Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Uwikłania grypowe

środa, 30 grudnia 2009 11:32

   Grypa straszy w komórkach. Nie w tych z narzędziami i koksem, tylko w telefonach. Chcąc, nie chcąc, otrzymujesz abonencie od operatora telefonii sms-a, że za progiem czyha grypa ze świńskim ryjem, która w międzyczasie zabiła ileś tam tysięcy ludzi. Nie posądzam chytrych macherów  od telefonii komórkowej, by w odruchu społecznej troski, sami z siebie, ostrzegali rodaków o zamachu na ich cenne zdrowie. To - jak mniemam - nowa forma straszenia dwunożnych przez zawiedzione koncerny farmaceutyczne.

   Powszechnie wiadomo, że producenci szczepionek przeciwko nowym odmianom wirusa grypy zarobili zdecydowanie mniej aniżeli zakładali. Im nachalniejsze było medialne straszenie grypą z ryjem, tym bardziej rosła odporność na lęk w narodzie dwunożnych. Po części z przekory. Bo Polak-szarak we krwi nosi, że jeśli ktoś tak, to on właśnie na odwrót. A z drugiej strony, publiczne straszenie przez zawodowych lobbystów wszystkiego co w aptekach, rozbudziło w ludziach, drzemiący do tej pory, rozum. Bo gdy za lansowanie cudownych skutków owych szczepionek biorą się medycy, wcześniej upaprani w podejrzane afery z lekami, to ich agitacja odnosi skutek odwrotny. Oni już swoje zainkasowali, ale ludzie ich argumentacji nie kupili. Bo fałszywa.

   Koncerny produkujące leki na lobowanie swoich preparatów wydają olbrzymie kwoty. Na całym świecie. Muszą poprzez media nakręcić spiralę strachu i sprokurować najpierw epidemię, a potem pandemię. Niezależnie od nazewnictwa grypa rokrocznie będzie przesiewała co słabszych, walczącymi z innymi groźniejszymi choróbskami. Nie zawsze uleczalnymi. Umierają z innego powodu, ale z przyklejonym wirusem AH1N1. Podobała mi się stanowcza, męska postawa pani minister Kopacz. Nie ugięła się pod presją szczepionkowego lobbingu. Postępowała racjonalnie i odpowiedzialnie. Nie dała się wpędzić w kanał zakupu towaru, za który nie chciał wziąć odpowiedzialności jego producent. Za to mądre postępowanie zebrała spore cięgi. Bezbolesne. Bo od głupich i nieuczciwych! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Hodowla głąbów!

niedziela, 27 grudnia 2009 10:51

   Zgasły święta, wyszło słońce. Na jak długo? W naszym klimacie nie do przewidzenia. Ale święta za nami. W 100 procentach! Trochę nudy, więcej żarcia i nieszczerych życzeń. To wszystko było z góry do przewidzenia( w odróżnieniu do klimatu), bo tak każe tradycja. Z jednego punktu w szarym programie świątecznego biesiadowania jestem zadowolony. I to bardzo zadowolony. Obejrzałem film Woody Allena „Celebrity". Awizowany jako komedia. Być może. Nie będę się spierał ze specjalistami. Jeśli komedia, to drapieżnie demaskatorska. Powinna być traktowana przez naszą, rodzimą kastę pieczeniarzy, salonowców i celebrytów, jako lektura obowiązkowa do obejrzenia.

   Nie posądzam naszych salonowych bywalców o oglądanie kanału kultura TVP, a tam właśnie wyemitowano ten wspaniały obraz. Zanosi się na to, że niebawem nikt nie będzie oglądał tego kanału, gdyż ktoś, awangardowo mądry, postanowił zamknąć dwunożnym ostatnią w TV furtkę do kultury. Ze względów ekonomicznych. Brak opłacalności. Kultura przez duże K ma to do siebie, że do jej kultywowania i szerzenia w narodzie, trzeba, niestety, dopłacać. A jak nie ma pieniędzy, należy zamknąć i, z pełną świadomością oraz odpowiedzialnością, godzić się na wychowywanie pokoleń bez kulturowej strawy dla ducha. Czyli hodować głąbów, debili, celebrytów właśnie.

   Bo ci ostatni, o czym Woody Allen mówił na ekranie z sarkastyczną ironią i mądrą pointą, wedle własnego mniemania są twórcami kultury. Przepraszam: podkultury. Film powstał kilkanaście lat temu. Reżyser demaskował to, co działo się wokół niego, a poniekąd z jego udziałem. Pokazał stado nierobów, tanich cwaniaków zarażonych seksem w rozmaitych odmianach i konfiguracjach. To wszystko jest już u nas. Przyszło z Ameryki tak jak hallowen, walentynki i hot dogi z coca colą. Film nie kończy się napisem The end. Kończy się napisem Help. Ratunku! Istotnie. Pokazał bagno lepione przez nieudaczników, zakłamanych lowelasów i panienki, traktujące łóżko jako narzędzie do robienia kariery nie tylko scenicznej. Tacy też mają prawo do życia. Nie kwestionuję. Nie rozumiem jednak szefów medialnych kolorowych koncernów, którzy uczestniczą w nabożeństwach wraz z tymi, przez nich wykreowanych, których cała wiedza sprowadza się do umiejętności lansowania swojej osoby. Niestety, mało, albo wręcz nic nie wartej! Hau! Hauuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Przemówcie naszym głosem!

czwartek, 24 grudnia 2009 12:59

   Znowu Wigilia. Na moje utrapienie. Zawołają o północy i każą gadać. Ludzkim głosem. Bo taka jest tradycja. Tradycja!? A cóż mnie obchodzi ichnia tradycja. Czy ja każę komukolwiek, kiedykolwiek szczekać?! Nie każę! A mimo to szczekają! I to jeszcze jak! Najbardziej wyszczekanych do europejskiego parlamentu wysłali. Z Czarneckim w odwodach. Bo choć dużo szczeka, to mało zrozumiale, jakby miał kluchy w gębie. Prawdę powiedziawszy nie po możliwość poszczekania tam pojechali tylko po eurodiety, z euroemeryturą w perspektywie. A to sporo grosza i do grobowej deski. Nie zazdroszczę. Kilku nawet wspieram, bo robią dla naszego kraju świetną promocję.

   Ale w wigilijny wieczór dwunożni członkowie wspólnego stada  zawołają i każą przemawiać ludzkim głosem. Co roku tak samo. I nie ma przeproś! Siedzą przy obficie zastawionym stole i jedzą, jedzą, jedzą... A potem, a nawet w trakcie, piją, piją, piją.... Wodę z procentami. Oczywiście. Gdy już trochę popiwszy, zaczynają śpiewać. Repertuar krótki, bo słów nie znają. Najdłużej zawodzi babcia Matylda. Solo. Najwięcej wigilijnych występów przeżyła i najwięcej zwrotek, chcąc, nie chcąc, zapamiętała. Ktoś w pewnym momencie przerywa babciny recital, w obawie przed zaśnięciem najgłębiej napojonej części wieczerników i woła mnie, usadawiając w centralnym punkcie, czyli w bezpośrednim sąsiedztwie babuni Matyldy.

   Widząc moją nie tajoną niechęć cierpliwie tłumaczą, że o północy tegoż dnia zwierzęta mówią ludzkim głosem. Chcą usłyszeć, co mam do powiedzenia. Powtarza się ta operetka co dwanaście miesięcy. Regularnie. Kiedyś dość starannie przygotowywałem się do tej ceremonii. Z należytą powagą. Zbierałem informacje, chronologicznie i logicznie układając. Potem precyzyjny konspekt wystąpienia i waliłem takie przemówienia, że dwunożnym dech zapierało. Były brawa. Był solidny gnat, wypełniony smakowitym szpikiem. I po imprezie. Dziś chęci mi odeszły. Dlaczego? Bo jeden Amerykanin będzie uczył dwunożnych naszej, zwierzęcej mowy. Na pierwszy rzut idą konie. Podobno ich mowa ciała jest najłatwiejsza do opanowania przez ludzi. Skoro tak, to odwróćmy sytuację. Niech dwunożni, w wigilijny wieczór przemawiają do nas zwierzęcym głosem! Chociaż raz, na próbę. Może z czasem stanie się tradycją! I przestaną mnie wtedy zmuszać do przemówień. Ku mojej uciesze. Po kilku latach przekonałem się bowiem, że moje gadanie jest tyle mądre, co nieskuteczne! Po kiego licha zatem strzępić po próżnicy ozór?!  Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 197  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465197

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl