Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Złowieszczy chichot historii

piątek, 30 kwietnia 2010 10:15

   Awantura o teczki IPN. Tragiczny sygnał, że panowie politycy i historycy wracają, po smoleńskim wstrząsie, do równowagi. Ględzi się o pojednaniu, a kłóci o to, co do tej pory było kością niezgody. Otworzyć archiwa, zamknąć archiwa. Porozdawać teczki, ograniczyć dostęp. I tak latami. A w międzyczasie wyciekały z IPN informacje w postaci oręża do walki politycznej z przeciwnikiem. Pomówienia, oskarżenia, procesy sądowe, artykuły i książki pisane na potrzeby jakiejś politycznej ferajny. Umysł Polaka-szaraka faszerowany był agenturalną papką, uwsteczniającą proces budowy nowego ładu, będącą jedynie babraniem się w nieczystościach historii.

   Zdumiał mnie ongiś waleczny żołnierz bydgoskiej Solidarności, senator Rulewski, wyrażając sprzeciw wobec nowej ustawy o IPN. Jego zdaniem, to ewidentny zamach na zbudowanie porozumienia narodowego. Porozumienie można zbudować jedynie na prawdzie - dowodził. A ograniczenie dostępu do esbeckich teczek jest zamknięciem drogi do prawdy. Mówiąc wprost, według senatora prawda, niezbędna do porozumienia i pojednania, leży w teczkach produkowanych przez funkcjonariuszy SB. To karkołomna konkluzja. Przecież w czasach politycznego przewrotu sam Rulewski, na własnej skórze doświadczył wielu prowokacji, fałszywych oskarżeń ze strony tych właśnie „twórców" teczek „z prawdą".

   Raporty znajdujące się w teczkach IPN pisane były na konkretne zamówienie i w konkretnym politycznym celu. Były próby weryfikacji ich rzetelności, ale to nie wyklucza subiektywizmu, a tym samym prawdziwości zamieszczonych relacji i opisów. A fałszywki? Produkowane były masowo. Na zamówienie. I one mają dziś stanowić świadectwo prawdy o minionych czasach? Nie! One wprowadzają jedynie zamęt, prowokują awantury na górze i na dole. Rodzą konflikty. I jakbym słyszał złowieszczy chichot zza grobu funkcjonariusza SB, któremu udało się naruszyć równowagę logicznego myślenia i spokojnej egzystencji części naszego społeczeństwa.

   Dwunożni! Zostawcie te teczki w spokoju. Dajcie spokojnie umrzeć im. Niech historycy dłubią w archiwach wyłącznie w celach naukowych i edukacyjnych. W przeciwnym razie rozliczać się będziemy wzajemnie ad Kalendas graecas. Albo jeszcze dłużej! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Familiada na nartach

środa, 28 kwietnia 2010 10:09

   Podchodząc do zagadnienia z chłopską filozofią, jazda na nartach uprawiana jest z dwóch powodów: dla przyjemności oraz na pokaz. Zdarzają się jednak sytuacje, że pierwsze połączone jest z drugim. Tak dzieje się, gdy do swoich nóg przyczepia narty znana, popularna twarz. Na przykład aktor. Dość często spotykam na stoku Karola Strasburgera i Krzysztofa Wakulińskiego. Nie łatwo ich zidentyfikować w kaskach na głowach i goglach, przysłaniających pół twarzy. Ale dla wścibskiego rodaka, a zwłaszcza rodaczki, żadna to przeszkoda. Palce wskazujące idą w ruch, a za nimi prośba o wspólne zdjęcie na stoku.

   Artyści nie odmawiają.. Są mili i życzliwi. Z uśmiechem pozują do fotografii oraz cierpliwie odpowiadają na sztampowe pytania. Bo to część ich aktorskiego fachu. Wzbudzają zainteresowanie i podziw tym większe, że obydwaj jeżdżą na nartach doskonale. Łącząc w sposób uniwersalny przyjemność z pokazem. Z nastawieniem wyłącznie na pokaz przyjeżdża bardzo liczna grupa naszych rodaków w różnym wieku, dla których największą atrakcją są tańce na stołach w górskich restauracjach. Piszę o tym, co dzieje się we włoskich stacjach narciarskich, w okresie free ski.

   Pomysłowi i zapobiegliwi hotelarze z włoskich kurortów dogadali się z równie przedsiębiorczymi właścicielami kolejek i wyciągów narciarskich. Przyciągają narciarzy darmowymi karnetami na koleje i wyciągi w ciągu tygodniowego pobytu. Oczywiście te karnety nie są darmowe, ale cena jest wkalkulowana w opłatę hotelową, co sprawia wrażenie, że w góry wyciągani są bezpłatnie. To skuteczna promocja. Włosi z okolic Marillevy, Folgaridy, Madonny di Campiglio, Pinzolo szacują, że w okresie free ski odwiedza ich około 15 tysięcy Polaków! Armia ludzi! Rozpierzchną się po setkach tras i na śniegu tłoku specjalnego nie ma. Za to w knajpach na stokach full.

   Restauratorzy zacierają dłonie i przymykają oko na dzikie tańce na stołach, bo ważne, że w kasie pełno. Pozerzy połamią w efekcie kilka stołów, ale to w ramach kalkulacji kosztów. Familiada po tygodniu wraca do kraju i rozpoczyna się jazda dla przyjemności. Na wyludnionych stokach, pustych restauracyjkach, lazurowym niebie i w pełnym słońcu. To już nie przyjemność, to bajka! I tak dwa, trzy razy w sezonie. Obowiązkowo! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nie kochają geografii

poniedziałek, 26 kwietnia 2010 10:49

 

   Włosi kochają Muchę. Oczywiście Annę. Tak gdzieś wyczytałem jeszcze przed wyjazdem we włoskie Dolomity. Dla mnie każda informacja, że ktoś kogoś kocha jest budująca. Wzrusza  i emocjonuje. Z uczciwym zamiarem sprawienia radości mieszkańcom słonecznej Italii, a sobie satysfakcji, przeprowadziłem prywatną sondę. Czy kochasz Muchę? - zagadnąłem młodego przystojniaka rodem z Bolzano. Spojrzał na mnie tępawym wzrokiem. Mosca?. Nie, nie - wyjaśniałem w pośpiechu - Muchę Annę, polską aktorkę, piękną, a nie wstrętny, fruwający owad. Tępota wzroku uległa spotęgowaniu. A Polska to gdzie? - wykrztusił.

   Błyskawiczna ankieta przeprowadzona wśród biesiadników restauracji Boch na stokach Groste', przyniosła porażające rezultaty, lecz z optymistycznym akcentem. Otóż Włosi chętnie pokochaliby naszą atrakcyjną aktorkę, wszak w kochaniu specjalizują się od dawien dawna, gdyby ją znali, a przynajmniej widzieli. Tymczasem ani jedno, ani drugie. Znakiem tego popularność naszej Anny Muchy króluje, należy przypuszczać, w innych regionach ziemi włoskiej. A może, po prostu, tam nie dotarła. Komuś coś się napisało i poleciało w świat. Bezwzględna rzeczywistość surowo weryfikuje półprawdy i najzwyklejsze zmyślenia.

   Przy okazji tych sondażowych pogaduszek, zupełnie niechcący, miałem okazję zapoznać się z poziomem wykształcenia młodych Włoszek i Włochów. Zaskakująco duża grupa nie wiedziała gdzie leży Polska. Mimo tego, że przez wiele lat przedostatnim papieżem był Polak właśnie! Czyżby to efekt poziomu edukacji we włoskich szkołach? Czy tylko miałem szczęście spotkać wyjątkowych głąbów? Skłaniam się ku temu drugiemu. Jednocześnie jednak z niekłamaną dumą oceniam poziom polskiej oświaty. Ot, taka refleksja na marginesie próby weryfikacji obiektu gorących uczuć temperamentnych Włochów. Hau! Hau
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (130) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 136  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465136

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl