Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Credo długowłosego owczarka

wtorek, 29 listopada 2011 16:29

 

  Celnie napisał leo o gimnazjalnym poziomie ostatnio zamieszczanych pogawędek na tym blogu. Nie mam żadnego wpływu na to, o czym i co piszą odwiedzający. Internet preferuje anonimowość, z której korzystam również ja. Przy nazwiskach Marii Czubaszek i Artura Andrusa moje nie mówiłoby nic. Uznałem, że większym magnesem dla czytelników będzie przeistoczenie się w owczarka niemieckiego. Zaproponowałem więc rodzaj kulturalnej zabawy z przymrużeniem oka. I było miło i sympatycznie do momentu, kiedy popełniłem błąd, dając się wciągnąć w bezpośrednią wymianę poglądów. Skończyło się niemiłym zgrzytem i razami spadającymi na mój pusty łeb. Mam to jednak za sobą i zdecydowanie wróciłem do zasady nie reagowania na zaproszenia do rozmowy na komentatorskim forum, czy wręcz na prowokacyjne zaczepki.

   Czas przedwyborczy uzasadniał podwyższoną temperaturę myśli. Wybory dawno rozstrzygnięte, a w komentarzach wcale nie mniej agresji, przykrych, obraźliwych epitetów. Goście, podobnie jak ja, korzystają z przywileju anonimowości. Ich prawo. Pisząc tego bloga prezentuję swoje upodobania, poglądy, niekiedy sympatie i antypatie. Dbam jednak o to, by nikogo nie obrazić, powołując się  na zaczerpnięte cudze myśli,zawsze podaję źródło ich pochodzenia, bo to elementarz. Z radością i zainteresowaniem czytam merytoryczne komentarze na zaproponowany temat. MERTYTORYCZNE! Ostatnio jest ich jakby mniej, choć zdarzają się takowe. Przeważają, niestety, epitety ad personam podlane jadem nienawiści, zawiści, totalnego zapieku i braku elementarnej tolerancji. Nie akceptuję takich postaw. Nie mam zamiaru jednak ich zmieniać. Niech piszą co chcą( w ramach dozwolonych przez moderatora), ja się tymi brudami zajmować nie będę.

    Pociesza mnie jedynie fakt, że jest to bardzo nieliczna grupka osób, w praktyce można ich policzyć na palcach jednej dłoni, co stanowi zaledwie ułamek procenta moich codziennych gości, którzy wprawdzie nie piszą, ale czytają. Jeśli ułamkowi procenta sprawia satysfakcję obrzucanie adwersarza fekaliami, to ich wybór. Ja w takiej zabawie uczestniczyć nie będę. Mam niemalże pewność, iż są to osoby poświęcające wiele czasu na ślęczenie przed ekranem komputera. Podejrzewam przeto, iż są to osoby żyjące w samotności. Internet traktują jako jedyną możliwość kontaktowania się z kimkolwiek. Są dyspozycyjne o każdej porze dnia. Zegar nie kłamie. Używają nie jednego nicka, co też bardzo łatwo stwierdzić. Mnie to nie przeszkadza. Przeszkadza mi (lecz nie do przesady!), że zachowują się jak dewianci. Życiowi nieudacznicy, tuszujący swoje niepowodzenia agresją, opluwaniem drugiego, brakiem życzliwości do innego człowieka, szukający wroga na każdym kroku i pod każdym pretekstem. To nie jest moja klientela. Jest nią kilkusetosobowa grupa ludzi, którzy przychodzą tutaj dzień w dzień, by przeczytać, to co napisałem i oddalić się, pozostawiając ocenę wyłącznie dla siebie. To mądrzy i kulturalni ludzie! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Myśli i słowa, ważne i oryginalne

niedziela, 27 listopada 2011 16:15

   Młodość przychodzi po raz drugi. I po raz siódmy. I po raz piętnasty. I bardzo dobrze. Bo pierwszy raz nie ma szans się udać. Młodość jest wspaniała, niestety, przychodzi nie w porę, trafia na człowieka kompletnie nieprzygotowanego. Ale z tych odprysków, które docierają później, też można przecież czerpać. Ważne, by nie chcieć być znów za wszelką cenę pięknym, gibkim i porywistym. Myślę tu o podejściu do twórczości. W młodości twórczość opiera się na krnąbrnej odwadze. Nawet jeśli zna się wszystko, co zrobiono wcześniej, nie zważa się na to. Z wiekiem człowiek przekonuje się, że wszystko, co napisze, zostało już napisane tysiące razy. To czasem paraliżuje. Odrobina dziecięcej bezczelności jest wtedy niezbędna. Ale młodość jest jednak uciążliwa.

   Absorbuje całego człowieka. Składamy się wtedy z samych pytań. Bez cienia odpowiedzi i nadziei na odpowiedź. Świat wydaje się miejscem kompletnie nie do życia. Jesteśmy sami ze swoimi pierwszymi, wielkimi wątpliwościami i znikąd nie otrzymujemy pomocy. Człowiek nie nadaje się do tego, by przez całe życie przejść z taką intensywnością, w kompletnym rozedrganiu. Mam wykształcenie techniczne i wiem, że w fizyce wszelkie układy dążą do stanu równowagi. Ludzie najprawdopodobniej też. Dlatego, gdy ten lot wreszcie ustaje, odczuwa się pewną ulgę. Młodość jest rodzajem testu na człowieka. Pierwszą ważną weryfikacją. Wtedy okazuje się, jakie mamy szanse, jakie blokady i jak będziemy sobie dalej radzić w kombinacji dusza – ciało. Najważniejsze, żeby nie zwariować i w miarę szybko oddzielić rzeczy istotne od nieistotnych.

   Moja epoka skończyła się wówczas, gdy prowokacja, która kiedyś towarzyszyła sztuce jako dodatek, sposób zainteresowania widza. Po włączeniu telewizora widzi się, że nikomu nie chodzi o wyrażenie własnej prawdy, o wysłuchanie cudzej ani o przekonanie. Wartością stał się wygłup i efekciarstwo. Kiedyś na pytanie: „O co chodzi?”, były jeszcze jakieś odpowiedzi. Mgliste, niesatysfakcjonujące. Ale były. Dziś prychamy nonszalancko: „Ależ o nic oczywiście nie chodzi”, i niezrażeni robimy rzeczy błahe, miałkie, bez ciężaru znaczenia.  Kiedyś planowałem spektakl o Polaku. Sporo miałem napisane i zostawiłem, bo nagle słowa „Polska”, „Polacy”, „ojczyzna” stały się narzędziami walki. I zostały tak nadwyrężone, że już w ogóle nie śmiałem ich dotykać.

    To nie moja słowa. Nie jestem tak mądry. Ponieważ jednak ten tok rozumowania jest mi do tego stopnia bliski, że utożsamiam się z nim. Przytoczyłem słowa poety, satyryka Andrzeja Poniedzielskiego, które spisała Joanna Derkaczew, a ja tylko bezczelnie powieliłem. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (48) | dodaj komentarz

Kora o związkach partnerskich i narkotykach

środa, 23 listopada 2011 16:25

   Po raz drugi inspiruje mnie Kora. Jakiś czas temu rozwinąłem temat pedofilskiej działalności polskich księży, a posłużyło mi do tego wyznanie solistki Maanamu o przykrościach, jakich doznała w dzieciństwie. Powiedziała o tych incydentach dobitnie, odważnie, wprost. Teraz wypowiedziała się  na temat związków partnerskich. Równie śmiało i jednoznacznie, jak kiedyś wypowiedziane słowa, egzemplifikowała własnym, konkretnym, a nie wyimaginowanym przykładem. Wyznała otóż, że ze swym Kamilem (Sipowiczem) żyją w związku partnerskim prawie 40 lat. Jednakże wedle obowiązującego w naszym kraju prawa są dla siebie obcy! Popularna artystka uważa to za skandal i sprzeciwia się wszechobecnej hipokryzji i obłudzie.

   Mówi o , jak  sama określa, superkatolickich rodzinkach, które oficjalnie po wielokroć rozwodzą się i na nowo poślubiają, co staje się już niemal normą, a oni mają się dobrze. Natomiast ludzie żyjący w partnerskich związkach, a takich powiązań z każdym rokiem u nas przybywa, pozostają poza nawiasem społeczeństwa. I dodaje: „ Tymczasem słyszę, że to katolicy czują się zaszczuci w naszym kraju, co jest jakimś absurdem, odwracaniem kota ogonem!” Nie trudno odgadnąć, kto głosi taką ideologię. Ten sam dupek żołędny, który poucza naród, co to jest patriotyzm i jak wygląda prawdziwy patriota oraz po której stronie stoi. Kora popiera swoim autorytetem związki homoseksualne i jest zwolenniczką legalizacji tak zwanych miękkich narkotyków, choć sama ich nie używa. W tej ostatniej kwestii nie potrafię zająć żadnego stanowiska, gdyż problem narkotyków i narkomanii nigdy mnie nie dotyczył i nie mam osobistych doświadczeń. Wiem jednak, że problem narkomanii jest problemem społecznym o szalenie ważnym znaczeniu.

   Spodobała mi się również zaprezentowana przez Korę definicja artysty. Zauważam niemal na każdym kroku postępującą dewaluację tego określenia. W mniej, lub bardziej popularnych mediach artystą jest niemal każdy, kto stanie przed mikrofonem bądź pojawi się na deskach teatralnych, albo przed kamerą filmową jakiegoś serialu. Dla solistki Maanamu natomiast artysta to jest ktoś z dorobkiem. Artysta musi mieć charyzmę, osobowość, coś swojego do przekazania. Święta racja! O tym artyzmie wypowiadała się w kontekście jej jurorowania w programie „Must be the music”, gdzie ocenia zdolności wokalne i instrumentalne ludzi, a właściwie ich potencjał. Niektórzy fantastyczni! Ale to jeszcze nie są artyści. Jest zwolenniczką Palikota. Boi się skrajności w polityce. I to mamy wspólne, pani Koro. Gwoli poprawności wyczytałem to w "Przekroju". Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (48) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 196  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465196

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl