Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kaczyński nie jest wariatem!

środa, 29 czerwca 2011 10:33

 

 


   W przyszłą środę prezes Jarosław Kaczyński ma zostać przebadany przez dwóch biegłych psychiatrów, czy jego stan zdrowia pozwala na uczestniczenie w procesie karnym, w roli oskarżonego. To suwerenna decyzja sędziego, prowadzącego sprawę z powództwa byłego ministra, byłego rządu PiS, Janusza Kaczmarka. Zgodnie z logiką naszej politycznej sceny, postępowanie sędziego natychmiast zaszeregowano do niecnej prowokacji oraz jawnego  szykanowania prezesa. Ten zaś odnalazł był nawet recepty leku, który łykał około rok temu. Jak należało się spodziewać nie był to lek psychotropowy, tylko niewinna, obojętna pastylka. Ażeby rozwiać wszelkie podejrzenia moich szanownych adwersarzy oświadczam, iż nie wierzę w żadną chorobę psychiczną szefa Prawa i Sprawiedliwości. Jego umysł funkcjonuje bez zarzutu, jeśli o bystrość  i skuteczność chodzi. I dziwię się, że czynione są próby zbojkotowania sędziowskiego nakazu.

   Cały poselski klub PiS deliberował (bez udziału prezesa), czy ich przywódca ma się poddać badaniom biegłych psychiatrów, czy też olać owo niegodne zaproszenie. Nie trudno się domyślić, że większość była za olaniem, gdyż w olewaniu brylują na scenie politycznej. Olać, czyli zlekceważyć  sędziego. Olać, czyli postawić się ponad prawem. Respektowanie suwerennych postanowień sądu jest obywatelskim obowiązkiem każdego. Także w sytuacji, kiedy owo postanowienie rodzi zdziwienie, a nawet sprzeciw. Nawet wtedy, kiedy na logikę, ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego. Kiedyś byłem, niestety, obiektem takiego działania. Upokorzony, poniżany musiałem robić to, co sobie sąd zażyczył. Bolesne, osobiste doświadczenia utwierdziły mnie w przykrej konstatacji, że do sądu nie idzie się po sprawiedliwość, tylko po wyrok. Tak było w przypadku małego szaraczka, jednego z wielu  milionów osobników, których rodzimy wymiar niby sprawiedliwości, traktuje jak natrętne muchy. W tym przypadku jednak chodzi o inny wymiar, o polityka najcięższej wagi. A to zmienia leciutko postać rzeczy.

   W przeciwieństwie do poselskich mędrców PiS-u radzę Jarosławowi Kaczyńskiemu, by z podniesioną głową, odważnie, po męsku, zgodnie z obywatelskim obowiązkiem stawił się na zaproszenie dwóch biegłych psychiatrów. Bo jest zdrowy. Tak psychicznie zdrowy, że nikt (nawet biegli) nie zrobią z niego wariata. Owszem, jego postępowanie w niektórych przypadkach jest szokujące, trudne niekiedy do zrozumienia, lecz to wcale nie wynika z zaburzeń psychicznych. Powodem jest swobodne pływanie w oceanie cynizmu, który to cynizm, w każdej chwili, ma w zasięgu wyciągniętej ręki.  I bardzo często poń sięga. Tymczasem poselskie zaplecze  prezesa wymyśliło chytry plan wymigania się od owych piekielnych badań. Nie wiem, czy wódz zna ów plan. Nie wiem czy raczy z niego skorzystać. Radzę go odrzucić i podreptać prostą drogą. Nawet jeśli ma się, głęboko zakorzenione w naturze kluczenie po krętych meandrach polityki. To może się, per saldo, bardziej opłacać. Ale to tylko rady. Przyjaznej psiny, ale tylko psiny… Hau! Hau


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Na socjologiczną nutę

poniedziałek, 27 czerwca 2011 11:55


 

   Polska to kraj, w którym ksenofobiczne i nacjonalistyczne postawy są bardzo silne, ale przecież są w zdecydowanej mniejszości. W Europie przecież też mamy do czynienia z podobnym trendem, odbudowywania się nacjonalistycznych i ksenofobicznych nastrojów, i to nie jest dla Europy nic dziwnego. Jest jednak u nas drugi proces, którego znaczenie  jest  jeszcze nie do końca zbadane. Co wyniknie z tego spotkania Polaków z prowincji, z Polski powiatowej z europejskim światem(w kontekście zbliżającej się polskiej prezydencji w UE - przyp. B.), który z założenia jest różnorodny, w którym obowiązują standardy wielonarodowościowe, wielokulturowości, konieczności współżycia z sobą? – zastanawia się znany socjolog, prof. Ireneusz Krzemiński. Profesor jest dla mnie profesjonalistą w tym co robi i autorytetem moralnym. Szczycę się zbieżnością poglądów i chętnie sięgam po jego przemyślenia i nauki.

   Stoimy przed wielką szansą pokazania się Europie, a jednocześnie mamy okazję do praktycznego przeniesienia na rodzimy grunt tych wartości, które są uniwersalne na Starym Kontynencie, ale u nas niemal jeszcze nieobecne. Jedną z takich fundamentalnych wartości jest stosunek urzędnika do obywatela. Bardzo często poruszam tę tematykę na moim blogu. W zachodniej Europie, też solidnie nadgryzionej przez raka biurokracji, urzędnik czuje się zobowiązany do służenia obywatelom swojego państwa. W Polsce jest odwrotnie. U nas rządzi urzędnik. Widać wprawdzie tu i ówdzie nieśmiałe zmiany na lepsze, są to jednak jeszcze jakby zjawiska przypadkowe, a nie systemowe. Namawia prof. Krzemiński do wyeliminowania z naszego życia (nie tylko politycznego) języka nienawiści i nie powielania etykiety nienawiści. A mamy tego na co dzień w bród. Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy sięgnąć do niektórych wpisów komentarzowych choćby tego bloga.

   Mamy spore kłopoty z tolerancją, rasizmem także, choć zauważalne są dążenia w kierunku poprawy. Politycy, zwłaszcza ci, którzy nazywają się lewicowi, liberalni – mówi prof. Krzemiński – nie mają odwagi, żeby zainicjować dyskusję o tym, jak ma wyglądać dobre życie w społeczeństwie, jak mają być politycznie kształtowane warunki współżycia ludzi o różnych stylach życia, o różnych hierarchiach wartości. Politycy zaś najchętniej mówią o sobie i przeciwniku z konkurencyjnej partii. Dla wielu z nich życie społeczne, to ich życie. Zaś troski obywatela, jego pojmowanie rzeczywistości, są jego prywatną sprawą. Mizdrzą się politycy do obywatela tylko przed wyborami, zabiegając na rozliczne sposoby o głos wrzucany na kartce do urny wyborczej. Ciekaw jestem, kiedy politycy postawią  sobie za cel ideał społecznego życia sprawiedliwego? Sporo tego wprawdzie w przedwyborczych hasłach. Po wyborach wszystko wróci do normy. Byle jakiej. Niestety! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (73) | dodaj komentarz

Co łączy Rydzyka z Kołodką?

środa, 22 czerwca 2011 21:33


 

   Gdy u Moniki Ochrzanik(sorry red. Olejnik) zasiadł naprzeciwko prof. G. Kołodko i na pulpicie nie było książki, jego pióra, rzecz jasna, pomyślałem idzie nowe. Prof. Kołodko zmienił taktykę, styl postępowania, co nieco odkochał się w sobie. Nic z tego . Po kilku minutach dość ogólnej konwersacji pan profesor już trzymał w garści własnej produkcji książkę i z głębi serca przekazywał ów podarunek, nękającej go pytaniami (nie zawsze trafnymi) red. Monice. Ale przebiegli kamerzyści, przyzwyczajeni do tego rodzaju posunięć  b. ministra finansów, a jednocześnie poinstruowani przez szefów o konsekwencjach kryptoreklamy, nie pokazali nic, poza górnym grzbietem dzieła. I telewidz umierający z niecierpliwości, czekający na kolejny efekt umysłu wybitnego ekonomisty, nie zobaczył nawet tytułu. Zgroza! I co teraz? Znowu nie kupią?... A to bestseller! Niewdzięczni.

   Patrząc z  mojej perspektywy, z poziomu psiej budy ogarniającej rzeczywistość, prof. Kołodko, sympatyczny skądinąd mężczyzna ( za bieganie i maraton go chwalę, choć biega coraz wolniej, bo to naturalne) posiada w sobie tyle narcyzmu, co to sam Narcyz by nie udźwignął. Promuje swój face book (bez skrupułów u Ochrzanik, choć go delikatnie skarciła), na którym gotowy jest wszystko wyjaśnić i odpowiedzieć na każde, nawet najtrudniejsze, pytanie.  I to jest zaleta! To jest świetny sposób na  życie. Asertywność godna uznania!  Dziwię się, że taki mistrz pęta się gdzieś po marginesach naszej skrzeczącej, ledwo zipiącej, gospodarki i nikt go nie chce zatrudnić na stosownym stanowisku. Jak można sobie pozwolić na marnotrawienie takiego talentu. Ba, kury złote jaja znoszącej! Nie ma klimatu. Nie ma zrozumienia i profesor musi biegać do kamer z książką pod pachą, by wreszcie przebić się z tym, co jedynie jest wartościowe i mądre. Współczuję. Powiem więcej, uważam, iż jest to niesprawiedliwe, a nawet szkodliwe, oczywiście, z ekonomicznego punktu widzenia. Nie napiszę kogo…

   Zmiana tematu. Sensacja kościelna. Ojciec T. Rydzyk pojechał do Brukseli ,by zademonstrować utopijne termy (w okolicach Torunia) i ich życiodajne skutki dla wiernych, a nie z bożym słowem, jak, wydawałoby się, na kapłana przystało. Słowem promuje: biznes. Własny interes. Nie kościelny. Rydzykowy. A co na to Kościół? Ano ma dylemat. I będzie czekał, aż ów dylemat sam się rozwiąże. Bo tak każe tradycja. Ku pokrzepieniu serc i duszyczek! Amen. I na zakończenie. Kaczyński Jarosław nie jest wariatem. Jest cynikiem do n-tej potęgi. Skłamał i teraz  odbija mu się to czkawką. Wypije trochę wody i czkawka minie. Wobec tego zagłosuję na Tuska! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (71) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 165  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465165

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl