Bloog Wirtualna Polska
Są 1 277 273 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pluralizm jak zamordyzm

niedziela, 30 września 2012 17:33

 

   Przemaszerowali tłumnie  i dumnie. Spokojnie, bez niepotrzebnych ekscesów. Rozeszli się też z poczuciem odpowiedzialności. To mi się podobało. Okazało się, że można zorganizować ważną demonstrację bez kibolowskich bojówkarzy i zwyczajnych awanturników. Nie trzeba niszczyć chodników, wybijać szyby w futrynach wystaw, podpalać samochody i tłuc się z policjantami. W sposób poważny, pokojowy znacznie skuteczniej dotrze się do świadomości społecznej. Okazało się, że związkowcy potrafią manifestować bez podpalania opon, rozpinania łańcuchów, ograniczania swobody poruszania się i Warszawiakom, i politykom. A więc można! I to mi się podobało. Nie podobały mi się niektóre hasła wypisane na transparentach, a także słowa rzucane z trybun. Nie dlatego, że były zbyt ostre i niesprawiedliwe, mijające się z rzeczywistością, głównie dlatego, że urągały logice poprzez swoją wewnętrzną sprzeczność. Jeśli bowiem ktoś deklaruje apolityczność swojej organizacji, a następnie wymienia dwie partie, które będzie popierał, to słowa o obiektywnym szacowaniu rzeczywistości są funta kłaków warte.

   Maszerowano w sobotę w stolicy pod hasłami obrony telewizji Trwam, przeciwko decyzji o podwyższeniu wieku emerytalnego oraz, że dokonam skrótu, o nagłej potrzebie pluralizmu w mediach. W tej ostatniej sprawie zorganizowano dwie pikiety pod gmachami publicznej telewizji przy ulicy Woronicza i na Placu Powstańców. Na Woronicza głównym pikietującym był redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie Sakowicz. W praktyce nie była to pikieta tylko okupacja. Przybyli pod gmach TVP czytelnicy i sympatycy GPC, opanowali wszystkie wejścia i nie wpuścili zaproszonych do studia ekspertów. Nie wpuszczony prof. Kik stwierdził wprost, że naruszono jego wolność osobistą i ograniczono swobodę działania, co jest niezgodne z Konstytucją. Kto by się podczas politycznej pikiety zajmował Konstytucją? Tylko chory jakiś… Telewizja Publiczna kłamie i należy jej zamknąć usta! Tylko my, prawdziwi Polacy, prawdziwi patrioci mówimy prawdę i tylko nas należy słuchać, i to tylko my mamy patent na mądrość. Identycznie pojmuje pluralizm mediów szefowa pikiety na Placu Powstańców, red. Stankiewicz z Solidarności 2010. Tam nawet postawiono namiot i zapowiedziano pikietę do skutku.

   Do jakiego skutku? Zamknięcia TVP, czy  dobrowolnego przekazania władzy tym pikietującym, którzy jako jedyni mają patent na rację? Przed kamerami prywatnej telewizji, jeden z dziennikarzy „Rzeczpospolitej” oświadczył, że on dzieli dziennikarzy nie tak, jak dyrektor Rydzyk, tylko na tych co mówią prawdę i na tych co kłamią. Dokonawszy takiego podziału, dał jednoznacznie do zrozumienia, iż on oraz jego redakcyjni koledzy wyłącznie do tej pierwszej grupy się zaliczają! Reszta to barachło! Kwestię pluralizmu załatwiono w postulatach gdańskich. Po roku 1989 niemal wszyscy żurnaliści na cały kraj wrzeszczeli, jacy to oni są niezależni, sprawiedliwi, nie podlegającym żadnym naciskom. Oczywiście pletli bzdury, bo nie ma niezależnych mediów. To nie jest polski wynalazek, tak jest na całym świecie. Rychło okazało się, jak naprawdę jest z tą niezależnością nad Wisłą. Rynek medialny błyskawicznie podzielił się na dwie podstawowe grupy: jedna jest za, druga przeciw. A niezbitym dowodem na to, są owe dwie pikiety, uznające tylko swoje argumenty, tylko swoją rację, tylko im znana jest najprawdziwsza prawda. Tak oto zrodziła się unowocześniona definicja pluralizmu. Brawa dla autorów! Hau! Hau!


Podziel się
oceń
2
259

komentarze (45) | dodaj komentarz

Kogut na grzędzie

środa, 26 września 2012 21:51

 

   Wróciła krew. Wróciły trupy ze Smoleńska. Za sprawą, najprawdopodobniej, średnio kumatego rosyjskiego laboranta medycyny sadowej, a może nawet młodego lekarza patologa, który zupełnie nieświadomie dokonał zamiany tabliczek przy zafoliowanych szczątkach ofiar tragicznej katastrofy lotniczej. Katastrofy owe mają to do siebie, w zdecydowanej większości, że olbrzymie przeciążenia powodują równie olbrzymią deformację ofiar. Tam nie ma ciał, tam są ich szczątki, zlokalizowane najczęściej w jednym miejscu. Przemieszane, skotłowane. Ułożenie z tych ludzkich puzli, przepraszam na określenie, konkretnej osoby, jest dużym wyzwaniem dla sądowych patologów. Rodziny ofiar chcą uczestniczyć w rozpoznawaniu szczątków, a niektóre pragną sobie oszczędzić tej potwornej konfrontacji. Robią to inni, z obowiązku. I czynią konieczne poczynania z tym związane nie zawsze z należytą dokładnością. Tak najprawdopodobniej było w przykrej sytuacji śp. Pani Walentynowicz, a może jeszcze kilku innych.

   Jeśli w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rozpoznanego przez samego bliźniaka Jarosława, znaleziono rękaw ubioru generała, którego to rękawa prezydent Lech posiadać nie mógł( to znaczy mógł, ale nie posiadał), całą operację transportu do Polski szczątków ciał i ich prawdziwość stawia pod znakiem zapytania. Ale, na miły Bóg, tę operację przeprowadzali nie Polacy i rząd, lecz bracia Rosjanie. Nie dopuszczając do operacji braci Lechów. Mogli się oni (bracia z zachodniej granicy Rosji) jedynie przyglądać się i akceptować. Bez wtykania nosa w meritum sprawy. Nie podejrzewam Rosjan o spiskowe działanie. Nie! Ale nie wykluczam też, że jakiś mniej biegły w sprawie, może nawet niedouczony medyk średniego szczebla, coś przekręcił, czegoś nie zauważył i spieprzył nabożeństwo. Ale to już było i oby nie wróciło więcej. Natomiast wróci w naszej Neandertaii. Będzie wałkowane, rozdrabniane na części pierwsze, by tylko dowalić przeciwnikowi. A ja tak sobie myślę, że może warto było wcześniej, mając świadomość rozmiaru katastrofy, zaproponować wspólną mogiłę dla wszystkich znakomitych ofiar tego nieszczęścia. Może?...

   Na koniec. Były premier kiedyś z ramienia PiS, Marcinkiewicz, chwaląc poczynania prezesa Jarosława za ekonomiczną ofensywę w kwestii poprawy życia Polaka-szaraka, zachęcił go, by zechciał się udać poza granicę nie tylko Żoliborza, ale może nawet kraju. I zobaczyć jak jest gdzie indziej. Porównać nasze kłopoty, z tragediami innych europejskich krajów. Zgoda panie premierze Kazimierzu, tylko gdzie miałby się udać i gdzie go by przyjęli?... Doradcy partyjni, jak stwierdził, kłapią dziobami, tak jak sobie tego życzy dowódca(to opanowali w sposób bezbłędny), tymczasem świat, Europa zajmują się zgoła innymi problemami, a prezes J. zbawca jedyny, siedzi na zmurszałej grzędzie. A kury czekają na prawdziwego, jurnego Koguta. Czy się doczekają? Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
243

komentarze (45) | dodaj komentarz

Wczesno-jesienne dywagacje

poniedziałek, 24 września 2012 11:08

 

 

   Przyszła jesień. To ulubiona pora polityków. Nafaszerowani letnim słońcem ze zdwojoną energią ruszają na partyjnych przeciwników. W pierwszym rzędzie na premiera i rządzącą Platformę. Pod hasłem: zmieniamy władzę. I jest to tylko czcze hasło, albowiem do dokonania najmniejszego retuszu na politycznym podwórku potrzeba większości w sejmie. A tej nie mają, nawet w sytuacji, gdy wszystkie partie i partyjki opozycyjne wystąpią solidarnie pod jednym sztandarem. Liczenie poselskich szabel niezmiennie wypada na korzyść rządzącej koalicji. Zmiana dokonać się może wówczas, gdy chłopy z PSL zagłosują przeciwko Platformie, o co usilnie zabiegają wysłannicy opozycji, starając się przeciągnąć kilku chłopów na swoją stronę. Chłop jednak nie frajer. Nie zagłosuje wbrew własnemu interesowi. A ich interes, to trzymać się władzy, pilnując intratnych stołków w centrali, a także w terenie. Opozycja też do frajerów się nie zalicza, potrafią liczyć głosy, jak mało kto i doskonale wiedzą, że rządzi większość, a oni do niej nie należą.

   Wszystkie więc pohukiwania i nadęte miny oraz prężenie cherlawych muskułów, jest tylko mizernym widowiskiem dla ubogich. Prowadząc słowne bijatyki w sejmie i na różnych forach medialnych, jawnie dokumentują jak dalece wyalienowani są od faktycznych problemów społeczeństwa. Mają zdecydowanie fałszywą ocenę przeciętnego Polaka-szaraka, uważając go za niedouczonego głąba, który każdy kit kupi. Tymczasem prawda jest inna. Obywatel znad wysuszonej Wisły doskonale wie, ile warte są słowa i zabiegi większości tzw. klasy politycznej. Doskonale orientuje się, że nie ma obecnie takiej siły, by  zmusiła premiera Tuska do oddania władzy. Po pierwsze – nie ma takiej potrzeby, a ważniejsze: nie ma alternatywy. Nie ma w łonie całej opozycji kandydata na premiera, który posiadałby więcej zalet aniżeli ten aktualnie urzędujący. Nie jestem bezkrytyczny wobec rządzącego, nie widzę jednak na politycznej giełdzie przeciwnika, posiadającego klasę i zdolności na miarę Donalda Tuska.

   W mediach trwa gorączkowa licytacja. Ujawniane są nazwiska ministrów przeznaczonych do wymiany. Jest to tzw. życzeniówka. Spekulacje są tylko naiwnymi manewrami, z których nic nie wynika i nie wyniknie. Klucz jest w rękach  premiera. Nie wiele wniosą debaty w stylu „Alternatywa”. Nie wiele, gdyż ich organizatorzy mają ubogą wiedzę ekonomiczną, a z zaproszenia nie chciały skorzystać najtęższe głowy ekonomiczne w naszym kraju. Będzie to więc tylko piarowskie przedstawienie w wykonaniu drugorzędnych aktorów, nie mających praktycznego wpływu na cokolwiek. Ale wolę już taką imprezę, od cmentarnej farsy w wykonaniu duetu Fotyga-Macierewicz. Hau! Hau!


Podziel się
oceń
0
237

komentarze (22) | dodaj komentarz

środa, 24 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  5 465 139  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

BRONISŁAW owczarek niemiecki(ON)długowłosy, podpalany, obserwator i komentator wydarzeń podwórkowych, rzecznik praw Burków

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 5465139

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl