Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Porysowany Paweł Deląg

czwartek, 29 maja 2008 16:25
    

   Mój ulubiony tytuł „Świat&Ludzie” pochwalił się najnowszym odkryciem. Dowiedzieli się otóż wścibscy żurnaliści tego pisma, że czołowy amant polskiego kina, przystojny Paweł Deląg ( w środowisku znany jako „Elbląg”) ma syna. Nie nowonarodzonego. To nie byłaby sensacja. Potomek przystojnego, o gładkiej twarzy p. Pawła liczy sobie dziś czternaście wiosen. Przez 14 lat filmowy pożeracz serc niewieścich taktownie milczał. Bał się, że z nowonarodzonym potomkiem w tle, zmarnieje jego kariera. Nie tylko udawał, że coś zmajstrował gdzieś na boku, ale nie interesował się synem. Ojcowska krew płynąca do tej pory leniwie w żyłach aktora nagle zawrzała.

   I padło historyczne: Deląg ma syna! Kompromitacja? Bynajmniej. Dziwne tylko, że wykształcony, dojrzały mężczyzna tak długo siedział z głową i problemem głęboko w piasku. Zupełnie jakby to wszystko się działo w osiemnastym wieku! Czekając na rychły czterdziesty krzyżyk w swoim życiorysie Paweł Delą począł zastanawiać się, co w życiu jest ważne. Wreszcie oświadczył „Ś&L” z filozoficzną zadumą, iż woli mieć rysę na charakterze, aniżeli doskonałą, gładką twarz…

    Czy można rysą na charakterze nazwać spłodzenie potomka? Nawet nielegalnie. Wbrew oczekiwaniom. Nie rozumiem. Pewnie jestem za głupi. Nie chwytam takiej moralności. Mogę się jedynie domyślać, że czternastoletni dziś chłopak prezentuje jeszcze bardziej gładką i frapującą twarz, aniżeli jego sławny tata. Wobec tego tata postanowił przyznać się do syna. I najpewniej szeroko otworzyć wrota do kariery młodemu Delągowi. Wprowadzając jednocześnie na salony nowego, dynastycznego amanta. Sam nie tracąc doskonałej, gładkiej buzi. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Kumoterstwo, kicz i dębowe ucho

niedziela, 25 maja 2008 10:52
  

   W dziwnym kierunku pomyka konkurs Eurowizji. Kiedyś elektryzował pół Polski. Dziś jakoś mniej. Pewnikiem dlatego, że sukcesy skrupulatnie omijają polskich reprezentantów. Choć forma głosowania na najlepszych piosenkarzy budzi spore wątpliwości. Ale o tym później. Czyżby nasza piosenka była tak daleko od awangardowego nurtu europejskiego? Nie sądzę. W showbisnesie najważniejsze są pieniądze. Duże pieniądze. Aby je zdobyć wprzódy trzeba zainwestować. Jak? Po prostu opłacić tego, kto ma istotny wpływ na moce decyzyjne. Tam, gdzie ważą się fortuny nie można oczekiwać uczciwości i sprawiedliwości. To znaczy oczekiwać można, nie godzi się nikomu zabraniać, ale jest to zajęcie w dzisiejszej rzeczywistości bezsensowne.

   Oglądany ostatni konkurs piosenkarzy z 25 krajów Europy, w przeważającej części składał się z miniatur scenicznych, okraszonych udawaniem śpiewu z playbacku. Różne to były inscenizacje. W większości, moim zdaniem, kiczowate. Swą agresywnością i dynamiką usuwały melodię, muzykę na drugi, a nawet trzeci plan. To nowoczesność?!... Według mnie to gra  kiepskim obrazem, kierowana do dębowego ucha.

    Rosjaninowi Dima Bilanowi w zwycięstwie pomagał sam mistrz łyżwiarskich piruetów Pluszczenko. Rosjanie potrafią śpiewać. Tego nie trzeba udowadniać. Mnie piosenkarz Dima nie zachwycił. Wedle mego gustu co najmniej czworo innych wykonawców powinno być przed nim. Słychać było jak śpiewają, dało się wyłuskać linię melodyczną. Ale Rosjanie nauczyli się w ostatnich latach umiejętnie gospodarować pieniędzmi, których mają bardzo dużo. Wiedzą komu i kiedy trzeba sypnąć, żeby reszta potoczyła się po ich myśli.

    Jak bardzo lipny to konkurs ilustruje głosowanie. Kumoterskie. Najczęściej sąsiad na sąsiada. Z góry wiadomo, kto na czyje konto przeleje najwięcej punktów i popchnie do zwycięstwa. To budzi moją niechęć. Oburzenie. Ale w biznesie, jak to w biznesie – liczy się skutek, czyli pieniądz. Bez względu na wartości wyższe. Hau! Hauuuuuuuuuuuu! 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Rok dokarmiania mózgów

wtorek, 20 maja 2008 19:17
    

   Minął tydzień odchudzania zwierząt. To taka nowa inicjatywa. Pionierska! Pomysłodawcom zafundowałbym nagrodę Nobla lub wpis do księgi Ginessa. W kategorii absurdu. Tydzień odchudzania zwierząt! Mam kontr propozycję: permanentne dokarmianie mózgów posiadaczy psów i kotów oraz innych udomowionych zwierzaczków. Wtłaczanie do ich mózgownicy wiedzy, że np. ja, owczarek niemiecki z długim włosem o wadze ok. 45 kg, zjadam tylko tyle, ile potrzeba mi do życia. Ani grama więcej! Otrzymuję posiłek godziwy, kaloryczny i sam dozuję ile mam zjeść. Niekiedy miska zbyt szybko wydaje się pusta. Ale to złudzenie. O głodzie nie ma mowy. Niekiedy zaś nie zjadam wszystkiego. Nie czuję potrzeby! Do otyłości mi daleko, choć swoją wagę w proporcjach do postawy pielęgnuję. Nie utyję. A inne domowe cacuszka…

   Karmione resztkami z pańskiego stołu, bądź specjalnie zakupioną wołowinką. Świeżą i pachnącą. W ilościach dowolnych. Najczęściej przesadnych. Obiadek, jak zwykle, z kilku dań, zakończony słodkim deserkiem. Po takim lunchu domowe pieszczoszki, nażate do syta wyciągają rozleniwione kości na sofie, w najgorszym razie na tapczanie i zapadają w poobiednią drzemkę. Budzą się, a paniusia już mknie ze świeżo ugotowanym serdelkiem, bo przecież piesek jak się obudził, to jest głodny. A jak głodny to zły! I łakomczuch połyka smakołyk w oka mgnieniu oblizując się pociesznie. Smakowało?! To kawałek czekoladki może? Chętnie, jak dają… I pęcznieje biedaczysko w oczach. A paniusia zadowolona, bo miło jak taka kuleczka wkitra się pod kołdrę, gotowa do nocnego snu.

   Dwunożni jakby nie wiedzieli, że pies jest psem. Nie można i nie trzeba go uczłowieczać. Ja kocham swoich, mimo iż nie śpię z nimi w łóżku. Dostaję tyle strawy, ile potrzebuję. Oni wiedzą ile. Nie znam smaku ciasteczka, czekolady, pieczonych gołąbków. A jestem szczęśliwy. Śpię w swoim domku, na swoim wyrku. Nie potrzebuję tapczanów, miękkich kanap i foteli. Bez tych wszystkich luksusów kocham moich dwunożnych. I będę kochał, bo odbieram od nich dowody miłości. Nie potrzebny jest tydzień odchudzania zwierząt. Potrzebny jest permanentny kurs dokarmiania mózgów niektórych ich właścicieli. Hau! Hauuuuuuuuuuuuuuu!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 134  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465134

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl