Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Remedium na zgryzotę

środa, 29 grudnia 2010 10:39

 

   Polakowi trudno dogodzić. Taka już jego uroda. Do narzekania zazwyczaj ochoczo ustawia się w pierwszym rzędzie. Bez względu na to, czy istnieje po temu faktyczna przyczyna, czy jej nie ma. Jak jej nie ma narzeka ze zdwojoną energią. Nastał czas wymarzony do utyskiwań. Końcówka roku. Należy więc podsumować, powspominać, odziać togę surowego recenzenta naszej jakże ponurej rzeczywistości. Słuchacz zawsze się znajdzie. A jak dobrze się złoży cierpkie wywody uzupełni swoimi obserwacjami. I na poczekaniu tworzy się zgrany duet rodaków – pesymistów.

   Tematem wiodącym jest rząd i pogoda. Zima potraktowała nas w grudniu mniej łaskawie aniżeli było do tej pory. Obfite opady śniegu mocno dały się we znaki. Któregoś dnia, z samego rana, dopadła mnie na ulicach stolicy nawałnica śnieżna. Ciemno. Z nieba wali ściana śniegu. Jezdnie natychmiast stają się białe, śliskie, niebezpieczne. 20 km na godzinę. Wszyscy kierowcy, równiutko. Dotarłem do celu lekko spóźniony. Po dwóch godzinach niebo stało się przyjazne. Przestało sypać. Około południa znów wsiadłem do samochodu. Ze zdumienia szczęka mi opadła: główne szlaki komunikacyjne Warszawy czarne, cudownie przejezdne, oczyszczone idealnie! A w radiu mówią, że zima znów zaskoczyła stołecznych drogowców…

   Często korzystam z katowickiej „gierkówki” i wiem jak jest zatłoczona. Trudna do policzenia ilość potężnych tirów nie ma litości dla nawierzchni. Trzeba ją konserwować i naprawiać. Tak jak czyni się w Niemczech, Austrii, Włoszech, Czechach. I są zwężenia, bo muszą być! W proporcji jak w innych europejskich krajach. Ale narzekacze już utworzyli zwarty chór i zawodzą, że trasa szybkiego ruchu jest nieprzejezdna, co ma się nijak do rzeczywistości. Radzimy sobie z kaprysami zimy zupełnie dobrze. Polak choć narzeka jest dzielnym człowiekiem. Zaś w trudnych okolicznościach jeszcze dzielniejszym. W Polsce nie było takiego paraliżu komunikacyjnego jak w Anglii, Belgii, Francji, Niemczech. Prawda? Prawda!!! Ale co szkodzi ponarzekać…

   Rząd nic nie robi. Takie rządy to kompromitacja, która doprowadzi do ruiny. Żyje się coraz trudniej, a na horyzoncie gigantyczne podwyżki wszystkiego. A mnie się żyje dobrze. Uważam, że w trudnych czasach światowego kryzysu polski rząd radzi sobie zupełnie przyzwoicie. Kolej się sypnęła. Zgoda. Trzeba szybko zrewidować spółkowy chaos i wyeliminować bezduszną prywatę, czego wcale nie są winni aktualnie rządzący. Przepraszam. Nie narzekam. Nie wszystko mi się podoba. Owszem. Jako remedium stosuję przymknięcie oka, a drugim patrzę przez różowe szkiełko. Tak mi się lepiej, wygodniej żyje. Nie cierpię na nadmiar optymizmu, ale potrzebującego otuchy zawsze wesprę! Hau! Hau


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Lulajże, lulaj...

poniedziałek, 27 grudnia 2010 11:07

   Rodzinne święta, jak każe tradycja, spędza się przy, uginającym  pod tłokiem potraw, stole oraz na okrągło włączonym, kolorowym pudle. W pudle zaś, jak co roku, trwają wyścigi. Która stacja lepszą, bardziej strawną, wigilijną kolację wykombinuje. Trwa więc wigilijny festiwal pomysłów i możliwości produkcyjnych, czyli, upraszczając, kto, jaką kasę wyłoży, by oczarować i do łez wzruszeń doprowadzi najedzonych, opitych, z opadającymi powiekami dzielnych telewidzów.

   Wyczerpawszy z rodziną, wszystkie „rodzinne” tematy do omówienia, bardziej z nudów, aniżeli zainteresowania, poskakałem pilotem po telewizyjnych kanałach. Z moich obserwacji wynika, że najoszczędniej kolędowała w wigilię telewizja publiczna. Nie wiem, czy z braku funduszy, czy też przyzwyczajenia, lubo z nieskrywanej próżności, kazała widzowi kolędować z facjatami codziennie pokazywanymi na ekranie TVP1. Prezentowali się więc prezenterzy, szczerzyli zęby w nieszczerym uśmiechu szefowie prezenterów, a pobłogosławił gromadę wysoki hierarcha kościelny. Jak co roku. Sztampa. Ale taniutko, bo nawet kolędy leciały z off-u, a do kamer frunęła udawanka w stylu karaoke. Pomknąłem do TVN-u.

   Tam siła uderzenia i potęga dęciaków. Szalejący Zakopower. Głośno było niemożebnie. Tak głośno, iż z najwyższym trudem domyślałem się jaka kolęda uległa jazzowo-góralskiej przeróbce. Ale było już coś. Wprawdzie nie dla mnie, lecz na pewno znalazło się wielu, dla których solidne uderzenia perkusisty i jazgot dęciaków, stanowiły atrakcyjną, wigilijną ucztę. Był więc pomysł. Była również kasa, bo artystom zapłacić trzeba i za wynajęcie świątyni bożej także. Wcisnąłem Polsat.

   Tam w pierwszej ławie kościoła podwarszawskiej parafii rozpoznałem carycę polskiej biesiady, Ninę Terentiew. Przed laty rozkołysała całą Polskę biesiadami organizowanymi jeszcze w publicznej telewizji. Rozkołysała skutecznie. I poszła do Polsatu. Dziś w publicznej miejsce dawnych biesiad próbują wypełnić kabarety. Jest to jednak działalność podcinająca skrzydła tej dziedzinie rozrywki. Kabaret bowiem wyklucza biesiadę. Staje się kabaretowym, populistycznym wygłupem. Ale wróćmy do Polsatu. Była to, moim zdaniem, najlepiej przygotowana uczta wigilijna. Świetne grono wykonawców, dyskretna, nie nachalna aranżacja popularnych kolęd. Miłe dla ucha. Na poziomie. Pewnikiem najwięcej kosztowało. Caryca ma gest. Wprawdzie nie z własnej kieszeni, ale to już zupełnie inna sprawa. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Ludzkim głosem

piątek, 24 grudnia 2010 13:17

   Mili goście, życzliwi Czytelnicy moich, pazurem pisanych, przemyśleń. Chybionych i trafnych. Ciekawych i nudnych, jak flaki z olejem. W wigilijny wieczór przyjmijcie, ludzkim głosem sklecone( wszak tak każe tradycja) życzenia od owczarka niemieckiego, długowłosego (jak widać), Bronka, burka, jak kto woli i co mu serce podpowiada. Życzę otóż  gościom mojego blooga, by Opatrzność sprawiła, iż wszelkiego autoramentu kanalie, zazdrośnicy, zawistnicy i sztywniacy, posiadający wyłączność na tzw. prawdę, omijać Was będą szerokim łukiem. Życzę Wam jak najwięcej słońca, pogody ducha, powszechnej życzliwości i serdeczności. Ponurakom z nakazu i cierpiętniczej natury bezmiaru uśmiechu, tolerancji, zrozumienia drugiego człowieka i wyłącznie ludzkich odruchów.

   Owej tolerancji i rzetelnej, sprawiedliwej oceny rzeczywistości, życzę także dziennikarzom z TVN24. Mniejsza o nazwiska. Wtajemniczeni rozszyfrują je bez trudu. Zdopingowali moją psią wrażliwość, abym w ten świąteczny, podniosły wieczór zajął się także sprawami przyziemnymi. Od kilku dni wałkowana jest w mediach sprawa (nie tylko w TVN24) wyjazdu do Chin, na kolejarskie sympozjum, Michała Tuska. Syna premiera. Padło ciężkie oskarżenie, że za państwowe pieniądze p. Michał wybrał się na tę drogą wycieczkę. Pomijając fakt, iż redaktor Michał Tusk, zatrudniony od 6 lat w gdańskim oddziale „Gazety Wyborczej”, został wraz z dwoma kolegami po fachu zaproszony do reporterskiej obsługi międzynarodowej konferencji poświęconej rozwojowi kolejnictwa na świecie. Koszty pobytu zaproszonych gości pokrywali organizatorzy, czyli Chińczycy, zaś przelot samolotem polska spółka kolejowa.

   Młody Tusk nie wziął grosza z państwowej kasy. W swej pracy dziennikarskiej pisze się m.in. o problemach kolejnictwa, nic więc dziwnego, że został na wspomniane sympozjum zaproszony. Nie ma afery. Nie ma skandalu, co z kwaśnymi minami przyznali przed kamerami redaktorzy z TVN24, ale jednak coś ich gryzło, gdyż problem międlony był parę dni. A że to tak nieetycznie, że trzeba uważać z kim się wybiera i dokąd, to pod adresem redaktora Michała. Kwestia dziennikarskich wyjazdów sponsorowanych znana jest i praktykowana od wielu lat. Różne firmy zapraszają dziennikarzy, by mieć okazję do prezentacji swoich produktów. Może to być forma wyjazdu zagranicznego w celu zapoznania się z technologią produkcji, może to być konferencja prasowa, zakończona solidnie zakrapianym poczęstunkiem. I jedna i druga opcja finansowana jest przez konkretnego sponsora. Nie ma w tym nic zdrożnego. Ważne co i jak napisze dziennikarz. Tylko po publikacjach można ocenić jego warsztat, rzetelność, uczciwość i obiektywizm w prezentowaniu zagadnienia. Niechaj panowie z TVN24 nie robią z siebie świętych krów, jakoby nigdy nie uczestniczyli w podobnej sytuacji, i wytykają innym nieetyczność. W tym konkretnym przypadku o co innego chodzi.

   Chodzi mianowicie o syna premiera, który choć jest dziennikarzem, powinien zachowywać się jak przeszklony cesarz. A my będziemy go oceniać. Niełatwo być synem premiera. Oj, niełatwo… Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 149  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465149

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl