Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 274 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Prywata Janusza Korwin-Mikke

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 18:46

   Janusz Korwin-Mikke traktowany jest jako enfant terrible polskiej sceny politycznej. Od lat. Nie bardzo wiedziałem dlaczego? Dla mnie był i jest enfant terrible w najlepszym tego określenia tłumaczeniu: osoba żenująco prawdomówna. Prawdomówna do bólu! Jego proste rozwiązania w skomplikowanych sprawach natychmiast były torpedowane i traktowane jak urojenia chorego człowieka. W istocie rzeczy były to niezwykle trafne w swej prostocie pomysły. Mają jednak jedną małą wadę. Burzą istniejący porządek. Przewracają istniejący porządek prawny, ekonomiczny i logistyczny do góry nogami. A to jest nie do przyjęcia! Tego nie zaakceptuje żadna władza, nawet najbardziej liberalna!

   Przypomniał ostatnio JK-M, że Stocznia Szczecińska była prywatyzowana już dwa razy. W 1995 i 2002. I zadaje trzeźwe, porażająco prościuteńkie pytanie: jak rząd Tuska może już coś sprywatyzowanego, sprzedawać po raz kolejny? I wyciąga jedynie logiczny wniosek, że poprzednie prywatyzacje były, po prostu, niejasną manipulacją, sprowadzającą się do zamydlenia oczu Polakowi-szarakowi. Janusz Korwin-Mikke nie jest entuzjastą ustaleń okrągłego stołu. Co ja piszę „nie jest entuzjastą"? Jest zdecydowanym przeciwnikiem „okrągłostołowego", jak twierdzi, reżymu. I za głównych macherów od wszelkich „prywatyzacji" uważa służby specjalne. Odważne!

   „Żyjemy nadal w PRL-u, który tylko inaczej się nazywa" - konkluduje. Czy tak mówiącego człowieka, który proponował wcześniej zlikwidowanie kilku ministerstw i redukcję potężnej armii urzędników państwowych, można uważać za osobę o zdrowych zmysłach? Dla mnie przy bardzo zdrowych zmysłach. Ale cóż tam ja, pies jeno, choć szlachetnie urodzony owczarek z dziadkiem Szarikiem w herbie. Mogę sobie przy tej okazji pomerdać ogonem. Z radości, że mamy w naszej Neandertalii tak odważnego, zdrowo myślącego Janusza Korwin-Mikke. Szkoda, że żyjącego niemal na krawędzi ubezwłasnowolnienia przez tych, którzy rządzący „reżym" prowadzą na służbowym pasku. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (95) | dodaj komentarz

Wielka i mądra jak Justyna Pochanke

czwartek, 27 sierpnia 2009 19:56

   Rozmowa. Rzecz banalna. Siedzisz bądź stoisz naprzeciwko drugiej istoty i mielesz ozorem. A jeszcze lepiej przez komórkę. Bo niektórym wartkim strumieniem płyną słowa, gdy nie widzą reakcji interlokutora. To jednak nie są rozmowy. To pogawędki. Niekiedy gadki- szmatki, o wszystkim i o niczym. Ot, tak dla zabicia czasu. Lub z przyzwyczajenia. Ale są rozmowy poważne, a w najgorszym razie powinny być poważnie traktowane. To wywiady dziennikarskie. Wymagają starannego przygotowania się przede wszystkim merytorycznego. Dziennikarz musi być partnerem dla specjalisty, którego odpytuje. Nie na równym pułapie. To niemożliwe. Ale z wiedzą o meritum rozmowy, która nie irytuje zaproszonego na wywiad. A w trakcie jego przeprowadzania wykazać się musi umiejętnością podstawową: s ł u c h a n i a ! Musi umieć słuchać!

   Sprowokowała mnie do podjęcia tego tematu Justyna Pochanke z TVN. Znana postać w świecie mediów. Nagradzana. Lubiana. O miłej powierzchowności. A mimo tego, od jakiegoś czasu jej rozmowy z zaproszonymi gośćmi wprowadzają mnie w stan najwyższej, psiej, irytacji. Nie mogę zarzucić braku przygotowania do wywiadu. Z drugiej jednak strony wiem, że do merytorycznego zabezpieczenia ma pod ręką całą zgraję pomagierów. Ich nie widać na wizji. Przed rozpoczęciem audycji w sposób maksymalnie drobiazgowy zebrali materiały do jej przeprowadzenia. Pani Justyna jest dobrze wyposażona w materiał do artyleryjskiego ostrzału. I strzela. Raczej celnie. Prowadzi jednak rozmowę w sposób tak manieryczny, że zęby bolą.

   Za wszelką cenę musi być postacią centralną. Najważniejszą. A to błąd kardynalny. Ma poważne kłopoty z wysłuchiwaniem zaproszonych do studia. Przerywa w połowie, lub kończy sama rozpoczęte przez gościa zdanie. Wiem, że czas audycji ograniczony. Ale wiem także, że rozmowy, niby na żywo, są wcześniej nagrywane i montowane wedle dyktatu prowadzącej. Co nawet tępy pies wychwycił. Wygląda mi na to, że Justyna Pochanke zaraziła się chorobą o nazwie megalomania. Na szczęście nie jest ona zakaźna. Epidemia i pandemia nie grożą. Przerodzić się jedynie może w chorobę telewizyjną, inaczej zwaną nałogowym parciem na szkło. Dziennikarz, który chce uzyskać od swego interlokutora najcenniejsze informacje musi mu pozwolić się otworzyć. Skromnie słuchając i w odpowiednim momencie, nawet równoważnikami zdania, naprowadzając gościa na trop rozważań zaplanowany wcześniej.

   Ale można też inaczej. Dobrze przygotowana pani Justyna solo wygłosi ognistą mowę na zadany temat i będzie po bólu. Tylko, że tak bez tła? Bez możliwości przerywania i wpadania komuś w słowo?...? Bez adoracji białych kołnierzyków?... Bez możliwości ustawienia kogoś w kącie? ... Nie! To nie dla Justyny Pochanke! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (59) | dodaj komentarz

Wizja bez wizji w TVP

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 18:49

   Związkowcy w TVP też zatęsknili za strajkiem. Słusznie! Dlaczego?! Wyjaśnię później. Póki co 5 central związkowych w jednej TVP (może tych central jest więcej? Nie wiem...) sposobi się do przeprowadzenia referendum w sprawie rzeczonego strajku. Zarząd chce wywalić na bruk przy ul. Woronicza blisko 400 osób. Trzeba zorganizować obronę! A więc strajk! Nie sądzę, aby misternie przygotowane referendum dało odpowiedź negatywną. Skoro strajk, to pewnikiem kolorowe pudło ogarnie głęboka czerń. I znakomicie! Bo od jakiegoś czasu tej „misyjnej" telewizji oglądać się nie da!

   Z jednej strony telewizyjni związkowcy szykują strajk, a z drugiej politycy zapowiadają personalny przewrót na najwyższych stanowiskach. Dogadało się kierownictwo PiS z SLD i, zgodnie z głoszonym duchem odpolitycznienia publicznej telewizji, przygotowują swoich kandydatów na prezesowskie stołki. Oczywiście, absolutnie niezależnych, a co ważniejsze, sprawdzonych fachowców. Która z partii przepchnie swojego? Spodziewam się, że spryciarze od prawa i sprawiedliwości. Bo oddelegowany do przetargowych rozmów, wybitny negocjator Adam Lipiński (zasłynął z akcji w hotelowej sypialni Renaty Beger) bez ogródek wypalił, że im tylko chodzi o bezpieczeństwo wyborcze Lecha Kaczyńskiego. I za to „bezpieczeństwo" gotowi są, podejrzewam, przekazać SLD słoik smakowitych konfitur. A dzięki urzędującemu jeszcze Pierwszemu, dostęp do spiżarni z konfiturami jest niezakłócony.

   Ładne określenie „bezpieczeństwo wyborcze". A przecież chodzi o nic innego jak kampanię prezydencką w przyszłym roku. Wprawdzie TVP jest mniej wiarygodna od np. TVN, ale swym zasięgiem obejmuje cały kraj. Wiedzą o tym politycy, stąd taki zażarty bój o trzymanie sterów w najważniejszych gabinetach na Woronicza. A co na to wszystko Giertych ze swoim Farfałem? Duży Roman, to wcale nie mały gracz. I wiele jeszcze może się wydarzyć. Ku uciesze gawiedzi i kosztem, nie mającego żadnego wpływu na ten żałosny spektakl, tak zwanego przeciętnego telewidza. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465191

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl