Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Najważniejsze wspaniałe samopoczucie!

poniedziałek, 29 grudnia 2008 14:14

 

   Jestem najlepszym prezesem PZPN. Powiedział znany ze skromności, odpowiedzialności, prawdomówności i dotrzymywania obietnic Michał Listkiewicz. Nikt, nigdy, żaden z dotychczasowych prezesów nie miał tak wyśmienitych wyników sportowych. Zatkało mnie. Albo były prezes Listkiewicz ma bardzo krótka pamięć. Albo też uwielbienie własnej osoby połączone z niezmąconym oceanem bezczelności odjęło mu rozum. Nie znam wieku b. prezesa. Nie wiem czy był na świecie w 1974 roku. Wiem jednak na pewno, że nie był wówczas prezesem piłkarskiego związku. A wtedy właśnie drużyna dowodzona przez Kazimierza Górskiego zdobyła na mistrzostwach świata brązowy medal, a wcześniej na Igrzyskach Olimpijskich - złoty! Z Montrealu przywieźli srebrny olimpijski!

  Taka luka w pamięci to pryszcz. Listkiewicz i tak przejdzie do historii polskiego piłkarstwa. I podejrzewam oraz życzę tego kibicom nikt go w pewnej dziedzinie nie przeskoczy. To właśnie za jego prezesury cele polskich więzień zapełniły się piłkarskimi sędziami, działaczami, trenerami także. Przejdzie więc do historii pan Michał jako ślepy, głuchy i mało rozgarnięty prezes. Za jego czasów doszło do ujawnienia największej afery korupcyjnej w naszym piłkarstwie. Oczywiście kupczenie meczami to stara historia. Mógłby co nieco na ten temat powiedzieć sędziwy Piechniczek. Ale on woli udawać, że nic nie wie, a opolskie i bielskie incydenty przykrył kurz czasu.

   Z rozbrajającą nieprzyzwoitością przyznaje Listkiewicz, że owszem zlekceważył pewne sygnały, że machnął ręką i - jak sam mówi - obrósł w piórka, a trzeba było zabrać się za reformowanie. Słowa, słowa, słowa... A fakty im przeczą i skrzeczą. Poczekajmy na dalszy rozwój wypadków. A także na konieczne zmiany, które, bez względu na dobre samopoczucie leśnych dziadków, muszą nastąpić! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Brzuchy na kolanach

piątek, 26 grudnia 2008 13:57

 

   Odwiedzano nas licznie. Duzi i mali. Z dziećmi i bez. Starzy i młodzi. Różni. Temat jednak był jeden. Żarcie! Bo nastał taki czas. Święta Bożego Jedzenia i picia. Bez ograniczeń i jakiejkolwiek wstrzemięźliwości. Bez wstydu. Na umór. Zanim jednak zasiadano do stołu, w ramach alibi, odgrzewano temat odchudzania. W większości bowiem goście przychodzili w towarzystwie najbliższych oraz własnych, pieczołowicie wyhodowanych brzuchów. Dostojnie i dyskretnie podtrzymywanych na kolanach.

   Każdy miał swoją teorię odchudzania. Jeden powoływał się na sprawdzoną naukowo dietę tłuszczową. Jeść trzeba łój, boczek ze słoniną i smalec. Często i gęsto. Organizm sobie sam poradzi i zniszczy nadmiar tłuszczu. Choć przyznać trzeba, że są organizmy, które sobie z tym zwalczaniem nie dają rady. I wówczas cholerny brzuszek sięga kolan, obciążając zawiasy nóg niemożebnie. Inna zastosowała metodę nie jedzenia. Na śniadanie kaszka i woda, na obiad woda i kaszka. Na podwieczorek nic. Na kolację dwa owoce i woda. Bez bąbelków, rzecz jasna. W miesiąc schudła. W trzy tygodnie znów utyła. Trzeci stosował dietę holenderską. Zielona herbata, ryby i gotowane białe mięso. Plus specjalnie spreparowane mikstury odchudzające. Też schudł. Na krótko.

   Gdy podano do stołu ożywioną dyskusję zastąpiły regularne, wprawne, lekko przyspieszone ruchy sztućcami. Potrawy znikały niespiesznie ale bez reszty. Bo wszystko było wyśmienite. A nawet jeśli nie, to nie wypada gospodyni afrontu czynić. Przemilczamy przesoloną zupę i przypaloną rybę. Nie godzi się w Święta Bożego Jedzenia utyskiwać na dary boże. A że trudno potem unieść nakarmione ciało znad stołu... Nieważne. Zaraz po jasełkach zabieramy się za poważne odchudzanie. No, może po Nowym Roku, bo nie wypada Sylwestra o suchym pysku i pustym brzuszku obchodzić. Ale na Trzech Króli już będziemy o parę deko lżejsi. I kolana nie będą zbędnego balastu podtrzymywać. To słuszna teoria. Tylko jak to się ma do praktyki? Smacznego! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Botoks, silikon i seks

poniedziałek, 22 grudnia 2008 18:15

   Pisanie o urokach zimy w Dolomitach to drażnienie zakopiańskich gazdów i wpędzanie w kompleksy polskich właścicieli wyciągów narciarskich. W mojej ulubionej Madonnie zima jak z bajek Andersena. Z moim przyjacielem, miniaturowym sznaucerem o artystycznym imieniu Mattisse, rezydującym w Madonnie, urządzaliśmy zawody w kopaniu tunelów w śniegu.. Nikt tam nie pamięta, kiedy w grudniu spadło tyle śniegu! Były tez kłopoty wynikające z jego nadmiaru. Niektóre trasy były zamknięte. Niektóre wyciągi były nieczynne. Niebezpieczeństwo lawin. Gdy przestało sypać i wiatr przegonił chmurę wiszącą niczym olbrzymia czapa nad wierzchołkami i stokami, rozpoczęło się cudowne narciarskie szaleństwo.

   Nie będę pisał o wyczynach na boazerii i parapetach.. Choć sprawny jestem niebywale, to jednak cztery odnóża usytuowane w pozycji pionowej piekielnie utrudniają narciarskie ewolucje. Sporo więc czasu poświęcałem na łypanie ślepiem w kolorowe pudło ze szklanym ekranem. I po jakimiś czasie nachodził mnie odruch wymiotny. Jam ci pies esteta. Lubię piękno i doceniam piękno. Nie akceptuję kiczu i tandety. Tymczasem na wspomnianym ekranie dominowała wrzawa, sztuczny śmiech i golizna. Owszem. Potrafię ocenić, a także docenić zalety nagości. Jeśli jednak owe walory serwują widzowi przechodzone, niejednokrotnie, panie w wieku solidnym, ze użyję takiego eufemizmu, to miewam takie odruchy o których  wcześniej.

   Rozumiem, że dwunożnym, a zwłaszcza kobietom, trudno pogodzić się i zaakceptować niekorzystne zmiany w swej fizjonomii (i nie tylko) wynikające z upływającego czasu. I nie mam pretensji, że starają się ratować dawną urodę. Chodzi o proporcje. Jeśli sztucznie rozdęte górne wargi stykają się z czubkiem nosa, to piękne nie jest. Jeśli piersi mamusi nastoletniej córki sterczą niczym wagonowe bufory, to wiadomo, że wpompowano w nie nielichą dawkę silikonu. Botoks, silikon i seks dominują na telewizyjnym ekranie. Seks? Skąd się wziął seks? A w jakim celu szprycują się owe damy botoksem i silikonem? Nie dla chłopów? Przecież chcą udowodnić, że są atrakcyjne, młode, sprawne i wymagające. Kłóci się to wszystko z biologią. Ale biologia w końcu i tak postawi na swoim. Niestety... Hau! Hauuuuuuuuuuuuu
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 148  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465148

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl