Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Na początku był chaos

sobota, 31 grudnia 2011 11:44

 

 

   W nowy rok wjeżdżamy na rydwanie zdrowotno-refundacyjnym. W kłótni, wrzawie, oskarżeniach, medialnym galimatiasie. Cudowna, wymarzona atmosfera. Idealna dla Polaka-szaraka. Bo on nie znosi ciszy i spokoju. Chętnie szuka powodu do zwady i bijatyki. Najlepiej jak nie wiadomo o co chodzi. Wówczas każda ingerencja ma swoje uzasadnienie. Gołym okiem widać, że nowo namaszczony minister zdrowia popełnił błąd. Zabrakło czasu na wszechstronne, precyzyjne konsultacje. Minister zaufał urzędnikom, a ci z dawno wypróbowanym zwyczajem, bez chwili zawahania wsadzili go na minę. Arłukowicz błąd naprawił, ale zaufanie do niego, jako ministra i lekarza jednocześnie, zostało mocno nadszarpnięte. Pora na terapię. Wcześniej jednak na uświadomienie sobie, bądź przypomnienie, wszak nie jest oseskiem w polityce, że żyjemy w państwie urzędniczym. W naszej Neandertalii nie rządzi premier i ministrowie, rządzą urzędnicy.

   Niektórzy z nich są sowicie wynagradzani, większość jednak uważa się za nie dowartościowanych, a więc podatnych na skuteczne zabiegi lobbystów, reprezentujących bogate koncerny farmaceutyczne. Na całym świecie, nie tylko u nas, trwa zacięta wojna o rynek zbytu leków i paraleków. Gdy wysyłają mnie do apteki zazwyczaj słyszę od farmaceutki: chwilowo nie mam tego preparatu, ale proponuję zastępczy, tańszy od tamtego… Unikam takiego interesu i zmieniam aptekę. Wychodzę bowiem z założenia, że lekarz wie co robi, przepisując konkretny medykament. Aptekarka proponując zamiennik kieruje się własnym interesem. Sprzedaje zamiennik, bo dostaje od farmaceutycznego koncernu odpowiednią prowizję. Nie jest tajemnicą, że  niektórzy lekarze też siedzą w kieszeni producentów leków, ale oni, w przeciwieństwie do aptekarki, ponoszą odpowiedzialność za skutki leczenia. Zamiennik ma ten sam podstawowy składnik lekarstwa, ale różne są komponenty, w wielu przypadkach właśnie te szczegóły mają siłę decydującą.

   Wkraczamy w nowy rok w chaosie zdrowotnym. Lekarze nie będą wypisywać recept, aptekarze nawet jak wypiszą lekarze recepty, nie będą je przyjmowali bez wskazania, że pacjent jest ubezpieczony. Część środowiska lekarskiego chwali Bartosza Arłukowicza za odwagę w wyruszeniu na bój z potężnymi koncernami farmaceutycznymi. Zapowiada, że się nie ugnie. Życzę powodzenia, jak przed laty kibicowałem Ewie Kopacz, która jako jedyna na świecie nie dała się zastraszyć i zmanipulować producentom szczepionek. I miała rację! Ku wściekłości opozycyjnych lobbystów, zasiadających w ławach sejmowych. Ludziom trzeba cierpliwie i do bólu wytrwale tłumaczyć, na czym tak naprawdę polegają wprowadzane zmiany i jaki ma zostać osiągnięty skutek. Bo zmiany w funkcjonowaniu służby zdrowia są potrzebne. Ba nieuniknione! To też widać gołym okiem! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (25) | dodaj komentarz

Cysorz to ma klawe życie...

wtorek, 27 grudnia 2011 16:12

 

 

   Zwierzęta domowe, jak każe tradycja, były ulubionym tematem świątecznych pogaduszek. Każdy dwunożny wie na ten temat tyle ile wie, co wcale nie przeszkadza mu dzielić się tą wiedzą z szeroką publicznością, do czego służy doskonale gremialnie oglądane kolorowe pudło. Z mnogości opinii i głoszonych mądrości najbardziej przypadła mi do gustu wypowiedź aktora Jana Nowickiego. Zawyrokował mianowicie: „pies nie jest zwierzęciem do poduszki, a kot ma łapać myszy i straszyć krety w ogrodzie”. Koniec kropka. Krótko, lapidarnie, w samą dziesiątkę. Brawo panie Janie! Wypowiedź ta padła w interesującym kontekście. Otóż aktor Nowicki zgłosił nieco wcześniej do siedzącej obok małżonki, Małgorzaty Potockiej delikatna pretensję, iż widuje ją rzadko, ze względu na jej dyrektorowanie w teatrze. Wpada w nocy i pędzi do swoich dwóch pekińczyków – powiedział z cierpkim uśmiechem, ale jakby bez żalu…

    Zakładam, że czytający ten wpis zna rasę psów pod tytułem pekińczyk. Dla ułatwienia przypomnę: to maleńkie, puszyste pieski, które zaadoptowane przez dwunożnych traktowane są jak żywe, podręczne zabawki. Pekińczykowi wszystko wolno. W domu, oczywiście, bo na tak zwanym świeżym powietrzu czuje zagubiony, niepewnie, często korzystając z kryjówki w ramionach swej pani, w momencie najdrobniejszego zagrożenia. Śpią w łóżku ze swoją panią( są to ulubieni wybrańcy płci pięknej), dyskretnie wyeliminowawszy uprzednio z tego miejsca coraz rzadziej używanego małżonka. Jedzą najchętniej surowe, chude wołowe mięsko, ewentualnie polędwiczkę wieprzową dla odmiany. Regularnie, a jakże!, uczęszczają do salonu fryzjerskiego. Gdy tylko oziębi się nieco, ubierane są w specjalnie szyte kombinezony, by jakiś katar nie przyplątał się nieoczekiwanie. Rządzą w całym domostwie z wrodzonym sobie egoizmem, egocentryzmem i apodyktycznością. Cysorz to ma klawe życie?... Nie zazdroszczę im. Współczuję, bo nie wiedzą, co to prawdziwe, psie życie…

   Mam przyjaciela, żyjącego pod jednym dachem z trzema kotami. Oczywiście ma kota na ich punkcie. Jakżeby inaczej! Nie będę opisywał szczegółowych fanaberii pana właściciela. Powiem tylko, że kamerę filmową nabył w jednym celu: do rejestrowania egzotycznych zabaw na poczekaniu wymyślanych przez trzy kociambry (w tym jedna dama, oczywiście wysterylizowana)! Przytoczyłem te przykłady nie to, by piętnować zachowanie dwunożnych. Każdy ma prawo do swobody i wyboru stylu postępowania ze swoim zwierzakiem, wedle własnych upodobań. Warto jednak niekiedy zadumać się, czy narzucając zwierzęciu ludzkie zachowania nie wyrządzacie im największej krzywdy? Wiem coś na ten temat z autopsji, bo jestem tam, gdzie miejsce psa i robię to, co ma pies w naturze. I wcale nie jestem mniej kochany! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (20) | dodaj komentarz

Powodzenia, szczęścia, dobroci!

sobota, 24 grudnia 2011 11:49

  Wigilia. Szczególny to dzień. Jedyny w roku. Niepowtarzalny. Mimo, że za oknem buro i ponuro, a z zachmurzonego nieba wilgoć spływa, w sercu gości radość, życzliwość, ciepło. Mam w tym dniu niecodzienny obowiązek: wygłaszam przemówienie własnym, oryginalnym, ludzkim głosem. To taki rytualny obowiązek zwierzęcia – przemówić ludzkim głosem. Mowa jest już przygotowana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Nie może być kompromitacji, bo to hańba na cały rok. Mówił będę do wąskiej grupy najbliższych. Bez tremy i sztucznego zadęcia. Po prostu – z serca. Jeszcze tylko próba generalna i nie czekając na pierwszą gwiazdkę (zachmurzenie całkowite z dodatnią temperaturą w okolicach mojej budy) przystąpię do wigilijnej akcji.

    Wszystkich moich przyjaciół i wrogów także serdecznie zapraszam do mojej budy. Jest skromnie, ale ciepło, wesoło, serdecznie. Z każdym podzielę się smakowitym gnatem i chętnie spełnię, możliwie do wykonania życzenie. Prosząc o zrozumienie, tolerancję i szacunek dla drugiego człowieka szeroko otwieram wrota tego bloga. Możemy się różnić. Więcej powiem: można się różnić pięknie, odrzuciwszy nienawiść, zapiekłość, zawiść. Wystarczy chcieć! Życzę więc moim gościom pogody ducha, wspaniałomyślności i bezpieczeństwa ekonomicznego na miarę potrzeb oraz wyjątkowej dbałości o własne zdrowie. Osobistej dbałości, bo tego kupić się nie da, a łatwiej wówczas żyć! Powodzenia, szczęścia, dobroci! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 151  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465151

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl