Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Oni w telewizji

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 18:59

Chciałabym obejrzeć w telewizji dobry koncert. Usłyszeć ciekawą dyskusję o książce. Niekoniecznie głęboko intelektualną, ale wyczerpującą, bez ustawicznego zerkania na zegarek. Powinno być na antenie więcej refleksji i skupienia. To lakoniczne fragmenty marzeń o zawartości telewizji publicznej aktorki Joanny Szczepkowskiej. Moje myślenie jest bardzo zbieżne. Ale wiem też, że zarówno w jednym jak i drugim przypadku nierealne do urzeczywistnienia. Zmienia się świat. Zmieniają ludzie. A to właśnie oni moderują codzienność na ekranie telewizora. Oni modelują ramówkę programową. Oni typują prowadzących audycje publicystyczne. Oni wydają ciężkie miliony na tzw. otwarte seriale, w których aktor nie wie, co będzie w następnym odcinku. A zdarzyć się może wszystko. Na zamówienie. A ludzie i tak obejrzą, bo nie ma alternatywy.

   Kim są owi „oni"? Nie wiem. Ale nie wie tego też Joanna Szczepkowska, choć znajomość telewizji posiadła niezłą. Snuć można na ten temat domysły, choć bliskie prawdy, niczego nie zmienią. Popularność telewizyjna, to moim zdaniem coś, z czego trzeba się leczyć u terapeuty. Blisko już do podejrzenia, że się otarło o boskość. To aktorka. Ja to nazywam chorobą telewizyjną. Omija ona artystów, gdyż oni ze sceną, kamerą, publicznością są zawodowo oswojeni. Dopada szeregowych prezenterów, pogodynek, czytaczy wiadomości i prowadzących tzw. programy publicystyczne oraz rozliczne wygłupy w postaci tańców na lodzie, czy innych „hitów". I ci chorują nieuleczalnie. Nie pomoże terapeuta. Zmienia stan rzeczy wyczyszczenie delikwenta, odstawienie sprzed kamery. Czyli zamknięcie przed nim drzwi na Woronicza. Wtedy jest dramat polegający na postępującym uwiądzie popularności. A to boli. Piekielnie boli.

   W obszernym wywiadzie o telewizji, z bojkotem Farfała i jego drużyny w tle, Szczepkowska dzieli się swoimi doświadczeniami wieloletniej pracy w tym medium. Nie ma tam kombatanctwa, jest subiektywna ocena własnych przeżyć aktorki, jej własnych doznań. Z dużą dawką obiektywizmu. To pouczająca lektura. Ciekawe, czy „oni" wyciągną z niej jakiekolwiek wnioski? Nikła nadzieja. Niestety... Hau! Hauuuuuuuuuuuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (4) | dodaj komentarz

Lekcja seksu kapucyna Knotza

sobota, 25 kwietnia 2009 14:49


   Wiosnę mamy, obywatele! Tę radosną wieść ogłosiły stacje telewizyjne. Wszystkie. In corpore. Bo w różnorodności owych stacji jedno jest wspólne. Informacje dnia. Wszystkie takie same. Nawet ich układ i gradacja ważności są identyczne. Piszę o tym autorytatywnie, bo zadałem sobie trud obejrzenia i Waltera, i Solorza, i publiczną w dwóch odsłonach. Wynudziłem się okrutnie. Ale w końcu na własne życzenie i nie ma co kwękać. Minimalne różnice sprowadzają się do innego rozłożenia akcentów sympatii dla wiecznie wojujących (taka to już ich natura) partii politycznych. Ponieważ jestem na politycznym odwyku, nie będę zagłębiał się w ten temat. Ale wiosna przyszła, obywatele! Zakomunikowali zgodnym chórem ekranowi donosiciele. A wraz z wiosną seks. Bo dziewczyny są dobre na wiosnę! Że zmodyfikuję na własny użytek klasyka Młynarskiego...

   O seksie przed kamerami wypowiadali się znów ci sami specjaliści. Nawet u pomysłowego i oryginalnego Sianeckiego. Nie pamiętam wszystkich. Zapamiętałem, i to na długo, jednego kapucyna w habicie o nazwisku Knotz. Otóż zakonnik Knotz, o dziarskim wyglądzie czyli mniej więcej z moim doświadczeniem, wystąpił w roli eksperta od seksu. Z tego wszystkiego, co wymamrotał, zrozumiałem jedynie, że seks powinien być radosny! Przywołuję na świadka moją od lat używana suczkę, która zaświadczy, iż nigdy podczas tego arcymiłego nabożeństwa nie płakałem! A więc zgodnie ze wskazówkami sympatycznego kapucyna. Zastanawiam się jednak, kto wpadł na szatański pomysł, by z eksperta od seksu zrobić zakonnika z obowiązującym celibatem?!

   A może, zakuty psi łbie nie wiesz, że ten zakon dawno celibat odstawił do lamusa. Bo prawdą jest, że zakonnego życia nie śledzę na co dzień i ta wiedza przeszła gdzieś obok mnie. I stąd bracia kapucyni, tęgie głowy, poszli w seks-specjalizację. Pokończyli dyplomowane kursy u renomowanych seksmasażystek i teraz udzielają wskazówek żółtodziobom z półki niedoświadczonych. Publicznie. Na wszystkich ekranach TV. I klawo, choć nieco kabaretem trąci. Ale wiosna przyszła, panowie i panie. Zakasać więc pora kiecki do dzieła. Bo to ponoć najlepiej wychodzi na natury łonie. Prawda! Sprawdzam dość często! Hau! Hauuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (13) | dodaj komentarz

Anita Lipnicka wysyła Fryderyka na leczenie

środa, 22 kwietnia 2009 10:18

   Galę Fryderyków pokazała TVP. W ramach misji? Być może. Chylące się ku nieuniknionemu upadkowi przedsięwzięcie próbował ratować sam maestro Penderecki. Towarzystwo wzajemnej adoracji, zebrane w niewielkiej salce fabryki trzciny, powitało go na stojąco. Maestro wygłosił trzy okrągłe, kurtuazyjne zdanka po czym zniknął. I skończyły się poważne atrakcje. Zaczęły zaś popisy laureatów. Z ich dowcipów najgłośniej śmiali się autorzy. Salka na 200 osób, z wieloma pustymi krzesłami, była lekko skonsternowana. Śmiać się, czy udawać poważnego. Silące się na oryginalność i humor niektóre tuzy polskiej rozrywkowej fonografii, wyglądały pokracznie, wręcz żałośnie. Cóż jakie tuzy, taki poziom...

   Najcelniejszy komentarz do całej imprezy wygłosiła Anita Lipnicka. Wysłała otóż Fryderyka na leczenie. Towarzystwo wzajemnej adoracji przełknęło uczciwie zapracowaną krytykę z godnością i podniesionym czołem. W milczeniu. Bolesnym milczeniu. Bo cała impra wylądowała gdzieś w okolicach mojej budy. Sorry! Nie mojej, bo ja rezyduję w obszernym, ocieplanym pałacyku. Ale takiej psiej budy z naprzeciwka. Rozwalającej się, dziurawej. Psiej rudery, krótko mówiąc.

   Miała rację Maryla Rodowicz odmawiając przyjęcia, tej, wątpliwej jakości, nagrody. Ona jest ponadto! Poza wszelką wątpliwością. Mieli rację ci, którzy pozostawili po sobie puste krzesła w trzcinowym teatrze na warszawskiej Pradze. Miał rację Waglewski wysyłając swego menago po statuetkę. Nosząca szumne miano Akademia Fonografii ma nad czym deliberować. Na dobrą sprawę żal, że słuszne w założeniu przedsięwzięcie, po tak krótkim okresie egzystencji, skarliło się aż tak bardzo. Ociera się o dno kompromitacji. Szkoda. Ale z drugiej strony to adekwatny wykładnik poziomu środowiska, tworzącego tzw. elitę rodzimego showbiznesu. Jaki to show widać gołym okiem. A biznes? Może nawet w odwrotnej proporcji, skrupulatnie licząc walory. Ale ich materialny wymiar nie przekłada się na artystyczny poziom. Zaproponowana przez Lipnicką kuracja dla Fryderyka ma głębokie uzasadnienie. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 143  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465143

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl