Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tenisowi gęgacze

poniedziałek, 27 lutego 2012 10:26

   Agnieszka Radwańska piątą rakietą świata! Wspaniały rezultat. Ten wysoki pułap osiągnęła po zwycięstwie w prestiżowym i dobrze wynagradzanym turnieju w Dubaju. Zaczęła Krakowianka piąć się w górę jesienią ubiegłego roku po triumfach w dwóch ważnych rywalizacjach w Tokio i Pekinie. Aktualny sezon rozpoczęła wyśmienicie. Zasłużyła w pełni na szczere gratulacje. Ona, a także jej ojciec, który jest niekwestionowanym twórcą tych sukcesów. To nikt inny tylko tata Radwański zaprowadził na kort swoje córki. To on, a nie kto inny nauczył je tenisowego rzemiosła i to na wysokim, światowym poziomie. Podkreślam ów fakt ze szczególną mocą, gdyż pojawiły się tu i ówdzie spekulacje, że zmiana trenera jesienią ubiegłego roku była momentem przełomowym w karierze Agnieszki. Mam spory szacunek i uznanie dla Tomasza Wiktorowskiego. To świetny znawca kobiecego tenisa, mężczyzna inteligentny  i kontaktowy. Występował u boku Agnieszki jako opiekun i doradca, ale nie jest twórcą jej sukcesów, co przy każdej okazji sam podkreślał, akcentując priorytetową rolę ojca w jej sukcesach.

   Owszem, wyczuwało się porozumienie i zrozumienie w kontaktach między Radwańską a Wiktorowskim. Krakowianka wręcz fruwała po korcie, przebijając na stronę przeciwniczek piłki, wydawałoby się, nie do odegrania. Widownia szalała. Pierwsze mecze nowego sezonu nie były tak porywające i błyskotliwe. Więcej, były też takie, podczas których Agnieszka skazywała mnie na przysłowiowe męki Tantala( np. pojedynek z Kanadyjką polskiego pochodzenia, A.Woźniak). Na trenerskim posterunku Wiktorowskiego zastąpił inny szkoleniowiec, a mnie się wydawało, że popularna Isia zatraciła lekkość i błyskotliwość gry. Na szczęście moje obawy okazały się płonne. Oglądając w kolorowym pudle transmisje z tenisowych kortów przeżywam innego rodzaju katusze, a to za sprawą niektórych komentatorów. Z dużą uwagą i zadowoleniem słucham opinii zaproszonych ekspertów, trenerów, byłych zawodników. To są fachowcy, od których dowiaduję się czegoś nowego. Mówią zwięźle i oszczędnie. Nie przeszkadzają w oglądaniu tenisowego widowiska. W przeciwieństwie do komentatorów-gęgaczy.

   Nie znoszę sytuacji,  w których osoba trzecia opowiada mi to, co wcześniej widziałem na ekranie. Nie toleruję gęgających facetów, którym gęba się nie zamyka. Bez względu na to, czy toczy się akurat tenisowa akcja, czy jest chwilowa przerwa, oni nawijają bez zaczerpania powietrza. Krótko mówiąc: przeszkadzają w oglądaniu sportowego widowiska. Gdy tylko usłyszę głos któregoś z panów, powiedzmy S, wyłączam fonię. Nie słyszę reakcji widzów i odgłosów uderzanej piłki. Obraz jest niepełny. Z drugiej jednak strony uwolniony jestem od słuchania monotonnego gęgania, przytaczania nudnych statystyk i opowiadania swoimi słowami tego, co wcześniej klarownie i zwięźle skomentował zaproszony ekspert. Niech szanowni gęgacze przyjmą do wiadomości informację, że na tenisowe widowiska nie biegną miliony. Tę dyscyplinę sportu oglądają przede wszystkim jej znawcy i grający. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (33) | dodaj komentarz

Emerytury na giełdzie

środa, 22 lutego 2012 16:36

   Pamiętacie, Drodzy Czytelnicy , aferę medialną wokół decyzji rządowej obniżającej wysokość składki odprowadzanej do OFE(Otwarte Fundusze Emerytalne)? Nie? To warto sobie przypomnieć, zwłaszcza po lekturze wywiadu z prof. Leokadią  Oręziak, ekonomistką ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, opublikowanego przez Głos Nauczycielski w połowie lutego br. Pani profesor jest wybitną specjalistką w znajomości finansów międzynarodowych. Studiowała w paryskiej Sorbonie. Uniwersytecie Bawarskim, a także we Włoszech. Temat rozmowy gorący: emerytury. Prof. Oręziak jest przeciwniczką podnoszenia wieku emerytalnego, ale wspiera potrzebę reformy emerytalnej. Nie można bowiem, jak zrozumiałem słowa ekspertki finansów, tolerować istnienia i utrzymywania instytucji, która od momentu powstania generuje olbrzymie zadłużenie. Tą instytucją są właśnie OFE powołane do życia w 1999 roku.

   Na przestrzeni jedenastu lat z powodu OFE powstało 232 miliardów zł. długu! Instytucja OFE to wymysł międzynarodowych spekulantów finansowych, którzy wykorzystując potężne finansowe lobby wprowadziło ten system w wielu krajach. Na nieszczęście także u nas. OFE co miesiąc otrzymuje z ZUS żywą gotówkę. Nie jakieś tam akcje, czy obligacje. Gorący pieniądz, którym gra na giełdzie. Niestety, z mizernym dla nas, składkowiczów,  skutkiem. Kilka przykładów. W 2008 roku OFE straciły prawie 30 mld zł, gdy ZUS przekazał im 24 mld. zł. W minionym, 2011 roku, nie do końca rozliczonym, około 12 mld zł. z 15 mld zł. przekazanych przez ZUS. W ciągu jedenastu lat nietrafione inwestycje giełdowe kosztowały nas wspomniane ponad 230 miliardy zł. co stanowi połowę aktualnego długu publicznego! Mówiąc językiem prostym panowie z OFE przegrywają nasze pieniądze na giełdach, które  to giełdy postrzegam jako jeden globalny rynek spekulacyjny.

   Przymusowy system OFE został wprowadzony dzięki usilnym staraniom Banku Światowego. Wprowadzono ów system w kilku krajach Ameryki Łacińskiej. Część z nich już zrezygnowała z tego „dobrodziejstwa”. Drugim obszarem zainteresowania finansowych macherów, to osiem krajów naszego regionu. Gdzieniegdzie,  jak u nas fundusze OFE zostały ograniczone, a Węgry wręcz zrezygnowały z tego systemu. Co charakterystyczne, zachodnioeuropejscy potentaci, a więc Niemcy, Francja czy Włochy, nie wprowadzili takich przymusowych OFE! Mimo, że właścicielami PTE (Powszechnych Towarzystw Emerytalnych) są m.in. francuskie i niemieckie instytucje finansowe. Nie owijając w bawełnę żeruje u nas klasyczny finansowy pasożyt, którego wcale nie tak łatwo usunąć. Gdy wycofały się z tego systemu Węgry, ich notowania ratingowe poleciały niemal na dno i pojawiła się groźba bankructwa. Agencje ratingowe są bowiem na usługach bogatej finansjery. Bogacze ustalają, gdzie i kiedy ma wystąpić kryzys. A to efekt postępującego wciąż globalizmu. Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Na szczęście nie mój ból głowy. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (52) | dodaj komentarz

Dwie odsłony

poniedziałek, 20 lutego 2012 9:53

   Ktoś, wykorzystując moment mojej nieuwagi, niewprawnym palcem dotknął przycisk pilota i na ekranie kolorowego pudła pojawił się obraz niezaplanowany w wieczornej rozpisce. Mówiąc prościej zupełnie niechcący oglądałem audycję, która ostatnio zaczęła mnie denerwować, a niekiedy wręcz nużyć. No, ale czego nie robi się  dla kompromisu, podtrzymującego spokój i ciepło domowego ogniska. Audycja (tytuł nie ma nic do rzeczy) skonstruowana była z dwóch części, odsłon. Prowadzący ten sam. Zmienili się jedynie dwaj zaproszeni goście. Politycy znani, obaj z ministerialnym doświadczeniem i praktyką, dziś jednak stojący jakby na uboczu wartko toczącego się nurtu społecznych problemów. Różniący się temperamentem, poprawnością używania ojczystego języka oraz umiejętnością przekonywania słuchaczy do swoich racji.

   Andrzej Olechowski (był pierwszym gościem programu) pytany był o jego stosunek do proponowanej przez rząd reformy emerytalnej. Lubię słuchać Olechowskiego. Jest precyzyjny i sugestywny w przekazywaniu swoich przemyśleń. Mówi w sposób logiczny, spokojny, językiem zrozumiałym dla słuchacza. Czuje się, iż mamy do czynienia z byłym radiowcem. Jeżeli wierzyć demografom, powiedział były minister, polskie społeczeństwo się starzeje. Zastanowiło mnie to powątpiewanie. Wydłuża się systematycznie długość życia obywateli. To pewnik. Jednak to zjawisko nie jest równoznaczne ze starzeniem się całego społeczeństwa, a prognozy mają to do siebie, ze nie zawsze chcą się potwierdzać w rzeczywistości. Podobnie jak Olechowski uważam, że reforma emerytalna jest potrzebna, jednak równolegle z nią muszą nastąpić działania osłaniające skutki jej wprowadzenia. Przede wszystkim gwarancja miejsc pracy dla ludzi starszych. Dziś znalezienie zatrudnienia przez osoby w wieku 50+ jest zadaniem niewykonalnym.

   Nie przejął się Olechowski zagrożeniem, że młodzi nadal będą poszukiwali dobrze płatnej pracy za bliższą i dalszą zagranicą. Nie będzie do pracy młodych – będą pracowali starzy ,  skwitował. Roztropnie, rzeczowo, dokładnie. Następnym gościem programu był Grzegorz Kołodko. Producent innej formy komunikowania się. Opowiadał jak to dzielnie podpowiada krajom arabskim, jak układać sobie życie po rewolucyjnych przejściach. Mówił z czułością o sobie i własnych dokonaniach, starannie dobierając przymiotniki i tytuły. Prawie nic mi nie zostało w pamięci po okresie jego ministerialnych wyczynów, poza olbrzymim adresem e-mailowym na gmachu ministerstwa. Na zakończenie, zgodnie z utrwaloną tradycją, promował ostatnia swoja książkę. Minister Grzegorz zakochany jest w sobie i to ze wzajemnością. Nic dziwnego, ze zaprzyjaźnieni przyznali mu honorowy tytuł największego narcyza RP. Czy słusznie? Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (20) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 160  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465160

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl