Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pieczeniarz, bywalec i celebryta

niedziela, 27 września 2009 17:57

   Wylansowano nowy zawód - celebryta. Nie wiem komu przypisać pierwszeństwo w użyciu tego określenia. Nieważne. Celebryci i celebrytki pracują na salonach. Wykształcenie nie jest wymagane. Na salonach podczas wyżerki, którą funduje organizator-sponsor. Onegdaj, przed wielu, wielu laty istniała już taka funkcja - nazywano ją: pieczeniarz. Pieczeniarz brzmi nieładnie. Celebryta zaś dzwoni w uchu godnie i tajemniczo. Zdecydowanie podnosi prestiż. Bo niewielu wie co oznacza. Najpewniej coś, albo kogoś bardzo ważnego. Zanim jednak pojawił się celebryta, na salonach spotykał się i obżerał się bywalec. Nazwa sympatyczniejsza od przestarzałego pieczeniarza. Choć to właśnie pieczeniarz przetarł szlaki.

   By zdefiniować i zrozumieć podstawy funkcjonowania owego zawodu sięgnąłem po pisma uczone. W Słowniku Języka Polskiego PWN pieczeniarz określony jest jako: „człowiek umiejący wygodnie żyć, korzystając z cudzej pracy. Pasożyt". Profesor Jerzy Bralczyk w swoich „1000 potrzebnych słowach" opisał bywalca, jako „człowieka bywałego w świecie". Zaś celebrację definiuje jako „zachowanie nacechowane teatralnością i przesadną powagą". Najbliżej tego, co chcieliby pewnikiem usłyszeć adepci, tego nowego-starego zawodu, jest słownik języka angielskiego. Celebrity - to znakomitość, sława! I o to chodzi! Popularny, uwielbiany, szanowany, a nie jakiś tam obżartuch, pieczeniarz, lub, nie daj Boże, pasożyt.

   Celebryta znany jest z tego, że jest znany. A znany dlatego, że zadbają o to, kolorowe pisemka i dla kobiet, i dla mężczyzn, i dla obojnaków. Niektóre stacje TV tudzież. Wytapetowane są rubrykami plotkarskimi z fotkami rzeczonych celebrytek i celebrytów. I lansowanie odchodzi na fulla. Na salony z wyszynkiem zapraszane są niemal te same osoby, a jeśli nie zaproszą, to bezczelny celebryta i tak przyjdzie. Spotykają się, by dobrze podjeść, popuszyć się przed rywalkami i kamerami fotoreporterów oraz poszukać kasy w jakimś, nie wymagającym umiejętności i wiedzy, szemranym interesie. Najlepiej lobbingu.  I wówczas, zdarza się,  celebrytka zmienia status. Na podejrzaną. Ale kasa była! Kaucja za areszt sześć razy większa! Ale to drobiazg. Znajomi pomogą! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Wicepremier Pawlak na dywaniku u Rymanowskiego

czwartek, 24 września 2009 9:23

   Zadryndał w mojej budzie telefon. Wiecie, ten na korbkę. Polowy. Niezależny od fanaberii operatorów, każących sobie płacić za usługi, których nie było. Po drugiej stronie drutu Maciej. Przyjaciel z Częstochowy. Katolik z krwi i kości. No, raczej z kości. Krew ma niebieską. Ze świętym (jak przystało na mieszkańca tego miasta) oburzeniem na Rymanowskiego z TVN 24 za obraźliwe potraktowanie gościa w studio, Waldemara Pawlaka. Traf chciał, ze śmiertelnie znudzony, łypałem swoim ślepiem w kolorowe pudło. Mnie także wysoce nie podobał się ton i klimat prowadzonej rozmowy. Rymanowski wystąpił w roli belfra pouczającego i strofującego nieprzygotowanego ucznia. Wicepremiera Pawlaka.

   Nie mam sentymentu do polityków. Nie do wszystkich, lecz w przeważającej większości. Sami, nie poganiani przez nikogo, mozolnie pracowali i pracują na własny wizerunek. Kłócą się. Przekrzykują. Kłamią. Obywateli traktują jak bydło wyborcze. Doprowadzili w efekcie do sytuacji, że Polak-szarak wędruje do urn nie po to ażeby kogoś wybrać, tylko po to, aby kogoś nie wybrać. To potężna różnica. Jest to tzw. wybór lepszego zła. Lepszego?... Może...Ale zło zostaje wybrane! Klasa polityczna w naszej Neandertalii solidnie zapracowała na niechęć społeczeństwa. Skrobię pazurem niechęć, choć dwunożni mają bardziej dosadne określenie. Polityka i politycy w Polsce ulegli procesowi głębokiej pauperyzacji. W bardzo poważnym, wręcz niebezpiecznym, stopniu.

   I w jakimś tam stopniu nie dziwię się Rymanowskiemu, że traktuje niektórych swoich gości z agresją, niekiedy błyskiem nienawiści w oku. Kilka chwil później( albo wcześniej, bo to wszystko jest „na żywo" nagrywane na długo przed emisją) zasiadł w opuszczonym przez Pawlaka fotelu, Janusz Gajos. I z niekłamanym zdumieniem zarejestrowałem cudowną metamorfozę Rymanowskiego. Stał się nagle uśmiechniętym, grzecznym, miłym i przyjaznym rozmówcą. Czyli można inaczej. Ma prawo Rymanowski nie mieć sentymentu do polityków. To rozumiem. Ale ten polityk jest także człowiekiem. A każdy człowiek, zwłaszcza zaproszony gość, wymaga szacunku. Swego czasu miałem sposobność osobiście poznać Waldemara Pawlaka. Gdzieś w augustowskich lasach. Okazał się być miłym, kulturalnym, kontaktowym facetem. I mnie, owczarka długowłosego, normalnie, po ludzku polubił. Nawet chciał przygarnąć A źli ludzie piesków nie kochają. Oj, nie! Wiem to z autopsji. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Wojciech Malajkat schodzi ze sceny

niedziela, 20 września 2009 18:13

 

   Zawiesza aktorstwo. Jeden z najlepszych średniego pokolenia. Ze świetnym warsztatem. Doskonałymi rolami w dorobku teatralnym i filmowym. Popularny i lubiany. Zamienia scenę w Teatrze Narodowym na dyrektorski stołek w Syrenie. Gdzie do tej pory leciały rewie, farsy i humoreski niespecjalnie wysokich lotów. Malajkat to człek ambitny, szukający poważnych, ryzykownych wyzwań. Rusza do walki o utrzymanie na widowni wiernej publiczności. Jednocześnie chce przyciągnąć tych, którzy w Teatrze Syrena jeszcze nie byli. Radykalnie zmienia repertuar. Z jakim skutkiem?

   Pan Wojciech wyrastał w świetle, jak sam mówi, geniuszu Jerzego Grzegorzewskiego i genialnego mistrza absurdu, jakim był Marek Walczewski. Fascynacja tymi dwoma, nieżyjącymi już, niestety, wielkimi filarami polskiej sceny  nie minęła. 23 lata wspólnego wysiłku w celu oczarowania widza zostawia trwałe ślady w psychice aktora. Także w warsztacie. Czy ten dorobek uda się spożytkować Malajkatowi na dyrektorskim stanowisku? Życzę mu tego. Szczerze. Zapowiada, że nie zrezygnuje w teatrze rozrywki, z rozrywki. Ale nie będą to wodewile, rewie i farsy. Chce by jego rozrywka zadowoliła inteligenta. Myśli o uruchomieniu małej sceny kabaretowej w klimacie Dudka i Owcy. Uważam, że jest to znakomity pomysł.

   Dzisiaj kabaret przeniósł się z kameralnych ogródków do wielkich amfiteatrów. I choć mamy wielu naprawdę świetnych twórców kabaretowych, to jednak z dużym niepokojem obserwuję, jak, z wolna, kabaret przeradza się w biesiadę, a występy, w sporym procencie, stają się pospolitymi wygłupami pod publiczkę. A sto procent wygłupu to już nie kabaret. I powstanie luka. Inaczej mówiąc szansa właśnie dla dyrektora Wojciecha Malajkata. Z dużymi szansami na powodzenie, bo ma pod ręką sporą grupę świetnych, wszechstronnych aktorów. Z równym powodzeniem, bez wysiłku, grających klasykę, dramat, jak również krótkie scenki kabaretowe.

   Malajkat podjął trudne wyzwanie. Zrobił to jednak z pełną świadomością, odwagą i wiarą we własne możliwości. Pochwalam! Powodzenia Panie Dyrektorze! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 163  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465163

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl