Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Polityczny przeszczep prof. Religi

środa, 30 maja 2007 12:59
    

  Eksperymenty na politycznym poletku, czynione przez prof. Zbigniewa Religę, śledzę od dawna. Z życzliwością i niedowierzaniem. Z życzliwością, gdyż jako kardiochirurg jest postacią wybitną. Z niedowierzaniem, ponieważ do polityki z zasady lęgną ludzie bezwzględni, wewnętrznie zakłamani. Pospolici tupeciarze, bez szacunku dla innych. Niedouczone egzemplarze, rozumujący wyłącznie kategoriami własnego dobra. W najlepszym razie: dobra zaprzyjaźnionej grupy. Zdarzają się chwalebne wyjątki. I to właśnie do tych wyjątkowych, wykształconych, kulturalnych, mających na celowniku dobro ogółu, zakwalifikowałem profesora. Aktualnego ministra.

 Z niepokojem rejestrowałem, jak szamocze się z regulowaniem problemów podległego mu resortu. Z wyrozumiałością. Borykanie się z reformą opieki zdrowotnej nie jest bowiem wyłączną specjalnością naszego kraju. Bogatsi, bardziej rozwinięci gospodarczo i systemowo, o wyższej kulturze, porządkowali zdrowotną działkę długo. Gdzie niegdzie porządkują nadal. Aliści ostatnie posunięcia profesora-ministra, moje wcześniejsze niedowierzanie, czy odniesie takie same sukcesy na politycznej niwie, jak przy chirurgicznym stole, zamieniły się w pewność. Na nie! To nie dla pana profesora miejsce.

   Zaskoczył mnie brakami w dyplomacji i elastyczności w socjotechnice. Zaś po ostatnim oświadczeniu wygłoszonym przed kamerami TV, a więc skierowanym do milionów Polaków-szaraków, iż efektem rocznego strajku lekarzy w Izraelu było zmniejszenie śmiertelności, z psa w barana się zamieniłem. Odczytałem te słowa jak najpotężniejszy policzek w jego grupę, w lekarzy. Strajkujcie, proszę. Mniej ludzi będzie umierać! Tak mówi lekarz, do lekarzy?! Nie, panie profesorze, tak nie wolno. Nawet pomyśleć nie wypada, a cóż dopiero publicznie głosić!

  Dla jasności. To nie był żaden skrót myślowy. To nie była tzw. zbitka semantyczna. To był paskudny armatni strzał wymierzony w młodsze koleżanki i kolegów. I co najgorsze: zamierzony strzał! Ale rykoszet może się okazać śmiertelny dla  źle ulokowanych ambicji strzelającego. Hau! Hauuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Cmok-nonsens, czyli wirus opryszczki i wyłamywanie przegubów

poniedziałek, 28 maja 2007 12:44
    

   Przed kilkoma miesiącami, przy okazji zabawnego incydentu, podjąłem temat z kategorii obyczajowości. Chodziło mi wówczas o nadużywanie cmok-nonsensu, czyli całowania kobiecych rączek. Za asumpt do rozważań posłużyło mi wydarzenie z rządowej sali, kiedy to rozpędzony i zaaferowany premier pochwycił dłoń ministra Radka, z zamiarem złożenia na niej swych warg pieczęci. Przytomny minister nie dopuścił do gafy brutalnie wyrywając dłoń z premierowskich objęć. Może już wówczas przeczuwał, iż może to być pocałunek śmierci? Ale nie o tym chciałem…

 Jestem przeciwnikiem całowania w rękę. Dopuszczam tylko dwa przypadki: obowiązek w ramach etykiety dworskiej i wyraz  okazania szacunku dla osoby bliskiej i starszej. Cmokanie przy każdej okazji, a zwłaszcza na szczeblach dyplomatycznych i rządowych, uważam za przeżytek w złym guście. Wsparły moje myślenie same kobiety!

    Zacytuję jeden, lecz za to bardzo charakterystyczny, także dla innych wypowiedzi, komentarz. „Panowie, precz z całowaniem damskich dłoni, poprzedzanych często:

a)      obślinianiem kilku innych, ze znanym z opowiadań i z widzenia wirusem opryszczki, przekazywanym przez poprzednika,

b)      wyłamywaniem przegubów dłoni – gdyż pochylić się przed kobietą jest rzeczą niemęską, a jednocześnie nie pozwala zajrzeć lubieżnie w oczy obślinianej.”

To głos kobiety, w imieniu kobiet. Aliści ostatnio zarejestrowałem obrazki, z których wynika, jakoby w rządzie i jego okolicach, wręcz obowiązywał nakaz całowania w dłonie. Liże dłonie paniom wicepremier Gosiewski. To norma. Ale gdy w akcji wycierania sobie ust o niewieście rączki zobaczyłem samego ministra zdrowia w moim, psim łbie zabulgotało. Cmok-nonsens obowiązuje w rządzie! Niech tam. Przymknę oko, jeśli jest to jedyny rządowy nonsens!?

Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Nasze musi być na wierzchu!

sobota, 26 maja 2007 10:15
    

   I znów będzie o sądownictwie. Precyzyjnie: o wymiarze niesprawiedliwości. Zaprzyjaźnieni goście wiedzą, iż często zajmuję się tą problematyką. Pora wyznać, że nie bez powodu. Osobistego. Onegdaj, ów wymiar do zajmowania się orzekaniem sprawiedliwych wyroków, skrzywdził mnie okrutnie. Wbrew logice i elementarnym zasadom sprawiedliwości uznał mnie za winnego. Nie wsadził do paki. Nie było podstaw. Lecz ogołocił ze wszystkiego. Furda! Kradnijcie w majestacie prawa! Przeżyłem. I jestem bogatszy w wiedzę, której nie miałem. Bolesne doświadczenie, zrewidowało mój pogląd na to, co się buńczucznie w naszym kraju sprawiedliwością zwie.

    Wprawdzie mój znakomity dziadek, wybitny znawca prawa, wszem znany Szarik, parę razy w grobie się przekręcił. Jednakże „sprawiedliwa” sędzina głucha była na wszystko, co nie pasowało do jej mentalności oraz sugestii zaprzyjaźnionych wnioskodawców oszukańczego scenariusza. Bo przecież sąd jest niezawisły i do bólu uczciwy…Do bólu. Faktycznie! A niezawisły i obiektywny?... Ostatni obrazek, jaki zarejestrowałem przy pomocy kamer prywatnej TV(publicznej tam nie było!?) tylko pogłębił mój wysoce niechętny stosunek do „majestatu” III władzy.

   Prezes sądu w Piotrkowie Trybunalskim na kolanach (niemalże) prezentowała wicepremierowi swój doborowy personel. I tak powinno być, gdyby ów wysoki urzędnik państwowy przyjechał do prezeski sądu z roboczą wizytą. Tymczasem on zasiadł na ławie, jako strona w sprawie! Nie stawił się przed sądem jako wicepremier! Lecz jako obywatel! Szeregowy obywatel wezwany przed niezawisły (?), obiektywny(?) sąd, w roli pozwanego. Pani prezes urządziła przedstawienie, które nie mieści się w żadnych kanonach prawa i zwykłej przyzwoitości. Gorzej jak w buszu! Jak będą w tej sytuacji orzekać sędziowie, których zatrudnia pani prezes? Sam sobie odpowiedz miły Czytelniku…

   Jednakże zaniemówiłem ze zdziwienia usłyszawszy komentarz do tego incydentu niedawno mianowanego, wicepremiera, też prawnika. Wybełkotał z wrodzonym sobie wdziękiem: „ nie widzę nic złego w tym, że pani prezes sądu w Piotrkowie chciała osobiście powitać wicepremiera rządu”. Koniec cytatu. I co? I bujamy się dalej. Od afery, do afery. Od przekrętu do przekrętu. A  sprawiedliwość musi być po naszej stronie! A jak nie, to zmienimy prawo. A nawet Trybunał Konstytucyjny. Obyś Polaku-szaraku do sądu chodzić nie musiał…

Hau.Hauuuuuuuuuuuuuuu!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 137  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465137

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl