Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Felicjańska bez kieliszka

poniedziałek, 31 maja 2010 15:38

   Ilonie Felicjańskiej posypało się życie. Przez alkohol. A konkretnie staranowanie trzech samochodów. Sponsorzy zawiesili finansowanie jej fundacji. Ustały oferty. Zamilkły telefony. Ale to nie jest przyczyną nieszczęścia. To skutek. Felicjańska była piękną, adorowaną, medialnie eksploatowaną kobietą. Wszędzie zapraszana, w każdej sytuacji pod ostrzałem fleszów. Była na topie. Biologia jest jednak niemiłosiernie bezwzględna. Daje urodę, a tym samym powodzenie i popularność, lecz jednocześnie zabiera. Niepostrzeżenie wraz z tym cholernym upływem czasu.

   Wiele atrakcyjnych, uwielbianych aktorek i modelek nie potrafiło sobie z uciekającą urodą i nadmiarem zmarszczek oraz kilogramów poradzić. Nie były mentalnie przygotowane na zmiany własnego ciała, co z kolei wpływało na systematyczne zanikanie popularności i sławy. Grono wielbicieli i przyjaciół topniało w oczach, a ich brak coraz częściej zastępował kieliszek. Uzależnienie od alkoholu to śmiertelna choroba. Ale uleczalna. Jest na to wiele dowodów. Ale najpierw musi nastąpić wstrząs. Potężny. Felicjańska opowiada, że nie sam wypadek samochodowy był szokiem. Najdotkliwiej przeżyła pobyt w areszcie. Krótki, lecz tragiczny czas w więziennych ciuchach, w pokoju dwa na cztery, z kilkoma drewnianymi łóżkami i kratami w oknach.

    Przygotowuje się do rozwodu. Pewnikiem, że małżonek nie wytrzymał. Wszak parę lat temu zmusił ją do pierwszej terapii odwykowej. Nieskutecznej. Dzisiaj Felicjańska nie pije. Próbuje się pozbierać i zmienić swój wizerunek. To niełatwe. Potrzebna jest siła charakteru. Twierdzi pani Ilona, że nigdy się nie upijała. Przeczy temu staranowanie trzech samochodów. Chcę jednak przyjąć założenie, że posiada odpowiedni zapas siły charakteru. Bo to w leczeniu alkoholizmu warunek podstawowy. Życzliwie jestem nastawiony do dwunożnych. Nawet do tych co zbłądzili. W końcu każdy kiedyś zrobił jakieś piramidalne głupstwo. I żyje! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

O czym ćwierkają wróbelki?

czwartek, 27 maja 2010 18:26

 

   Był sobie garaż. W centrum Warszawy. Podziemny. Ekskluzywny. Na 70 samochodów. Z dwoma stanowiskami dla portierów, wydzieloną myjnią.. Był, to nie znaczy, że go już niema. Jest, ale jakby go nie było. Stoi pusty. Użytkownikom nakazano zabrać parkujące auta w terminie natychmiastowym, Wcześniej przyszedł strażak i z bezwzględna precyzją, jednym tchem wyrecytował 8 zasadniczych braków, stanowiących bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia korzystających z garażu.. Owe wymienione braki żyły sobie w tym garażu zawsze. Od urodzenia. I nikomu to nie przeszkadzało. Więcej. Przez dziesięciolecia niczyje zdrowie nie ucierpiało. Owszem, sporo kierowców nie żyje. Ale dokonali żywota głównie ze starości, bądź śmiertelnego choróbska. I wszyscy z dala od feralnego garażu.

   Ostatnio jednak trafiły się dwa tajemnicze podpalenia samochodów. Bryki były bardzo solidne i najnowocześniej wyposażone. O przypadkowym samozapłonie nie może być mowy. Stało się to w momencie, gdy okoliczne wróble głośno ćwierkały, iż wokół garażu dzieją się dziwne rzeczy. Po wspomnianym strażaku na oględziny podejrzanego obiektu wezwano budowlańca. Ten, podobnie jak sikawkowy, nie pozostawił złudzeń. Garaż to jedna wielka ruina, nadająca się jedynie do zamknięcia i generalnego remontu. To prawda. I wróble na okolicznych drzewach złowróżbnie ćwierkają, że ktoś celowo doprowadził do dewastacji tego, ekskluzywnego onegdaj, obiektu.

   Faktem jest, iż nie było gospodarza doglądającego jakości ścian i stropów. Przeciekają. Prawda. Mnóstwo rdzy. Wilgoć przenika wszystko. Samochody i ludzi do szpiku kości. Tak, wszystko się zgadza, tylko rodzi się proste pytanie dlaczego nie robiono doraźnych napraw i remontów? Każdy z 70 użytkowników płacił ponad 200 zł miesięcznie (stawka miała regularną tendencję wzrostową) za swoje parkingowe miejsce. A więc pieniądze, na systematyczne poprawianie zauważonych usterek, były. Nie było jednak administratora, który by je zauważył. Coś mi się wydaje, że wróble wiedzą, co ćwierkają. Symptomatyczne jest wszakże to, że użytkowników nie poinformowano jak długo będzie trwał remont i kiedy ich samochody znów będą miały schronienie. Nie podano żadnej daty. Znając jednak zapobiegliwość urzędników miasta, już pewnikiem znalazł się chętny do wyremontowania i zawłaszczenia atrakcyjnego finansowo garażu. Jeśli się mylę powystrzelam wszystkie okoliczne wróble. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Demokracja i barany

środa, 26 maja 2010 10:26

   Przekonywał Andrzej Stasiuk, pisarz, laureat literackiej nagrody Nike 2005, Najsztuba, że władza królewska stała się władzą błazeńską. Dzięki energicznym staraniom polskiej klasy politycznej. Nasza raczkująca jeszcze demokracja staje się władza błazeńską, a politycy nie tyle mają rządzić, co naród zabawiać. Czy przekonał Najsztuba nie wiem. Co do mnie to skłonny jestem przyznać mu rację, z zastrzeżeniem jednak, że uogólnienie jest niesprawiedliwe dla tych, którzy wprawdzie zajmują się polityką, ale z błazeństwem nie wiele mają wspólnego. Wedle przewrotnej tezy Stasiuka, dzisiaj władza zabawia lud, a nie jak onegdaj błazen zabawiał króla.

   Czy nasza, neandertalska demokracja zmierza do bezosobowości, będzie funkcjonowała i rządziła siłą procedur, mechanizmów? To trafna i bardzo prawdopodobna konkluzja. Wystarczy uruchomić pilotem kolorowe pudło, by usłyszeć opowieści polityków o procedurach i procedowaniu. Bardzo chętnie chowają się w gąszczu procedur. Tam ciepło i bezpiecznie, bo naród nie ma zielonego pojęcia o owych procedurach i procedowaniu. W efekcie, uważa Stasiuk, rządzić się będziemy sami, a ci u władzy będą serwowali nam spektakl, po to byśmy się nie nudzili i we właściwym czasie udali się do wyborczej urny, głosując na tych, którzy rozweselają nas bez przerwy.

   Pisarz żyje z dala od centrum. Hen, gdzieś w Beskidzie Niskim. Wśród zieleni traw, na której pasą się barany. Jego własne. Kupił dwa baranki i jedną dużą owcę. Przewrotnie, z poczuciem własnego, specyficznego humoru nazwał je Miłosz i Czesio, a owcę mamę Wiśka. Jest dłużnikiem tego stadka, bo codziennie koszą na podwórku trawę i mógł odstawić kosiarkę do szopy. Zapytany na kogo barany zagłosowały by w wyborach, odparł, ze na najważniejszego. U nich nie ma z tym kłopotów, baranów nie da się oszukać. Doskonale wiedzą, który jest najmądrzejszy, a skąd wiedzą, nie wiadomo. To jest barania przewaga nad demokracją. I jak tu nie lubić Stasiuka! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 199  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465199

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl