Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wyznanie Katarzyny Pakosińskiej

czwartek, 20 marca 2008 10:20
  

   „Pakosa”, czyli Katarzyna Pakosińska, to moja ulubiona dama kabaretowa. Wraz z trzema kolegami tworzy jeden z najlepszych w krajowym rankingu „Kabaret Moralnego Niepokoju”. Znakomicie wkomponowana w drużynę. Wszechstronna, utalentowana. A przy tym urocza niewiasta o zniewalającym wdzięku. Kaskadą perlistego śmiechu zmusza do zarykiwania się największych, najbardziej zatwardziałych ponuraków. Próbowała zostać dziennikarką. Zrezygnowała. Uznała bowiem, iż byłaby złą dziennikarką. To duża i cenna rzecz. W tak młodym wieku, taka potęga samokrytycyzmu i życiowej odpowiedzialności. Po kilku próbach uznała, iż jest zbyt łagodna, nazbyt lubi ludzi, by rzucić się w otmęty współczesnej żurnalistyki.

   To bardzo trafne spostrzeżenie. Zawierające w sobie, być może wbrew intencji, ocenę obowiązującego dziś stylu w dziennikarstwie. A jest to najczęściej styl bezczelnych, poza granicą dobrego smaku, tzw. dociekliwych pytań. Które muszą ranić interlokutora. To nie jest ważne. Liczy się efekt, czyli sięgnięcie do najbardziej intymnych zakamarków duszy bohatera reportażu, tekstu, artykułu, tudzież audycji telewizyjnej, bądź radiowej. Obnażenie  go z prywatności na potrzeby taniej sensacji. Oczywiście, nie można uogólniać. Bo mamy także przykłady odpowiedzialnego, wrażliwego, rzetelnego, przede wszystkim zaś uczciwego dziennikarstwa. Ale to nie jest dziś modny nurt.

   Pani Katarzyna nie lubi włażenia na siłę przez zamknięte okno. I to ją zniechęciło do tego zawodu. Trudno się dziwić, skoro za swój autorytet dziennikarski uważa Stefanię Grodzieńską. Ilu dzisiejszych redaktorów wie, kto to Stefania Grodzieńska?! Nastaną jednak czasy, kiedy dziennikarstwo rozumiane przez „Pakosę” będzie dominowało na medialnym rynku. Ale jeszcze nie prędko. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Ojciec Rydzyk na prezydenta!

niedziela, 16 marca 2008 16:16
    

   Ojciec Rydzyk zbudował potęgę multimedialną. Nie tylko radio. Choć było pierwsze. Ale także telewizję. Co jednak najważniejsze stworzył własną uczelnię, kształcącą kadry do prowadzenia tychże mediów. Przygotowuje więc pod względem ideologicznym wiernopoddańczą grupę młodych ludzi, ślepo i bezwzględnie realizujących polecenia Ojca. Nie ma tu rzeczy niedozwolonych. Wszystko zgodnie z prawem i jego literą. Naginaną wprawdzie i interpretowaną dla własnej korzyści, ale nie łamaną. Nie ma mowy o cenzurze w mediach Maryjnych. Funkcjonuje tam bezwzględnie egzekwowana autocenzura. I nikt nie powie, że mamy do czynienia ze sklonowaną, udoskonaloną cenzurą komunistycznych czasów. Szczelna i jednokierunkowa propaganda świadczy o nieprzeciętnych talentach o.R. Jednego z dwóch najpotężniejszych magnatów kościoła w naszym kraju.

   Nie krytykują ojca Rydzyka. Zgłaszam podziw. Szczery i niewymuszony. Jest potęgą. Nie mogą sobie z nim poradzić najwyżsi hierarchowie kościoła. Krytykują i na tym się kończy. On zaś nadal robi swoje i zapowiada, że stylu nie zmieni. I jego też nikt nie zmienia. Potrafi postawić trudne ultimatum najważniejszym politykom.  Bo tak się w Polsce porobiło, że ojciec redemptorysta pociąga za sznurki wielkiej polityki. Potrafi bez zahamowania obrazić głowę państwa, jego małżonkę. Bez konsekwencji.  Bo ma na jego skinienie palcem milionowe owieczki, ze skonstruowaną psychiką na kształt maszynki do głosowania oddają głosy na kogo trzeba.

   Powtarzam: piszę o tym z podziwem. I propozycją jednocześnie. Ojciec Rydzyk na prezydenta! Skoro jest tak dobrym i skutecznym gospodarzem na swoich włościach, to istnieje domniemanie, że poprowadziłby kraj do dobrobytu. Wiem, że swoje imperium zbudował, w sporym procencie, przy pomocy państwowej kasy. Jesteśmy wszelako w Unii Europejskiej, a więc w zasięgu ręki kipiąca złotem i euro kasa, subsydiowana przez kilkadziesiąt państw. Jest z czego czerpać. Liczę zatem na niekwestionowane w tej materii predyspozycje ojca R. Dyplomatą też jest niezłym. A niczego nie zepsuje. Bo przed nim nie takie asy od destrukcji i rozdawnictwa piastowały ten urząd! I co? A nic! Jeszcze Polska nie zginęła! Dwunożni, posłuchajcie rady życzliwego psa. Ociec Rydzyk na prezydenta! Do urn! W te pędy! Hau! Hauuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Koszykarz i pingpongiści

środa, 12 marca 2008 19:56
  

   We Francji wybierałem władze samorządowe. Nie wprost. Poprzez kolorowe pudło. Zdejmując kajdany z nóg włączałem TV. Dla relaksu. Tu dygrqesja. Dla narciarza najsympatyczniejszą chwilą jest moment oswobodzenia się z butów, do których przymocowane są narty. Po całodziennej jeździe zrzucenie ciężkich buciorów jako żywo przypomina uwolnienie się od kajdan. Proszę? Że co? Że psy nie jeżdżą na nartach? W Polsce może nie, ale we francuskich Alpach na nartach szusują wszyscy! Obowiązkowo! Co zatem mogłem robić? Zakładałem podwójne kajdany, czytaj: buty na przednie i tylne łapy, a pokonanie 50 kilometrów dziennej porcji, zróżnicowanych nartostrad powodowało totalny zanik racjonalnego, psiego rozumowania. Z głupoty więc i wycieńczenia uruchamiałem kolorowe pudło. Rozumiejąc tyle, co kot napłakał, bezwiednie uczestniczyłem w samorządowym wyborczym show Francji.

   Wróciłem i z francuskim nawykiem uruchomiłem pudło. Zachęcony wcześniej uporczywie powtarzanymi reklamami, że będzie sensacyjny reportaż z Krauze i Kaczmarkiem w rolach głównych. Nie chodzi o reżysera filmowego i zmarłego niedawno znakomitego satyryka, kabareciarza. Skoro nie o nich , to wiadomo o kogo chodzi. Przekiblowałem przed ekranem prywatnej TV niemal do północy. Jak kretyn. Bez sensu! Zapowiadany z hukiem reportaż okazał się mizernym bubelkiem,  robionym pod z  góry założoną tezę. Udowodniono, że b. minister Janusz Kaczmarek spotykał  się z aktualnym biznesmenem  Ryszardem Krauze. No i co z tego? Nie wolno? Zakaz? Dramaturgii miały dodać okoliczności owych spotkań. W jakimś tajemniczym gabinecie lekarskim, w szerszym gronie. Konspiracja? Przed kim? Spisek? Akcja terrorystyczna?

   Ot, zwykła dentologia. Robienie na siłę telewizyjnych sensacji z rzeczy przewidywalnych i oczywistych. Pan R. Krauze być może był zainteresowany kupnem atrakcyjnych, niby lepperowskich działek na Mazurach. Normalne. Ludzi uzależnionych od narkotyku pieniądza takie okazje frapują. Dzięki układom, znajomościom zbił fortunę. Znacznie wcześniej. Dziś urządzono na niego polowanie. Dyletanckie. Amatorskie. Nie doceniono przeciwnika i jego faktycznych powiązań. Ale to już ból głowy reporterów TV i ich zleceniodawców. Były koszykarz okazał się lepszy od dzisiejszych pingpongistów. Hauuuuuuuuuuuuuuuuu!  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 176  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465176

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl