzo dobrą wiadomość dla wielbicielek boskiego Enrique. Iglesiasa, oczywiście. Idol nastolatek i dziestolatek szuka lokum do zamieszkania. Masz pojęcie dziewczyno, jaka to gratka! Mieć gwiazdę latynoskich rytmów pod swoim dachem. Na własny użytek! Aż się wierzyć nie chce. Ale to najszczersza prawda informuje wszak wielonakładowe „Hello". Spotkało otóż wspomnianego Enrique nieszczęście. Nie zasłużone. Rzecz oczywista. I co najgorsze, w jego własnym domu, a ściśle: w rezydencji w Miami. Ja wiem, że w tej chwili blady strach padł na rozgrzane do czerwoności zmysły armii fanek hiszpańskiego piosenkarza. Nie mają w posiadaniu rezydencji. Nie tylko w Miami, ale nawet pod  Mławą! Nic to, nie wymaga pałaców i rezydencji. Wystarczy dach nad głową i ciepłe słowo. Plus uczucie. A te wymagania spełniają nasze dziewczęta z nadwyżką!

   Przyczyną nieszczęścia stały się ulubione pieski Iglesiasa, czyli moi, czworonożni pobratymcy. I stąd też mój gorący apel w sprawie. Aliści głównym winowajcą jest istota dwunożna. Nie byle jaka. To swego czasu blond-miss kortów światowych. Zauroczyła wszystkich wspaniałą grą i długim słomianym warkoczem. Anna Kurnikowa. Zawładnęła także sercem Enrique. I przez sześć okrągłych lat spędzali wspólne chwile we wspomnianej rezydencji w Miami. Własności piosenkarza, jak informuje „Hello". W co powątpiewam. Kurnikowa w trakcie swej nader krótkiej kariery na korcie tenisowym zbiła fortunę. Nie za zwycięstwa wyłącznie. Przede wszystkim z wielomilionowych (w dolarach, nie rublach) kontraktów reklamowych. I niektóre trwają do dziś. To wyjątkowo majętna niewiasta. I jeśli pogoniła Iglesiasa z domu, bez prawa powrotu, to najprawdopodobniej już ze swojego.

   Zapłakany idol wyznał wprawdzie, że pogodził się już z Anną, ale ona nie pozwala mu wrócić. On zaś pokornie czeka, zapowiadając, że nie będzie aż tak stanowczo bronił praw swoich piesków. I to mnie wkorzyło. To klasyczna hipokryzja charakterystyczna dla dwunożnych. Pal licho! Niech go Kurnikowa nie wpuszcza. Dziewczyny, do boju! Jest szansa! Taki idol za progiem!Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Rejtan Europy

wtorek, 25 listopada 2008 18:25

 

   Zdumiewa mnie medialny kwik wokół incydentu gruzińskiego. Ludziska jakby nie pamiętali, albo nie chcieli pamiętać, że polityka to jeden wielki teatr. To chodzenie po czerwonych dywanach. I puszenie się. Te uśmiechy od ucha do ucha, w krótkiej przerwie zajadłej kłótni. To natrętne pokazywanie garnituru nie koniecznie własnych zębów. Bądź też serwowanie widowni uśmiechu jak po zjedzeniu bardzo skisłego ogóra. Te ceremonie. Kuśtykanie przed wyprostowanymi żołnierzami, by w pewnej chwili wykrztusić „czołem żołnierze!" Te paradne rauty i wystawne przyjęcia. Smokingi i kreacje. Toż to wszystko najzwyklejszy teatr polityczny.

   Wszystko rejestrują kamery TV i miniaturowe cudeńka szpiegowskie, aparaty fotoreporterów i „małpy" gawiedzi. I każdy spektakl jest premierą. Lepiej lub gorzej wyreżyserowaną. Lepiej lub gorzej odegraną przez amatorszczyków-polityków. Tak to właśnie moim psim ślepiem ogarniam. Na scenie, jak to na scenie, występują aktorzy wybitni i szeregowe patałachy. Przedstawienie może być zachwycające, lubo do kitu. Są to jednak tylko przedstawienia. Nie wiele wynika ze spektakli źle przygotowanych, a na domiar złego odegranych przez aktorów, którzy specjalizują się w odtwarzaniu tzw. ogonów.

   Takim właśnie widowiskiem była dla mnie wieczorynka gdzieś w Gruzji, z polskim prezydentem w roli najważniejszej. Być może zamysł był politycznym fajerwerkiem, wyszła jednak jedynie tragifarsa. Postanowiono dać dowód na to, że Rosjanie nie opuścili gruzińskich terenów, do czego się wcześniej zobowiązali. Wie o tym cały świat. Zaś służby wywiadowcze, dzięki satelitarnej technice, doskonale wiedzą gdzie stacjonują sałdaty, a nawet jak daleko mają do wychodka. To wiedza niemal powszechna. Tymczasem w naszej Neandertalii, napompowany (dosłownie i w przenośni) red. Semka głosi, że wyjazd naszego prezydenta miał to dobitnie udowodnić. I rzucić Rosjan na kolana!

   O święta naiwności, ileż wody musi jeszcze w Wiśle upłynąć, aby stworzony został  sensowny sposób na formułowanie zbliżonych interpretacji dziejowych zawirowań polsko-radziecko-rosyjskich? Występujemy niekiedy w roli Rejtana Europy, choć Europa wcale tego nie oczekuje! Jedynie ukradkiem śmieje się w kułak. Hau! Hauuuuuuuuuuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bajka o chorym kruku i ojcu dobrodzieju

sobota, 22 listopada 2008 17:45

 

   Kruk krukowi oka nie wykole. Dlaczego? Bo cholernie trudno trafić w oko pijanego kruka. A więc kruk Jaro nie będzie celował w oko chwiejącej się Elizabeth. Kruk Gosio kategorycznie i bez mrugnięcia okiem ( w lekkim tylko majonezie) oznajmił, że chwiała się nie od nadmiernej ilości alkoholu. Bynajmniej. Była chora. Jak wyznała sama bohaterka zachorowała dwa dni temu podczas swoich urodzin. I tak choruje, bidulka. Choruje w miejscu pracy, bo jest niezwykle pracowita. Przemieszcza się po śliskich korytarzach sejmowych kuluarów wisząc na odważnej i bezwzględnie oddanej koleżance z kruczego stada.

  Co robi konkretnie? „Coś tam, coś tam"... Czyli mniej więcej to samo, co pozostała część kruczej watahy. To ptasie „coś tam, coś tam", w tłumaczeniu na moje psie szczekanie,  znaczy mniej więcej: dobrze robi swoim (jak się uda), przeszkadza zaś konkurentom ( to czynią bez pudła!). Innymi słowy uprawia gabinetówkę. Do późnych godzin nocnych, a najczęściej wczesno-rannych. Choroba jednej kruczyny, którą wcześniej wykryto i zdiagnozowano jako tajlandzką, nie ma, na szczęcie, charakteru zakaźnego. Poleży, poleży i wirus sam odejdzie. Do następnych urodzin. Nie własnych. Bynajmniej. Zbyt długa amnestia!

   Wykrakały kruki u ojca dyrektora dobrodzieja nowiusieńkie sutanny. Będą w całym stadzie prezentować się pięknie, nobliwie, po bożemu. I radiowi słuchacze ruszą całą swą moherową, zdyscyplinowaną armią do urn. By wesprzeć odnowionych. Nie za darmo jednak. Ojciec dyrektor jest dobrodziejem, ale nie filantropem. Pragnie otworzyć sekcję swojej radyjnej rodziny w europejskim parlamencie. I kruki za nowe sutanny muszą oddać kilka miejsc suto opłacanych w euro. Oddadzą? Oddadzą! Nowe sutanny to pryszcz. Liczą się duszyczki przy urnach! Ale wybory są tajne. To szkopuł. Bo radiowe duszyczki nie przepadają za  chorującymi na tajlandzką chorobę krukami. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 172  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465172

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl