Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Torba listonosza

poniedziałek, 30 listopada 2009 10:06

   Dzwonek z Częstochowy. Na telefon z korbką. Tradycyjny. Niezawodny. Sygnał od Macieja. Arystokraty i miejscowego prominenta pierwszej wody. Udaje, że nie trzęsie miastem. Kto chce niech wierzy. Mnie wyćwierkały o tym świetnie poinformowane wróble na dachu.. Wieść rewelacyjna. Otóż wspomniany Maciej zakłada Niezależne Stowarzyszenie Ochrony Listonoszy, w celu odciążenia zawartości ich toreb. O tym jak są ciężkie Skaldowie śpiewają od trzydziestu kilku lat. Bez skutku! Od niedawna natomiast „pomysłowi" dżentelmeni karzą dzielnym doręczycielom nosić dodatkowe ciężary. I tego faktu dobrego serca Maciej znieść nie może. Rusza do boju...

   W czym rzecz. Otóż od jakiegoś czasu koperty z fakturami, niektórych operatorów sieci elektronicznych, oklejane są sztabkami metalowymi. Ponieważ dla tych biznesmenów papier z fakturą do zapłacenia stanowi wartość największą, świętą niemalże. I chcą mieć pewność, że stosownie obciążona koperta na pewno wpadnie do skrzynki na listy i żaden podmuch wiatru nie wywieje jej na składowisko śmieci. Jak dobrze ogarniam swym psim rozumem, przylepiona blacha ma precyzyjnie określoną wagę. Nie może być za lekka, bo nie osunie się na dno skrzynki i, nie daj panie Boże, silniejszy podmuch wiatru zniweczy misternie przygotowaną operację. Nie może też być za ciężka, by nie przekroczyła limitu wagi przesyłki listowej. Bo grozi dodatkową opłatą. Ale swoje ważyć musi!

   I utrudzeni listonosze dźwigają dodatkowe ciężary. Jakie? Nietrudno policzyć, gdyż ilość wysyłanych faktur to miliony, zapisanych drogocennymi wyliczeniami, kartek papieru. Przekażę precyzyjne dane, gdy tylko zdesperowany Maciej rozwinie swoją dobroczynną działalność. Życzę mu powodzenia! A przy okazji podpowiedź. Może warto NSOL (Niezależne Stowarzyszenie Ochrony Listonoszy) połączyć z rejestracją składu złomu. I magazynować całe żelastwo z toreb listonoszy. To może być wcale dochodowe przedsięwzięcie. Sprzedaję pomysł bez odstępnego, choć z każdym listonoszem mam na pieńku! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Lipna farsa kopana

środa, 25 listopada 2009 9:59

   Mamy powód do schadenfreude (dla nie wtajemniczonych, to po naszemu uciecha z cudzej krzywdy), a nawet do dumy także. U pedantycznych, zorganizowanych, przestrzegających porządku i prawa Niemców wykryto aferę korupcyjną. W piłce nożnej! Nasi prokuratorzy wrocławscy byli skuteczniejsi i prawie trzy lata szybsi! U naszych zachodnich sąsiadów, dla których mecz piłkarski jest czymś na kształt nabożeństwa, konsternacja, wściekłość połączona z niedowierzaniem. U nas taki skandal?! Niemożliwe! Piłkarscy idole, do których wypełnione sektory modlą się, średnio dwa razy w tygodniu, o strzelenie gola, to najzwyklejsi oszuści?! Niestety. Wiele na to wskazuje.

   Niemal równolegle identyczna afera wybucha we Włoszech. Mówiąc precyzyjnie w tych dwóch krajach wykryto proceder przekupstwa, czy korupcji w piłce nożnej. A w których dopiero zostanie wykryty? Organizatorzy tych „transakcji", bookmacherzy, to piekielnie chytrzy i sprytni osobnicy. Zajmują się nie tylko prowadzeniem zakładów na mecze piłkarskie, lecz także ich ustawianiem. I to na szeroką skalę. Obejmowali swym zasięgiem (i obejmują zapewne) spotkania nawet podrzędnych lig regionalnych. Nie mówiąc o tych na najwyższym szczeblu krajowym, a nawet międzynarodowym. Nie zdziwię się wcale, gdy gruchnie wieść, że rozgrywki ligi mistrzów drużyn europejskich kontrolowane są przez bookmacherską sitwę za odpowiednio wysokie stawki.

   Próbuję wejść w skórę piłkarskiego kibica, który pędzi na ławy stadionowych sektorów, by oglądać sportowe widowisko pod tytułem mecz piłkarski. W nadziei, że śledzić będzie uczciwą, prawdziwą rywalizację. A tymczasem zupełnie nieświadomie obejrzy wyreżyserowany, z góry ustalony spektakl, z dobrze znanym (dla wtajemniczonych i z góry opłaconych) ostatecznym wynikiem. Futbol jest masową dyscypliną sportową. Tam, gdzie masy, tam duże, bardzo duże pieniądze. A tam, gdzie duże pieniądze, tam olbrzymia pokusa do sięgnięcia po choćby odrobinę z ich zasobów. I w gruzy obrócona zostaje idea szlachetnej rywalizacji sportowej. Pieniądz rządzi światem! Piłką nożną także! Zakochani w niej dwunożni nie zrezygnują z oglądania lipnych, ustawionych za pieniądze, piłkarskich spotkań, bo w zaślepieniu nie widzą alternatywy. I wyłudzacze wiedzą o tym doskonale. I nie martwią się, że kilku kolegów posiedzi za kratkami jakiś krótki okres. Interes będzie się kręcił! Jest zbyt lukratywny, by ktoś go zlikwidował! Hau! Hauuuuuuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Co je twoje, to je moje, a co moje, to nie rusz!

niedziela, 22 listopada 2009 14:32

   Nigdy nie byłem liberałem. Do liberalizmu odnoszę się chłodno. O dokonaniach obecnego rządu mam dobre zdanie. Choć z jednym poważnym zastrzeżeniem. O tym jednak za chwilę. Moje dobre zdanie o rządzie Tuska wynika w dużej mierze z przekory. W ramiona platformersów wpędzili mnie Pisuary. Swoją niepohamowaną agresją do wszystkiego, co robią polityczni przeciwnicy. Ślepą, momentami głupią krytyką wszystkiego co rząd postanowił, a nawet tego, czego nie postanowił jeszcze. Ten zapiek, ta zajadłość połączona z głupotą budzi mój radykalny sprzeciw. Unikam takiego stada dwunożnych. Niech sobie żyją, ale mnie z nimi nie po drodze. Wolę Tuska. Choć do niego mam pretensję...

   O co? O brak radykalnej reformy finansów publicznych. Wiem, to pięta Achillesowa nie tylko tego rządu. Wszystkich, które funkcjonowały w nowym systemie państwowym. Każdy nowy premier zapowiadał głęboką reformę publicznych finansów. Żaden tego nie zrobił. Wielu z nich swymi decyzjami spotęgowało istniejący stan rzeczy. Fatalny stan. Finanse publiczne, to w największym i ogólnie zrozumiałym skrócie, funkcjonowanie sfery budżetowej z wszelkimi instytucjami pozarządowymi. Spółkami skarbu państwa, fundacjami okołorządowymi, ZUS-ami, KRUS-ami i wieloma podobnymi tworami biurokracji, usadowionymi na publicznym pieniądzu. Czyli z kieszeni każdego podatnika naszej Neandertalii. Każdego Polaka-szaraka. Co wszystkim dotychczasowym rządom uniemożliwiało uregulowanie publicznych finansów?

   Przede wszystkim strach. Strach przed kolegami. W efekcie strach przed samym sobą. A ten swojski strach to największa zgaga. Reforma finansów publicznych, taka gruntowna, przeprowadzona na poważnie, pozbawiłaby lukratywnych stanowisk wielu partyjnych kolegów, ich rodzin oraz znajomych. Stanowisk opłacanych z państwowej kasy, czyli każdego Polaka. Reforma zmusiłaby do likwidacji jawnego, bądź skrywanego nepotyzmu rządzącej partii. Żaden dotychczasowy premier polskiego rządu nie miał tyle siły, odwagi i determinacji, by uszczuplić dochody swoich partyjnych kolegów i ich rodzin. W pewnym stopniu ich zachowanie jest wytłumaczalne. Wygrali wybory, więc konfitury do nich należą. To nawet logiczny styl rozumowania. Nie ma jednak wiele wspólnego z myśleniem kategoriami państwa i jego obywateli.

   Donald Tusk ujawnia swymi decyzjami siłę charakteru, odwagę i determinację. Czy podejmie próbę naprawy finansów publicznych? Czy starczy mu czasu? I zasadnicze pytanie: czy mu pozwolą?! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 190  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465190

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl