Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Niezależni i zależni

czwartek, 29 listopada 2012 22:18

   Parę lat temu, kiedy klientela tego bloga przekroczyła magiczny ( ze względów opiniotwórczych) pułap ponad trzech milionów odsłon, zjawili się w roli komentatorów oponenci, ubierając mnie w togę propagandysty Platformy Obywatelskiej. Robią to po dziś. I chwała im za to. Bo jeszcze żyję. Parę lat temu oświadczyłem szczerze, że nie jestem członkiem żadnego ugrupowania politycznego, gdyż uczestnictwo w polityce nie interesuje mnie zupełnie. Nie lubię polityki, mam o niej kiepskie zdanie, a jakie mam o części naszej klasy politycznej wypowiadać się nie będę, gdyż musiałbym użyć określeń nawet ciężkiego kalibru. Napisałem bardzo dawno, że spośród wielu premierów, jakimi obdarowana została nasza Neandertalia, Donald Tusk jest najlepszym wyborem. Co nie znaczy, że idealnym. Na tym blogu(co łatwo sprawdzić), często krytykowałem i rząd, i jego, premiera, posunięcia. Nie zmienia to faktu, iż jestem sympatykiem Tuska i jego ugrupowania, uważam bowiem, że dla niego i jego ekipy, póki co, nie ma alternatywy.

   Głosiłem też wielokrotnie, że polityczne rozgrywki prezesa Jarosława Kaczyńskiego budzą we mnie  niemal obrzydzenie. Jako Polaka, jako obywatela tego demokratycznego kraju. To nikt inny jak prezes J. wywołał wojnę na górze, w czasach, gdy z bratem Lechem pracował u prezydenta Wałęsy. To wtedy właśnie ujawnił swoje destrukcyjne możliwości i wręcz nieograniczony talent niszczenia. Nie budowania! Niszczenia! Następne lata tylko to potwierdziły. Bliźniacy sięgnęli po władzę absolutną w państwie. I co?  Jarosław w roli premiera prowadził kolejną wojnę na górze z Lepperem i Giertychem. Fatalną, choć dla niektórych widowiskową. Przegrał. Ale wcześniej udało mu się ulokować brata bliźniaka na fotelu prezydenta. Tylko po to, by przy jego udziale wojnę prowadzić  z Tuskiem, z tylnego fotela,  z największym wrogiem od chwili, gdy padł układ POPIS, czyli zawaliła się jego koncepcja kolejnej RP. Donald nie dał się nabrać. Był mądrzejszy. Od tego momentu nastąpiła seria porażek wyborczych Kaczyńskiego. Nie liczyłem. Sześć, czy siedem. To nie ważne. Ważne jest to, że były krótkotrwały premier  Jarosław już żadnych wyborów nie wygra. Gwarantuje mu to tzw. milcząca, ale myśląca większość  Polaków-szaraków, wśród której także ja się znajduję. Choć, jak widać , wcale nie milczę. Bynajmniej.

   Ostatnio padł ważny medialny bastion PiS, „Uwarzam , że”. Właściciel tego tytułu skorzystał z prawa własności i zrezygnował z usług redaktora naczelnego tego tygodnika. Było to łatwe do przewidzenia, gdyż nieco wcześniej pozbawił go szefostwa dziennika „Rzeczpospolitej”, też bastionu, tej samej frakcji politycznej. Właściciel zrobił to co chciał, bo jego własność. Ma takie prawo? Ma! Dał tym samym czytelny dowód na to, że publicystycznie głoszone farmazony o tzw. niezależnym dziennikarstwie są jedynie zakłamywaniem rzeczywistości. Po prostu mitem. Naczelnego wywalił słusznie. Dziennikarz ma prawo mieć swoje poglądy, ale w pracy, na stanowisku musi być obiektywny. Swoje poglądy i polityczne sympatie powinien  zostawić w domu. Jak nie potrafi, to wylatuje z pracy. Wraz z nim oddaliło się od tego tytułu kilku zaangażowanych publicystów. I to jest ładne. Godne pochwały. Wiadomo, co robili, z kim robili i dla kogo robili. Poszli sobie. Właściciel nie przeszkadzał. I tego nieudanego wróbla też przegonił… ot, niewdzięcznik. Hau! Hau!

PS. Myślę, że moi zaprzyjaźnieni nie do końca trafnie ocenili nowego uczestnika tego bloga, juliana.. Hau!


Podziel się
oceń
13
376

komentarze (75) | dodaj komentarz

Kasa Misiu, kasa...

niedziela, 25 listopada 2012 21:39

 

   Na moje humorystyczno-dramatyczne pytanie w ostatnim wpisie  „ Kto zabije Tuska?”, pojawiła się dość szybko odpowiedź, emitowana drogą wizualną, iż kandydatem owej egzekucji może być jakiś, podobno reżyser Brunon, czy Bruno , nie zapamiętałem dokładnie imienia, nie wspominając o nazwisku, które jest mi zupełnie obce. Otóż przyjmując założenie, iż jest to reżyser tylko dla mnie trudny do zidentyfikowania, a dla reszty populacji naszej Neandertalii postać  doskonale znana, ba, ciesząca się niekwestionowanym autorytetem, po tym co wykrzyczał ze sceny w warszawskich „Hybrydach”, jest gotowy dokonać  wielce spektakularnego zamachu. Oczywiście, w rewanżu na wcześniej dokonany zamach. Na rozgrzewkę, wspomniany reżyser o imieniu B., rozstrzelałby kilkunastu dziennikarzy „Gazet Wyborczej” oraz postarałby się o następnych kilkunastu trupów z telewizyjnej stacji, nie, nie „Trwam” bynajmniej, lecz znienawidzonego, bo bardziej popularnej TVN.

   Tak – wykrzykiwał, na estradzie „Hybryd” zacietrzewiony, podobno reżyser, - nadszedł czas egzekucji. Pojawiła się w moim psim mózgu sentymentalna refleksja. Pamiętam „Hybrydy”. Ale tamte, prawdziwe „Hybrydy”, nie ze Złotej, ale te z Mokotowskiej. Gdzie latałem w młodzieńczych latach, by posłuchać dobrego jazzu, by otrzeć się o Henia Melomana, który na parkiecie uwodził najpiękniejsze panienki Warszawy, tańcząc tak, że każda była jego. Tam słuchałem tekstów Kofty, Pietrzaka, Młynarskiego. Musiałem przyjechać Lambrettą (to taki włoski popularny wówczas skuter), bo to była przepustka, by się na te salony tego studenckiego klubu dostać. To było w tamtych, w jakiejś części, także moich „Hybrydach”. Dzisiaj, pod tym samym szyldem, lecz , na  szczęście, pod zupełnie innym adresem, nieznany mi pod imieniem, a tym bardziej nazwiskiem, podobno reżyser, oświadcza, że będzie strzelał, a raczej do tego strzelania namawia wiwatujących na widowni staruszków. Ot, signum temporis… Kiedyś w „Hybrydach” bawiono się, dziś ktoś nawołuje do krwawej jatki.

   To nie  przelewki. Tego nie wolno lekceważyć. Wprawdzie reagujący spontanicznymi brawami na buńczuczne słowa owego reżysera staruszek i staruszka, najpewniej już nie udźwigną karabinu, ale ich wnuczek, podpuszczony, podjudzony… owszem, owszem… Na moim blogu też zjawiają się wielbiciele pomysłów, by rodaka o innych od niego poglądach wieszać na gałęzi, albo bez wieszania od razu do piachu. Bagatela. Społeczeństwo, na szczęście nie całe i dość nierówno zostało podzielone.  Na niekorzyść tych zachłannych. Kto ma w tym interes? Jedynie ten, który wie, że nie ma szans na zwycięstwo, ale musi utrzymać się przy korycie, którym płyną do jego ugrupowania państwowe pieniądze. Państwowe, czyli Polaku-szaraku twoje, moje, sąsiada, znajomego, nieznajomego, zamożnego, biednego rodaka, podatnika. Bo z tego (i nie tylko) można żyć zupełnie przyzwoicie, dzierżąc w dłoni na dodatek lukratywny mandat poselski. Warto więc straszyć strzelaniną, zamachami, egzekucjami, by do kieszeni trafiała, co? Kasa Misiu, kasa! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
12
369

komentarze (99) | dodaj komentarz

Kto zabije Tuska?

czwartek, 22 listopada 2012 22:30

   Kto zabije Tuska? Nicpoń? Zawiszoń? Maciaroń? Kaczykoń? A może własnoręcznie Błaszczykoń? Te fikcyjne postaci, domniemanych, ewentualnych egzekutorów wymyśliłem na własny użytek oraz własną odpowiedzialność. Nie było to trudne słuchając opinii adresowanych wprost do urzędującego premiera od pięciu lat. Wedle pewnej grupy obywateli naszej Neadertalii zasłużył na zejście z tego ludzkiego padołu w chwili, gdy ośmielił się w demokratycznych wyborach pokonać gwiazdę najsprawiedliwszej partii Starego Kontynentu, uwielbianego przez samego premiera Wielkiej Brytanii, z którym porozumiewa się bezpośrednio wprawdzie językiem migowym, jednakże w najważniejszych okolicznościach zastępują go europarlamentarzyści jego ugrupowania, którzy posiedli wiedzę wykraczającą poza „Yes”, „ok”,” good by” oraz „I’m understand”. Ale gwiazda jest na tyle łaskawa, mimo że tamten(premier T.) skazany już został na niebyt, to jednak załatwiła u premiera państwa wyspiarskiego, że za jejstaraniem przypłyną do Polski największe pieniądze z europejskiej kasy. Dzięki niemu i tylko dzięki niemu! Takie oto przesłanie wygłosił do telewizyjnych kamer.

   Kto w to uwierzył? Niewątpliwie zakochany w nim elektorat, stanowiący, w porywach 30 procent tych uprawnionych do głosowania. Ostatnio wprawdzie spadło do dwudziestu iluś procent popierających, co w kontekście  głoszonych aktualnie rewelacji dalszy spadek jest tylko kwestią czasu. Ludzie myślą, panie prezesie. Ludzie nie są głąbami i marionetkami, które to marionetki, dla własnych korzyści pana otaczają. Udało się panu skłócić Polaków. To pan potrafi. Ale podział wcale nie jest równy. Tych myślących racjonalnie, kategoriami państwa, własnej, obywatelskiej korzyści, a nie przez pryzmat zapiekłej,  wąskiej sekty, jest znacznie więcej. Ludzie widzą ile się buduje, ile powstaje nowych dróg i autostrad, dróg szybkiego ruchu, których do tej pory nikt nie wybudował. Widzą postęp. I z niego korzystają. Tego nie da się zakrzyczeć i zdezawuować opowiadaniem o zamachu w Smoleńsku. To mitologia i pobożne życzenia. Prawda jest inna. Jeśli ona prezesowi nie odpowiada, to problem ma prezes. Basta!

   Dramatyczne pytanie na wstępie tego wpisu, było oczywiście figurą retoryczną. Nie ma takiej możliwości, choć wariat zawsze może się pojawić. Żyjemy jednak w bezpiecznym, choć nie do końca sprawiedliwym inajlepiej rządzonym państwie. Mam do rządzących sporo pretensji. Ale nie mogę odbierać im szansy poprawy, nie mogę przymykać oko na to, co zostało zrobione. Czas ma jednak to do siebie, że biegnie nieubłaganie. Ucieka. Pogoń nie zawsze jest skuteczna. Nie można jednak pozwolić by uciekł, Bo to, prozaicznie rzecz ujmując, po prostu, strata czasu…! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
8
399

komentarze (52) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 161  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465161

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl